Meksyk

Mexico City – intrygujacy gigant

By 5 sierpnia 2010 No Comments

Zaczne od Meksyku, bo to jeszcze we mnie swieze i gorace. Jak wspomnialam w poprzednim poscie kraj jest wielki i musialabym chyba spedzic tam rok, zeby zobaczyc wszystko co bym chciala. My tym razem zwiedzilysmy stolice i Meksyk centralny, idac tropem kolonialnych miast. My, czyli ja i Christel (znajoma juz Wam Francuzka). Christel mieszkala i pracowala w Meksyku przez ostatnie 1,5 roku, zwiedzila juz wiec spora czesc kraju. Ustalajac trase wybieralysmy miejsca, w ktorych ona jeszcze nie byla, a ja mialam ochote zobaczyc. Tym sposobem Chiapas z Palenque na czele, Yucatan i kilka innych egzotycznych miejsc traflo na liste ‚Meksyk czesc 2’. Miedzy innymi dlatego musze tam jeszcze wrocic!

Prawie tydzien spedzilam w Districto Federal (DF). Stolica sama w sobie jest jak oddzielny kraj. Jest ogromna, co widac juz z samolotu. To miasto sie po prostu nigdzie na horyzoncie nie konczy, rozlewa sie jeszcze po pobliskich gorach. Rozmiary DF podziwiac mozna tez z Torre Latinoamericana, wysokiej wiezy z tarasem widokowym. Z 46. pietra rozciaga sie przepiekna panorama. Na gore wjechalismy tuz przed zachodem slonca, zeby zobaczyc ja za dnia i w nocy:

To co mnie w miescie juz na samym poczatku zdziwilo, to kultura na drogach. W Mexico City mieszka 25 milionow ludzi, nie sposob zyc w nim bez samochodu, kazdy ma wiec przynajmniej jeden, co prowadzi do tego, ze wlasciwie o kazdej porze DF jest zakorkowane. Swoja droga nie moglabym zyc chyba w takim trybie – codziennie spedzac jakies 4-6h w korkach (sic!). Polskim sposobem myslenia moznaby zalozyc, ze kierowcy beda sie bic o pierwszenstwo, wcinac, kombinowac, a tu nie – pelna kultura, brak irytacji, wpuszczanie zmieniajacych pas, dosyc wolna predkosc.. Choc bywaja skrzyzowania, ze nawet w tym spokojnym trybie chybabym umarla, zeby sie polapac i wyjsc ze skretu calo:)

DF ma tez rozwiniete i swietnie oznakowane linie metra. Nie mialam problemu z poruszaniem sie, choc podobno nie jest to zbyt bezpieczne miejsce. Szczesliwie nie bylam swiadkiem ani uczestnikiem zadnej mrozacej krew w zylach sytuacji, niczego takiego Wam nie opowiem..:) Przeciwnie, czestowano mnie w metrze owocami, ludzie pytali sie skad jestem i polecali miejsca do zobaczenia. Staralam sie unikac tez godzin szczytu, ale raz mi sie nie udalo i to byla przygoda. Kiedy dostalam sie w koncu na peron, bo to juz byl problem, czekalam kolejna chwile na to, zeby byc przy linii wsiadania, ale i to jeszcze nie wystarcza, bo ludzie tlocza sie okrutnie i nagle, magicznym sposobem, jak podjezdza wagon ladujesz gdzies na koncu kolejki. Przepuscilam w ten sposob 3 wagony, ktore wcale nie wygladaly na to, ze maja jeszcze miejsce, ale walka toczyla sie i tak:) Bez wiekszego wyboru przy czwartym podejsciu przycisnelam plecak mocno do siebie i po prostu oderwalam stopy od podloza. Tlum porwal mnie do srodka wagonu, nie musialam robic nic, zostalam wessana! 🙂 W metrze jakis meksykanski macho skorzystal z okazji i pomacal mnie po tylku, ale ku jego zdziwieniu uzylam jednego z niecenzuranych slow w slangu meksykanskim i odpuscil. Mowiac ogolnie, Meksykanie okazali sie gentelmenami, wielokrotnie np. przepuszczano mnie w drzwiach, ale zdarzali sie i tacy macho. Przy okazji, nalezy w tym momencie przedstawic Fernando i Marco, moich meksykanskich przyjaciol, aniolow strozow. To u nich nocowalam, oni po pracy oprowadzali mnie po miescie, i oni nauczyli mnie oczywiscie kilku(nastu) brzydkich slow na powyzsze okazje 😉 Christel musiala wrocic do Francji troche wczesniej, wiec DF wlasciwie zwiedzalam w dzien sama, wybierajac muzea i latwiej dostepne miejsca, a po pracy bylismy jak Trzej Muszkieterowie:)

