Ekwador

Cuenca – miasto widmo

By 23 kwietnia 2013 2 komentarze

eee

Zdarza sie i tak, ze wielce polecane miasto, ktore zapowiadalo sie wspaniale, rozczarowuje. Tak sie stalo z Cuenca na poludniu Ekwadoru. Podczas naszej podrozy zaplanowalismy na nie 3 dni, w tym Nowy Rok, a juz po dobie chcielismy uciekac i…ucieklismy. Co sie stalo? Moze mielismy pecha, moze za wysokie oczekiwania, moze odwiedzilismy Cuenca w momencie, kiedy potrzebowalismy czegos innego. Moze wszystko na raz…

Podrozujac unikam oczekiwan co do miejsc. Czytam oczywiscie gdzie jade, co moge tam zrobic, czego nie nalezy przegapic itd, ale wole sie nie nastawiac. Wole dac miejscu szanse na zaprezentowanie sie takim jakim jest. W przypadku Cuenca bylo jednak nieco inaczej przez pare naszych przyjaciol, ktorzy goraco nam to miasto polecali. Byli w Ekwadorze kilka lat temu, mielismy sie w Cuenca zakochac. Rzeczywiscie, na zdjeciach i w historyczno-architektonicznych opisach miasto wygladalo slicznie. Jest poza tym trzecim najwiekszym miastem w Ekwadorze, wiec wsiedlismy w nocny autobus z Quito i po 9 godzinach bylismy na miejscu. Byl 30 grudnia, dzien przed Nowym Rokiem. To tu polecano nam spedzic Sylwester, i to tu mielismy zobaczyc najwieksza, po Quito, uliczna parade noworoczna. A wiec tak, mielismy tym razem pewne oczekiwania.

DSC_1929

eeee

Zabytkowa czesc miasta, w ktorej sie zatrzymalismy, okazala sie rzeczywiscie ciekawa. Kolonialna architektura, piekne, odnowione kamienice, brukowane ulice, male balkoniki, drewniane drzwi, zdobione fasady, placyki, drzewa… To co nas jednak uderzylo to to, ze Cuenca byla PUSTA! Na poczatku myslelismy, ze za rano, ze niedziela, ze normalni ludzie jeszcze spia. Poza tym zachmurzone niebo tez nie wygladalo przyjaznie. Sporo nas jednak kosztowalo znalezienie miejsca na sniadanie, potem na obiad. Wszystko bylo zamkniete. Nawet hostele nie odbieraly domofonow. Nawet plac kolo naszego hotelu, gdzie miesci sie (czy tez powinien miescic sie) najwiekszy targ w tej czesci miasta, byl wyludniony. Po samotnym spacerze usiedlismy na placu glownym przy katedrze i wymienilismy z Claudiem zdziwione spojrzenia:  Niedziela niedziela, ale jutro Nowy Rok! Czy to miasto bedzie tak senne?

DSC_1975Tuz po 14.00 zdarzyl sie cud. Konczylismy srednio smaczny obiad w jedynej otwartej knajpie w okolicy, kiedy uslyszelismy muzyke na zywo i wyraznie zblizajaca sie grupe ludzi. Niemozliwe, to tu ktos mieszka?! 🙂 Wyszlismy na zewnatrz i nie wierzyslismy wlasnym oczom. Jedna z glownych ulic miasta szla niezwykle kolorowa i glosna procesja dzieci przebranych za kogokolwiek i cokolwiek sie da. Szly, tanczyly, jechaly na koniach albo siedzialy na przyozdobionych czym sie da samochodach. I kiedy pisze przyozdobionych czymkolwiek sie da, mam na mysli naprawde cokolwiek: doczepione owoce, stare lalki, balony bez powietrza, choragiewki, obrusy, przyrzady kuchenne, kwiaty, a nawet pieczony swiniak w wcisnietym w pysk dolarem(!).  100% kiczu i 100% koloru. W okolo biegali przejeci rodzice, dumni ze swoich wystrojonych pociech. Zapytalam jedna z mam co sie dzieje, zupelnie oczarowana diametralna zmiana nastroju miasta. Nawet slonce wyszlo zza chmur. Bylismy swiadkiem Paseo del Ñiño, corocznej procesji dzieci z calego miasta, ktora zawsze konczy sie msza w katedrze glownej. W ten slodko-kiczowaty sposob prosza o zdrowie i pomyslnosc dla maluchow.

