Dziś mini kurs języka chilijskiego. Oficjalnie coś takiego nie istnieje, w Chile mówi się rzecz jasna po hiszpańsku, ale tutejsza odmiana jest tak osobliwa i bogata we własne cudeńka, że tak właśnie ją nazywam. Jeśli więc zawitacie do owego dalekiego kraju, musicie przygotować się na kilka niespodzianek i zapoznać kilka słów kluczy, które otworzą wiele bram.

Na wszelki wypadek zaznaczę, że nie jestem ani językoznawcą, ani specem od hiszpańskiego, ani absolwentem filologii (choć jako dziennikarz radiowy interesuje się słowem i potencjałem języka). Wszystko czym chce się z Wami podzielić w tym poście napisane będzie z perspektywy podróżnika, któremu przychodzi żyć w kraju władającym językiem obcym,  i który ten język obcy chce oswoić i przyswoić.

Z racji moich związków z Hiszpanią i wielokrotnych wypraw na Półwysep Iberyjski język hiszpański nie był mi zupełnie obcy, kiedy zawitałam do Chile. Uczyło mnie głównie życie, piosenki i filmy vel uczyłam się sama, znałam podstawowe zwroty, odrobinę gramatyki, nazwałabym to zestawem survival spanish.  Uczucie, że mogę iść sama do spożywczaka czy zapytać o drogę, jeśli się zgubię wystarczyło, żeby nie czuć się małą, zabłąkaną owieczką. Przez pierwszy miesiąc w Chile przeżywałam jednak językowy szok.

 

KARABIN MASZYNOWY
Po pierwsze, Chilijczycy mówią przeraźliwie szybko. Łączą wyrazy, nie wypowiadają niektórych głosek, inne sylaby za to przeciągają. W rezultacie powstają zdania, w których trudno wyodrębnić wyrazy, bo wszystko brzmi jak jeden – długaśny nie kończący się. Takie przynajmniej było moje pierwsze wrażenie. Około miesiąca zajęło mi oswojenie się z tempem i osiągniecie pierwszego sukcesu – wyłapywanie wyrazów, które znam (i wyłonienie kilku wciąż się powtarzających). Zadanie było o tyle utrudnione, że gramatyka języka hiszpańskiego Ameryki Łacińskiej jest nieco inna od tej, którą używa Hiszpania. I to kolejna sprawa.. Wiedza, którą miałam do tej pory wywróciła mi się co nie co.

 

TENIS TIEMPO?

Jedną z podstawowych różnic, które utrudniają życie niezaawansowanego w hiszpańskim cudzoziemca,  są odmienne formy czasownika w drugiej osobie liczby pojedynczej. Mówiąc prościej, kiedy Hiszpanie mowią ´tú tienes´(Ty masz), Chilijczyk mówi ´tu tenis´, a żeby skołowanie było większe, wymawia to ´tú tení´.  Podobnie: tú quierestú queri’, tú dices – tú decis,  itd. Na pierwszy rzut ucha brzmiało mi to jak zupełnie inna forma czasownika, a może nawet inny czasownik!  Nie wymawianie końcówek wyrazów to zresztą kolejna atrakcja. Hiszpańskie ´¿Dónde estás?´ (Gdzie jesteś?) w Chile brzmieć będzie ¿Dónde e’tai?, más (więcej) wypowiadają jak ma.  Nie wysilają się też za bardzo w środku wyrazów, (Estas listo? – Ehtai lihto?)  w wyrazach picado, curado (pijany:), pesado, słychać ino znikome  d, albo wręcz wcale. Podobnie dzieje się z p, b czy w. Powstaje wiec picao, cuaro, pesao. Itd. Inne formy, nie wypowiadanie głosek  vel skrawki wyrazów i przeszybkie tempo mówienia sprawiało, że kiedy ja trawiłam jeszcze początek zdania oni już zaczynali następne itd. itp.

 

ONI, CZYLI WY

Ameryka Łacińska nie stosuje również 2. osoby liczby mnogiej – Wy. Zamiast tego używa – oni/Państwo.  Nie stosuje wieęc formy vosotros, tylko ustedes  i odpowiedniej jej formy czasownika 3. osoby liczby mnogiej. Kiedy chcemy wiec zapytać czy WY jecie pizze (Vosotros comeis la pizza?), tak naprawdę musimy spytać czy ONI jedzą pizze albo czy PAŃSTWO jedzą pizze (Ustedes comen la pizza? albo Comen la pizza?), choć pytamy o was, nie o nich. Tak jakby wszystkich tytułować.  Łączy się to oczywiście ze zmianą wszystkich zaimków, typu wasz, waszego, waszemu.  Trochę to zagmatwałam może, ale i sprawa jest zagmatwana:) Mącić w głowie może też fakt, że czasem kiedy mówią do kogoś ( i o tym kimś) np. ‚Ależ jesteś nudny!’ (ahhh que fome estai!), mówią ahhh que fome soy! (jak nudny jestem!), choć mówią o kimś innym. Tak sobie dla zabawy zmieniają ‚ty’ na ‚ja’. Zabawne, prawda? 😉

Dla bardziej wtajemniczonych językowo wspomnę jeszcze o różnicy w zaimkach osobowych . Tam gdzie Hiszpania stosuje la albo lo, Ameryka Łacińska powie le. Bardzo rzadko stosowany jest tez czas preterido compuesto (który kurcze akurat ja opanowałam świetnie): he amado, he ido, he dicho.. Przykłady można mnożyć: przysłówki tu i tam (w Hiszpanii aqui i alli)  tutaj brzmią  acá i allá, hiszpańskie el bikini w Meksyku będzie liczbą mnogą la bikini itd.