A propos muzeom w DF wybralam sie do dwoch. Nie do odpuszczenia jest Muzeum Antropologiczne, szczegolnie czesc Majow i Aztekow, ze slynnym Piedra Del Sol (Kamieniem Slonca). Jesli ktos chce zobaczyc wszystke sale i eksponaty szykowac trzeba caly dzien, a nawet dwa! To miejsce to kopalnia wiedzy i historii. Czlowiek zdaje sobie sprawe z tego jak fascynujace byly to kultury i zaczyna nienawidziec Hiszpanow za bestialskie ich zniszczenie i wymordowanie. (Na marginesie, odkad jestem w Ameryce Lacinskiej, na Kubie, w Meksyku, zaczynam rozumiec dlaczego Latynosi nie palaja miloscia do Hiszpanow i nie chodzi tylko o to, ze mowia dziwnie cerveza hehe). Ja z braku czasu i napietego grafiku spedzilam w muzeum jakies 3h, a nie zobaczylam nawet polowy.

Innego dnia wybralam sie do dzielnicy Coyoacán, znanej dzieki Muzeum Fridy Kahlo i Diego Riviery. To tam jest jej slynny niebieski dom. Bylam, zwiedzilam i musze powiedziec, ze marzy mi sie mieszkac w czyms takim. Dom jest piekny, kolorowy, ciekawie rozplanowany i ma dziedziniec z ogrodem. Prac Fridy nie ma tam wiele, ale wrazenie robi chodzenie po jej domu. Nie palam jakas maniakalna miloscia do Kahlo, nie na tyle przynajmniej, zeby ogladac jej prywatne rzeczy, ale znam i szanuje jej zyciorys , w szczegolnosci prace pelne cierpienia i bolu. Dlatego lozko ze specjalnym stelazem, na ktorym malowala i lustrem, ktore zamontowala jej matka, zeby malowac w ogole mogla czy jej pracownia, gdzie stoi jej wozek inwalidzki nadaje muzeum charakteru.

Dzielnica sama w sobie jest urocza, kolorowa, zadbania i pelna zieleni. Przeszlam sie tez na zocalo, glowny plac, gdzie zjadlam pyszne churros nadziewane smietana i jakby konfitura z ananasa:) To bedzie jeden ze smakow Meksyku, jaki zapamietam. Na zocalo byla tez wystawa prac Riviery (jak wszedzie, gdzie sie da w calym Meksyku!), dlatego darowalam sobie juz samo muzeum Riviery. Zdecydowal sie pojechalac do centrum DF  i zwiedzic plac glowny ze slynna katedra i palacem prezydenckim. Tuz obok jest tez Templo Mayor, ruiny miasta Tenochtitlan, na ktorym zbudowano Miasto Meksyk.

Po drodze zobaczylam tez pokaz tanca indianskiego:

I protest w sprawie ropy w Zatoce Meksykanskiej:

Tego dnia mielismy tez domowke z Muszkieterami, wiec cala noc sasiedzi slyszeli zza sciany NA ZDROWIE! 🙂 a wyprawe do Teotihuacanu nastepnego poranka przelozylismy na kolejny… No comments ;))

Reasumujac, stolica jest spokojniejsza niz zakladalam. Nie czulam niebezpieczenstwa, strachu, oddechu gangsterow na karku i  nie czulam sie az tak obserwowana jak np. w Rio de Janeiro. Choc, jak wiadomo, te niebiezpieczenstwa gdzies tam sa i czyhaja. (Claudio potem powiedzial mi, ze przez caly moj pobyt w Meksyku spal niespokojnie). Nawet Meksykanie mowia jednak, ze gangsterzy niejako szanuja DF i ‚najgorsze rzeczy’ dzieja sie w innych rejonach Meksyku.

IMG_9303To co mnie urzeklo to fakt, ze miasto gigant zdaje sie miec niekonczaca sie ilosc miejsc, dzielnic, parkow, muzeow, pubow, ulic, zaulkow.. Potrzeba chyba calego zycia, zeby znac je choc w polowie jak wlasna kieszen. Jest w tym cos fascynujacego. DF to polaczenie sily, przedziwnego jak na takiego kolosa braku balaganu i dezorientacji, jakiegos spokoju i latynoskiej radosci zycia. No moze oprocz metra w godznach szczytu:P
Choc na ulicach nie ma szalenstwa, muzyki na kazdym kroku, kolorowych straganow. (trzeba wiedziec gdzie skrecic i gdzie pojechac), place i rynki z ichniejsza sztuka ludowa przyprawiaja o zawrot glowy. Kolory, kolory, kolory i przepiekna recznie malowana porcelana i szklo. Chcialam kupic wszystko! Pomimo przestrog a propos obecnosci kieszonkowcow i zlodziei do Ciudadeli , rynku rekodziela, pojechalam dwa razy – najpierw poogladac, potem pokupowac:). Oj, bardzo latwo byloby urzadzic dom w Meksyku.

Na ulicach Meksyku sprobowac tez mozna mase smacznego jedzenia, ale o tym jutro:)

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Leave a Reply