IMG_2127

Cuenca

Nie zastanawiajac sie dlugo zaplacilismy za obiad i podazylismy za kolorowa procesja, machajac dzieciakom i pstrykajac zdjecia. Dotarlismy na plac kolo katedry, ktory jeszcze godzine temu byl wyludniony. Teraz tetnil zyciem. Byly samochody, konie, stragany ze slodyczami, wata cukrowa i lodami, grala orkiestra, no i bylo pelno ludzi! Co za zmiana! Na czas mszy usiedlismy sobie z lodami na placu. Z glosnikow poplynal jazz… Cuenco, chyba zaczynam Cie lubic! Wdalismy sie w rozmowe z Kubanczykiem, ktory zachwycony byl faktem, ze polsko-chilijska para moze byc szczesliwa. Pstryknelam tez kilka fotek dzieciom, ktore mi sie bacznie przygladaly, choc to one mialy na sobie sliczne, tradycyjne kostiumy i jeszcze sliczniejsze buzie.

Kiedy juz wstapila w nas nadzieja, ze w Cuenca moze byc fajnie, tlum rozszedl sie do swoich domow i tego dnia juz nigdy nie wrocil. Jedyne co pozostalo to kilka niesmialo rozlozonych straganow na placu kolo hotelu (tym ktory powinien byc najwiekszym w tej czesci miasta). To co tu robic? DSC_1953Muzea sa zamkniete, ulice puste, knajp z jedzeniem tez jak na lekarstwo i do tego rozpadalo sie dosc mocno. Recepcjonistka w hotelu radzila nam nie chodzic samemu po zmroku, ale skoro nie spotkalismy nikogo przez 3 godziny lazenia, a mamy ze soba tylko kilka dolarow i dodatkowy sweter skonczylo sie na spacerze w deszczu po okolicach. W koncu zglodnielismy i juz wystarczajaco zmoknelismy. Tym razem weszlismy po prostu do pierwszej otwartej knajpy, jaka zobaczylismy. Ku naszemu zdziwieniu jedzenie okazalo sie swietne. Najlepsze, jakie jedlismy do tej pory w Ekwadorze. Nietrudno znalezc Raymipampa – jest na placu glownym, tuz obok katedry. Parter ma wielkie okna, wiec zobaczycie na pewno, o ile bedzie otwarta 😉 Jako ze mielismy bardzo mila kelnerke podpytalam ja czy jest nadzieja, ze jutro bedzie w miescie jakies sylwestrowe zamieszanie. Powiedziala, ze jutro to oni zamykaja knajpe o 16.00 i ida do domu. Nic nie wie, zeby miala tanczyc na ulicach. Rozumielismy powoli z Claudio, ze chyba trafilismy do Cuenca z zlym czasie… Choc wciaz zastanawialo nas to jak bardzo odmienne wrazenia mieli nasi przyjaciele.

