Jak przezyc w Chile w 10 przykazaniach:

1. Oswoic sie ze slowami trzesienie ziemi, wstrzas i tsunami

Jesli ktos drzy na sama mysl o ruszajacej sie ziemi, przewracajacych sie meblach i wiecznym zagrozeniu nadejscia wielkiej fali, Chile z pewnoscia nie jest jego miejscem. Srednio co drugi dzien mamy tu wstrzas, krotki, nieprzekraczajacy 3-4 stopni w skali Richtera, ale wystarcza, zeby obudzic w nocy. Nigdy tez nie wiadomo kiedy (i czy) nadejdzie kolejny, silny, ktory przewroci Ci meble, zbije kieliszki, a moze i zburzy jedna sciane (wtedy to juz trzesienie). Chilijczycy mowia, ze w przeciagu 20 lat nie powinna sie powtorzyc tragedia z lutego 2010, to jakas matematyka przyrody, ale tak naprawde zdaje sie tego nie wie nikt. Wiec, o ile nie mieszkasz na wybrzezu, tsunami nie powinno podnosic Ci cisnienia, a wstrzas spedzac snu z powiek. Miec przy lozku buty i jakas bluze, zabezpieczyc wszystko co cenne i szklane tasiemka, nie klasc nic ciezkiego na wysokich polkach, w razie trzesienia stanac w futrynie, potem zbiec po schodach (nigdy winda) i tyle. Spac spokojnie.

(Nie zgrywam Rambo, jesli kiedys doswiadcze 8 czy 9 stopni podejrzewam, ze spanikuje, ale chodzi o to, zeby nie panikowac na sama mysl, ze nadejdzie..)

 

2. Przygotowac sie na przytycie

Chilijczycy jedza duzo, jedza czesto i jedza dobrze! Nie jest to tak wyrazista kuchnia jak np. w Meksyku, ale posilki zdaja sie byc nie tylko kwestia dostarczania sobie pokarmu, ale i celebracji.  Je sie razem, powoli i najlepiej rekami. Statystyczny Chilijczyk nie wyjdzie z domu bez sniadania, potem je  sniadanie drugie (przed poludniem), potem lunch (okolo 14.00), potem tzw. once (ok.17.00), ktore zdaje sie byc swiete (a to po prostu kanapka z herbata, i najczesciej awokado,  ale nie w pospiechu – przy stole, jak czlowiek i wszyscy razem), w koncu nastepuje obfita kolacja w okolicach 21.00 -22.00. Do tej czestotliwosci dochodzi ilosc (jak dla mnie kazdy je za 3 osoby) i jakosc (mieszaja wszystko – jest ryz, sa ziemniaki z majonezem, jest miesa albo ryba, jest chleb + salatki). Dlatego tez waga skoczy, a w pasie pojawi sie tzw. oponka (ma ja na oko 80% Chilijczykow) , o ile ktos nie wylamie sie z tego systemu. A wylamac sie jest ciezko, bo kochaja sie spraszac, urzadzac barbecue i czestowac czym tylko moga. Odmowic tym trudniej, jesli przygotowuja specjalnie dla Ciebie to co lubisz. Tym sposobem, oponka welcome to.

Nie jem tych poznych kolacji, jem 1/3 tego co Chilijczycy, co po serii pytan czy jestem chora albo mam predyspozycje bulimiczne, zaowocowalo sklasyfikowaniem mojego zoladka jako ‚pokomunistyczny’ 🙂

 

3. Zakupic trampki!

Cejrowki pisal niegdys, ze zeby wtopic sie w tlum w Meksyku nalezy zakupic sombrero.  W Chile trzeba nosic trampki. Im bardziej zniszczone tym lepiej. Posiadanie nowiuskich i bielutkich emanuje snobizmem i zbytnim przywiazywaniem uwagi do szczegolow. Wszyscy nosza trampki: dzieci, mlodziez, studenci, nauczyciele, nawet panie po 40stce (co uwazam za fantastyczny przejaw luzu). Nie licze zawodow garniturowych: bankowcy, maklerzy, biznesmeni utrzymuja rzecz jasna etykiete, choc po godzinach nie trudno zobaczyc garnitur + trampki. A do trampek dzinsy i koszulka, bluza z kapturem i chusta. I juz.  Alternatywa sa conversy albo klapki (przypominam, +33º).

Chilijczycy generalnie zdaja sie nie przywiazywac wagi do ubioru (nie licze sfer bogatych, jak nasza warszawfka). Nie znaczy to, ze wygladaja zle, przeciwnie,  mlodzi maja niezle wyczucie stylu, laczac finezyjnie proste ciuchy.  Za te trampki ich lubie. Sama zakupilam tu poki co 3 pary: czerwone, niebieskie i fioletowo-kremowe!

 

4. Nie dziwic sie, ze wszyscy wiedza, kiedy masz katar

Duzo sie tu rozmawia, a przez to rozmawia sie o wszystkim. To bardzo latynoskie. Jesli masz wiec katar, ktos jutro zadzwoni i zapyta czy juz Ci lepiej (najpewniej ktos, komu nic nie mowiles), jesli masz goraczke ktos zadzowni, zeby spytac czy masz leki albo czy przyniesc Ci obiad, a jesli czegos szukasz, znajdzie sie ktos kto ma ciotke, wujka, kolege, kuzyna, ex chlopaka, ktory to ma. I pozyczy.

Ludzie tu ekspresowo organizuja sprawy, pomagaja sobie i ciagle do siebie dzwonia, opowiadajac najmniejsze newsy dnia. Te wstydliwe tez hehe Ma to wiec dobre i zle strony, ale generalnie po prostu trzeba sie z tym pogodzic i zaprzyjaznic.