*Ciekawe są zresztą różnice pomiędzy poszczególnymi krajami Ameryki Łacińskiej. Ten sam wyraz może znaczyć coś zupełnie innego: awokado to w Chile palta, w Kolumbii cura, a w Hiszpanii aquacate. Aquacate to za to w Kolumbii policjant, który w Chile to paco. Morocho to w Argentynie biały o ciemnych oczach i włosach, w Wenezueli bliźniak; joto w Kolumbii to pakunek, w Meksyku gej. Guagua na Kubie to autobus, w Chile dziecko.. Jak widać, do wyboru do koloru!

Tak więc pierwszy miesiąc upłynął mi na wyłapaniu słów ze zdań, co zaskutkowało uroczystym rozpoczęciem nadążania za ciągiem myślowym. To co pomogło mi złapać rytm to znajomość słów kluczy i zapychaczy.  Przechodzimy niniejszym do lekcji chilijskiego użytkowego, języka ulicy i normalnych ludzi, czyli czego niego ani rusz. To pierwsza rzecz jaką wyłożył mi przy winie C. i rzeczywiście świat stal się następnego dnia jaśniejszy.

 

QUE HUEON AHUEONAO, CACHAI? jaja

Słowem podstawowym w Chile jest hueón i wszelkie jego pochodne. Znaczenie hueón (czyt. łeon) rozciąga się od kolesia przez przyjaciela po dupka, zależy od kontekstu:) Wersja damska hueona, wersja nieformalna pisana weon/weona, wersja internetowa wn. Od rzeczownika mamy tez czasownik huear, co znaczy mniej więcej pieprzyć (w znaczeniu opowiadać brednie) i milion innych rzeczy, Jest tez hueá, czyli jakaś rzecz o niezbyt wysokiej wartości czy niezbyt piękna. Przychodzi mi do głowy polski odpowiednik ‚badziewie’, ale grzechem by było zamknąć hueá tylko jednym słowem. To naprawdę działa w milionie kontekstów. Jest też przymiotnik ahueonado , czyli pieprzony, i milion idiomów ( kilka z nich niżej). Wszelkie powyższe formy pojawiają się minimum po jednym w każdym zdaniu, które zakończone jest (prawie każde) wyrazem cachai? I to kolejna perełka:

cachai – powstało od cachas (łapiesz), a te z kolei wywodzi się od angielskiego to catch (łapiesz). Używane jest wiec w kontekście: rozumiesz? kumasz? masz to? (wymowa: kaciaj?) Jest naprawdę urocze:)

Uzbrojeni wiec w hueón + wszelkie jego formy i cachai, jesteśmy w stanie zrozumieć połowę każdego zdania. Pozostaje ta druga, ale zawsze to już łatwiej:)

YA POH! SI POH!

Po przybyciu do Chile w uszy rzuca się jeszcze jedna przypadłość. Pomiedzy wyrazami słychać ciagle ´po´, pisane `poh`. Dodają to nie wiedzieć czemu na końcu wyrazów, tak też powstaje np. si poh (tak), no poh (nie), cortala poh (skończ juz!), dámelo poh! (daj mi to!) itd.  Tu też następuje klasyczny przypadek przeciągania sylab, o którym wspomniałam na początku. Siiiiiiiii po, noooooooo po, coooooortala po. W Boliwii czy Peru na tej samej zasadzie działa ‚pe´. Dlatego też chilijski brzmi  tak melodyjnie.

MINI SŁOWNIK – SURVIVAL

Warto poznać kilka poniższych przekleństw, wtedy zrozumiemy znaczna cześć sytuacji na ulicy i znaczącą cześć wszystkich opowieści 😉 Na ostatnich stronach mojego kieszonkowego słownika hiszpańskiego widnieje ten oto spis:

(TA CZEŚĆ ZAWIERA TREŚCI NIE DLA DZIECI:)

  • chucha -o cholera
  • pucha – kurde
  • conchetumadre – nasze swojskie kurwa mać
  • chetumadre/rechuchesumadre/chesumadre – jak wyżej
  • andate a conchesumadre – spieprzaj kurwa mać
  • dejate de huevear – przestań się wygłupiać
  • puta la huea! –  o żesz kurwa!
  • maraca – kurwa (w sensie kurwa, ale tyczy się też kombinatorki/manipulatorki/osoby zbyt przebiegłej)
  • la raja – zajebiście/zajebisty
  • bacán – jak wyżej, ale mniej wulgarnie
  • pico – męski przyrząd 🙂
  • como el pico – wyrażenie dla podkreślenia jak coś jest zajebiście jakieś ( …..tu przymiotnik, np.zimne….)   (np. hace frio como el pico – jest zajebiście zimno)