Nie pozostalo nam nic innego jak isc na piwo. Postanowilismy nie poddawac sie i znalezc w tym miescie choc jeden otwarty bar. I znalezlismy, jeden 😉 Do baru Blue Monday dotarlismy ok. 22.40. Byl ciekawie udekorowany, klimatyczny i oczywiscie pusty. Co wiecej kelner powiedzial nam, ze juz zamykaja, wiec chyba nie zdazymy nic zamowic. Nie musze dodawac jak bardzo zrzedly nam miny, prawda? Zwlaszcza kiedy zapytalismy, czy jest gdzies bar, ktory otwarty jest dluzej, bo naprawde potrzebujemy sie napic;). Ba! Mielismy nawet z Claudiem ochote na jakies disco. Do rozmowy wlaczyl sie wlasciciel lokalu i rozwial wszelkie resztki naszej nadziei. Sama nie wiem dlaczego, ale zdecydowal sie zrobic nam po drinku i odpowiedziec na kilka naszych pytan co do miasta widmoDSC_2021! Zacytuje fragment: jesli ktos powiedzial wam, ze w Cuenca jest bogate zycie nocne to wprowadzil was w blad. W Cuenca zycie nocne nie istnieje. Powiedzial nam tez, ze w niedziele bary sa zamkniete, bo wprowadzono w kraju prohibicje i nie mozna sprzedawac alkoholu tego dnia. W Sylwestra tez nie?? W Sylwestra tez nie. Juan poradzil nam wyjechac z Cuenca jak najszybciej, jesli chcemy ‚sie zabawic’. Ponarzekal nieco na prawo ekwadorskie i na straty w zyskach przez ta niedzielna prohibicje. Powiedzial, ze wiele sie przez to zmienilo, ludzie siedza w domach. Teraz rozumielismy dlaczego nasi przyjaciele, ktorzy byli w Ekwadorze jakies 6 lat temu zobaczyli miasto zupelnie inaczej. W Blue Monday przegdalismy ponad godzine. Wlasciel okazal sie ciekawym rozmowca, podroznikiem (mamy z C. uzasadnione podejrzenia, ze ponadprzecietna uwielbial tez alkohol), a ja mialam wiele pytan. Pod knajpa przejezdzaly patrole policyjne, wiec w pewnym momencie musial juz naprawde zamknac… Na koniec jeszcze raz poradzil nam uciekac. 🙂 i wziac taksowke do hotelu, bo Cuenca po 23.00 jest, cytuje, bardzo niebezpieczna.

Co byscie zrobili na naszym miejscu? Niby wszystko nam juz mowilo, zeby stad wyjechac, bo nic wiecej sie nie zadzieje, a my zlazilismy juz wlasciwie cala czesc zabytkowa. Z drugiej strony zdarzaja sie czasem takie dni zlej kumulacji. Moze jutro bedziemy pozytywniej nastawieni? Zostac i zaryzykowac? Spedzic Sylwestra w hotelu? Przejechac sie do nowszej czesci miasta, ktora nie interesowala nas za bardzo? Jechac do innego miasta? Guayaquil, ktore jest wieksze i zywsze , jest 3,5 godziny od Cuenki. A moze wracamy do Quito? Bo potem chcemy jechac do Amazonii. Poszlismy do hotelu i poszlismy spac. To byl dlugi dzien, w koncu nie spalismy poprzedniej nocy przez nocna podroz z Quito. Rano miala zdecydowac intuicja.

Jeszcze przed sniadaniem wyskoczylam na targ, gdzie dzien wczesniej widzialam piekna, kolorowa torbe u jednej Indianki. Nawet mnie pamietala, wiec spuscila cene, bo do niej wrocilam. Postawilam wszystko na jedna szale i zapytalam: dobra kobieto, co bedziesz robic dzis o polnocy? Swietujesz nowy rok? Powiedziala, ze bedzie w domu z rodzina, tonem zupelnie naturalnym. Dopytalam: a parada? a palenie kukiel? podobno macie tutaj cala noworoczna ceremonie! Mielismy, ale w tym i porzednim roku nie dali nam nic znac, wiec chyba nic nie ma. Ja bede w domu.  A tych kilka kukiel, ktore sprzedawal wczoraj Twoj sasiad, nikt ich nie spali? Moze kilka rodzin je wrzuci do rzeki o polnocy, ale to wszystko.  Teraz juz sie nie wahalam. Przy sniadaniu ustalilismy z Claudiem gdzie jedziemy. Spakowalismy sie w 15 minut, odwolalismy druga zabukowana noc w hostelu i pojechalismy na dworzec. Z nastepnego posta dowiecie sie gdzie ruszylismy:)

Zegnaj Cuenco! Ciekawa procesja, ladne kamienice, swietne jedzenie w Raymipampa i …. pustka! Tak Cie zapamietam. Choc jestem pewna, ze wielu z was ma albo bedzie mialo zupelnie inne dowiadczenia.

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 2 komentarze

Leave a Reply