PS. Zawsze tez znajdzie sie ktos kto ma domek na plazy i zaprosi Cie na weekendowy alkoholowy wypad 🙂

 

5. Nie obrazac sie, ze tesciowa sprzata Ci w domu

To tez bardzo latynoskie – rodzina to swietosc. Wiezy sa tu bardzo bliskie, a niedzielne wspolne obiady to tradycja nie do przeskoczenia. Wszyscy, wlacznie z najdalszymi czlonkami rodziny, nieustannie sie odwiedzaja i kazdy w domu kazdego czuje sie jak w domu. W kregach najblizszych przejawia sie to wzajemnym sprzataniem sobie w domu, robieniu zakupow czy podrzucaniem dzieci pod opieke (nie na dzien, czasem na rok, jesli wymaga tego sytuacja finansowo-zyciowa). Musialam wiec przelknac poczatkowe uczucie zawstydzenia, kiedy wizyty ‚tesciowej’ konczyly sie czysczeniem naszej kuchni, a siostra C. zamiatala nam balkon. Nie znaczy to, ze masz w domu syf, tak sie tu objawia troszczenie sie o siebie i tak wyraza sie rodzinne uczucia, a nawet szacunek. Tak mi przynajmniej wytlumaczyli, kiedy w koncu zaprotestowalam.

 

6.  Wylaczyc polska niecierpliwosc

Oznacza to, ze nie nalezy trabic, kiedy ktos przechodzi (wolno) na czerowonym swietle, nie popedzac, kiedy ktos wdaje sie w prywatna rozmowe z kasjerka w supermarkecie i nie obrazac sie, jesli gosc spoznia sie godzine na kolacje. Generalnie wrzucic na luz i nie denerwowac sie bez powaznego powodu. Czas jest wzgledny, kazdy odlicza wedle swojego rytmu.

 

7. Polak = wodka, Hiszpanie niemile widziani

Polacy musza byc dodatkowo przygotowani na obowiazkowe picie wodki (no bo jak z Polakiem nie wychilic kielicha czystej), rozmowy o papiezu i pytania typu czy my mowimy w Polsce po rusku..(ewentualnie czy nasz drugi jezyk narodowy to niemiecki). Stan wiedzy o naszym kraju jest mysle wprost proporcjonalny do naszej staystycznej wiedzy o Chile, czyli prawie nic. Co jednak kwalifikuje na plus, w tych czasem glupawych pytaniach nie slychac tonu ignorancji czy wyzszosci, ale ciekawosci. Porozmawiaj o Polsce z angolem, a zagotuje Ci sie krew.

Jesli jestes z Hiszpanii, nie beda Cie lubic (i vice versa). Przyczyn szukac nalezy w historii (Hiszpanie tu to nie odkrycy, ale najezdzcy),  gospodarce (Ci pierwsi staraja sie zmonopolizowac tutejszy rynek,  niszczac poza tym nierzadko przyrode niektorych regionow) i fakcie jak Hiszpanie traktuja Chilijczyka, ktory przylatuje do Espanii, albo tylko zmienia tam samolot (jak opowiadaja: jest wyzszosc, jest ignorancja, jest upokarzanie). Traktuja ich jak Peruwianczykow albo Boliwianczykow, czego Chilijczyk nie lubi… bo:

 

8. Nie wrzucac Chile do jednego worka z Peru czy Boliwa

To tak jakby powiedziec, ze Rosja i Polska to to samo. To tak jakby opowiadac o najgorszych cechach Ukraincow czy Litwinow, jak o naszych, bo to przeciez gdzies blisko na mapie. I wszystko pod wplwem Rosji. Tymczasem Peru i Chile to dwa rozne swiaty, od wiekow w konflikcie, dwie rozne kultury, dwa rozne poziomy ekonomii, rozwiecia i organizacji krajow (w przypadku Peru dezorganizacji). Chilijczycy sami maja ostre przepisy celne w przypadku wprzuszczania do kraju sasiadow z polnocy. Maja wiele kompleksow, ale porownanie ich do Peruwianczykow to potwarz i radze nie praktykowac.

 

9. Nie mowic dobrze o prezydencie

Ponad polowa Chilijczykow glosowala na Sebastiana Piñere, ale nikt sie do tego dzis nie przyzna. Prawicowiec jest przedmiotem zartow i przyczyna narodowego wstydu. Gafy, przejezyczenia – co by sie nie rozwodzic: Kaczynski. Co wiecej, szanujacy sie Chilijczyk powienien przejsc sie raz na jakis czas na manifestacje, a juz na pewno nie nalezy byc zdziwionym, ze srednio raz na tydzien centrum bedzie przyblokowane, a niektore drogi zamkniete, przez strajki.

 

10. Zapomniec o hiszpanskim, nauczyc sie chilijskiego

Chilijczycy mowia okrutnie szybko, nie wymawiaja spolgosek, zjadaja koncowki wyrazow, inne przecigaja, specyficzne intonuja i nagminnie uzywaja slangu. A zeby tego bylo malo, niektore reguly gramatyczne, obowiazujace w Hiszpanii, maja sie inaczej w Ameryce Lacinskiej, wiec wiedze trzeba zrewidowac. Po pewnym czasie jednak szok mija i swiat zaczyna byc jasniejszy. Co wiecej, sprawdza sie zasada: jesli potrafisz zrozumiec Chilijczyka, zrozumiesz caly hiszpanskojezyczny swiat. Potraktowac wiec to mozna jak wysoka poprzeczke lingiwstyczna.

 

Powyzsze zasady wprowadzic w zycie, a chilijski swiat stanie sie lekki, latwy i przyjemny:)