A propos przyrządów, w chilijskim jest milion sposobów, żeby nazwać ten męski i ten damski. Przy łóżku mam książkę `Speaking schileno’, która zbiera typowe dla kraju wyrażenia, wyrazy i idiomy. Z ręką na sercu pisze, ze połowa z nich ma podtekst seksualny, albo znaczy wprost właśnie to.

Trzeba być naprawdę ostrożnym, żeby nie palnąć wyrazu w złym kontekście. Ja miałam wpadkę z mango, kiedy okazało się, że mango znaczy tez pico… 🙂 A ja się rozpływałam w opowieściach jak ja to uwielbiam mango i jak to je mogę jeść każdego dnia.. Haha!

Kilka soczystych idiomów:

  • alpinista – kobieta, która łatwo porusza się między szczytami (szczyt – pico). Ładny eufemizm:)
  • andar a lo gringo (chodzić jak gringo, cudzoziemiec) – chodzić bez majtek
  • falta la vitamina P – brak witaminy P, czyli pico
  • mas blanco que poto de monja (bardziej biały niż tyłek zakonnicy) – biały jak ściana
  • mas feo que el diablo chupando limon (brzydszy niż diabeł ssący cytrynę) – ekstremalnie brzydki
  • mas nerviosa que monja con atraso (bardziej zdenerwowana niż zakonnica ze spóźniającym się okresem) – ekstremalnie zdenerwowana
  • viva chile – orgazm

Do moich ulubieńców należy obecnie fraza : ensalada de dientes, czyli sałatka z zębów. Znaczy, że ktoś ma naprawdę niezbyt równe uzębienie.. Urocze jest też podrzucone mi przez Claudio lolosaurio, powstałe od lolo (młody) i dinosaurio (dinozaur), a znaczy podstarzałego mężczyznę, który wciąż czuje się młodo, a co więcej ubiera się i zachowuje jak nastolatek. Żebyście przeżyli w Chile dorzucę wam jeszcze carrete (nocne wyjście alkoholowe), chela (piwo), caña (kac, w Hiszpanii resaca), quicos (tutejsze okreslenie tzw. warszawki, bogate, wyzsze snobistyczne sfery) i flaites (wyluzowane nastolatki, sluchajace reaggetonu – nie jest to precyzyjna moze definicja, ale takie mam skojarzenie).

SOY FLAITE SCHILENO

Flaites maja zresztą swój język, o ktorym mogłabym napisać drugiego takiego posta. Jedną z cech charakterystycznych jest specyficzna wymowa ch (nasze cz), z którego robią sch (czyli nasze ś). Imitowane jeste to zresztą przez resztę Chilijczykow, tak też powstaje: SChile (czyt. Sile), cashai (czyt. kasiaj, nei kaciaj) czy schaleco (sweter). Dzieci quicos za to poznacie – poza językiem – po małych perłach w uszach:) Jeździmy czasem z C. do centrum handlowego w bogatej dzielnicy i zdaje się, że to (i kok na czubku głowy) to znak przynależności klasowej.

Ogarnięcie wszystkich powyższych zasad i perełek pomogło mi zacząć funkcjonować w Chile i nadążać za rozwojem wydarzeń. Po miesiącu takiego przeszkolenia na własnej skórze sprawdziłam powiedzenie: jeśli jesteś w stanie zrozumieć Chilijczyka, zrozumiesz resztę hiszpańskojęzycznego świata. Rzeczywiście, w Meksyku czy na Kubie nie miałam problemów. Wszyscy mówili wyraźnie, w miarę wolno, choć nadal nie po ludzku:) W Argentynie mówią podobnie, ale trochę bardziej szeleszczą i trochę inaczej śpiewają.  Przyznam jednak, że po pierwszym szoku, kiedy przychodzi moment ogarnięcia tematu języka chilijskiego, zaczyna on brzmieć miło i niezwykle melodyjnie (te niczym śpiewane frazy). Kiedy włączam teraz hiszpański film, wszystko jest tak klarowne, że aż za klarowne. Zaczynają mnie drażnić te wszystkie precyzyjne wypowiedziane litery i sepleniące SSSS ;)). Czasem mam wrażenie, że znam więcej slangu schilijskiego, niż gramatyki z podręczników, choć czytam coraz więcej książek po hiszpańsku i wpada mi nieco ogłady 😉

Teraz więc powinniście zrozumiec zdanie Wn, ahora soy schilena poh, cachai? A to znaczy, ze możecie przyjeżdzać do Chile. Perdón – Schile 🙂

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 8 komentarzy

Leave a Reply