Mam kilka albumów zdjęć z 2011 roku, które nigdy nie doczekały się publikacji. To jeden z nich.

W pewne jesienne popołudnie roku ubiegłego wybraliśmy się z C. na Cementerio General w Santiago, największy i najstarszy cmentarz w Chile. Ale romantycznie, wiem wiem. Tak samo myślałam, ale nie zniechęciło mnie ani to, ani fakt, że na Cementerio General po prostu straszy. Temat duchów już przerabialiśmy, kto nie miał okazji czytać odsyłam tu: http://tresvodka.com/2012/06/09/ciemno-wszedzie-glucho-wszedzie/ , a ja przechodzę do sedna.

Cmentarze w Chile (i generalnie w Ameryce Łacińskiej) to inna bajka niż nasze polskie. Na pierwszy rzut oka widać różnice architektoniczne. Tutejsze to uliczki, mosty, kościoły, katedry, fontanny, wielkie aleje, a nawet małe kioski, gdzie można kupić słodycze czy kawę. Same groby też wyglądają inaczej, to małe dzieła sztuki, z posągami, rzeźbami i pięknymi ornamentami. Wysokie, potężne grobowce poprzecinane wąskimi uliczkami tworzą jakby miasto w mieście. Każdy grób jest inny, nie ma dwóch nawet podobnych. Robi to wrażenie.

Jak i w życiu, tak i po śmierci, klasa bogata jest oddzielona od klasy średniej czy biednej. Ta ma swoją cześć cmentarza.  Sami rozpoznacie na zdjęciach, kiedy opuściliśmy strefę zamożna i weszliśmy w inne miasteczko – blokowisk, gdzie trumny spoczywają jedna nad drugiej, a kto gdzie leży mówi nam mała tabliczka na ścianie. Na Cementerio General są też specjalne korytarze z tabliczkami dzieci.. przyozdobione zabawkami, wiatrakami, wierszykami.. Są pluszaki i lalki Barbie. Zakładam, że rodzice zostawiają w tych witrynach ulubione zabawki swoich pociech. W tej biednej części zostawiają właściwie co się da, tak aby zmarłemu (a może i odwiedzającemu) było miło i kolorowo. Są małe rowerki, radyjka, nawet flagi Colo -Colo (najsławniejszej chilijskiej drużyny piłkarskiej), więc wiadomo gdzie spoczywa kibic. To naprawdę inna bajka niż nasze zadumane, polskie cmentarze. I nie chce tu oceniać, które podejście jest lepsze, bo jest po prostu inne. W Chile na cmentarzu zobaczy się rodzinę, która na grobie je obiad, słucha muzyki, rozmawia, śmieje się i opowiada żarty o tym, który już odszedł. W lato można sobie zrobić piknik, w kiosku na rogu można kupić Coca- Colę, jeśli się skończyła albo batonik, jeśli mamy ochotę na coś słodkiego.

Dla europejskiej mentalności możne się to wszystko wydawać dziwne i zbyt ‚radosne’, w końcu odszedł im ktoś bliski. Myślę sobie jednak, że to może być sposób, żeby cmentarz nie kojarzył się tylko z łzami i smutkiem, ale ze ‚spędzeniem czasu ze zmarłym’, przy czym spędzanie czasu jest rozumiane jak najbardziej normalnie: jedzenie, muzyka, rozmowa i coś słodkiego. Nieco oczywiście generalizuje, miejcie to na uwadze, na cmentarzu oczywiście można też spotkać osobę zadumaną, cichą czy zapłakaną. Pogrzeb też wygląda podobnie jak u nas. Sam cmentarz jednak ma inny nastrój. Sami zobaczcie na zdjęciach.

Dopowiem jeszcze tylko, ze bezimienne groby w sepii, to część głównego cmentarza w Santiago poświęcona ludziom, którzy zaginęli bądź zostali zabici w latach dyktatury Augusto Pinocheta. Jest też jeden grób z wieloma świecami i ścianą tabliczek – spoczywa tam Carmenita, której ludzie powierzają gorące prośby. Podobno je spełnia (stąd dziękczynne tabliczki).  Na końcu serii za to kolorowy grób Violety Parry, legendy chilijskiej muzyki i folkloru. To ten z gitarą, zrobioną z papieru.

Ps. Zatęskniłam za moimi czerwonymi włosami !

Pan Ę
Next Post

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion One Comment

  • magiana pisze:

    chyba jednak takie podejście bardziej mi odpowiada… pamiętam kiedyś na stypie śmiech i przypominanie sobie zabawnych sytuacji z udziałem osoby zmarłej… bardzo mi się to podobało 🙂

Leave a Reply