Santiago można zwiedzać na wiele sposobów. Szlakiem historii, architektury, muzeów, lokalnych smaków czy win. Można też kupić bilet na krążący po stolicy czerwony autobus turystyczny i dać się obwieść po najbardziej popularnych miejscach z przewodników. Ja mam propozycję dla odważnych. Sposób dla tych, którzy nie boją się zasnąć w ciemnym pokoju starego hotelu i nie drżą ze strachu, kiedy nagle gaśnie światło. Santiago można bowiem odkrywać szlakiem legend i tajemniczych historii. Bo stolica Chile, moi drodzy, to miasto duchów.

Czy nie słyszycie czasem czegoś dziwnego w nocy? Czy nie czujecie, że ktoś was obserwuje, kiedy dookoła jest pusto? Może nagła chłodna bryza? W biurze po godzinach gaśnie nagle światło? Stolica Chile kryje w sobie wiele tajemniczych miejsc, o których krąża rozmaite legendy. Natykając się co rusz na wzmianki i komentarze o paranormalnych doświadczeniach Chilijczyków (a było ich wiele!), przeprowadziłam swego czasu małe dochodzenie. Okazało sie, że nie muszę szukać daleko – tylko centrum Santiago, okolice Plaza de Armas, może sprawić, że niejednemu przejdą ciarki po plecach. Nawet jesli w duchy nie wierzycie, w tych legendach i opowieściach znaleźć można ciekawy kawałek historii miasta.

PLAC BRONI I DUCHÓW

Plaza de Armas (fot. chw.net)

Plaza de Armas (fot. chw.net)

Główny plac w sercu Santiago zwykle tętni życiem. Plaza de Armas pełen jest przechodniów, sprzedawców, malarzy, ulicznych grajków i turystów. Na wprost Katedra, po prawej piękny gmach Poczty Głównej, obok poczty Muzeum Historii, a po lewej ogromna, stara kamienica Portal Fernandez Concha. Ot, typowy plac latynoamerykańskiej stolicy. Zdjęcie na pamiątkę i ruszamy dalej? Warto się rozejrzeć. Wszystkie te budynki mają swoje historie, zaczynając od symboli pod naszymi stopami.

Od fontanny na środku placu odchodzą cztery linie wskazujące cztery strony świata. Jedna z nich poprowadzi wzrok wprost na Portal Fernandez Concha, a potem na jego ostatnie piętro, gdzie stoi statua Maryi Dziewicy, patrząca na plac. Wiele lat temu Chilijczycy postawili ją tam, by strzegła serca Santiago od złych mocy. Tuż obok stała niegdyś miejska gilotyna.

Adres Portal 960 jest w centrum dobrze znany. Mówi się, że każde piętro tego budynku ma swojego ducha. Według legendy, jeśli ktoś w nim umiera, jego dusza nigdy już z tych murów nie wychodzi. To by tłumaczyło dlaczego lokale kamienicy choć są wielkie, przestrzenne i świetnie ulokowane, są jednocześnie tak tanie! Nie polecałabym mieszkania nr 435, bo puka tam podobno regularnie wysoki Pan w Kapeluszu. Nie byłoby w nim jeszcze nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Pana widać wyraźnie w judaszu, ale po otwarciu drzwi nie ma tam nikogo. Pod numerem 517 za to, mieszkała kiedyś dziewczyna, która przyjaźniła się z pewnym bardzo eleganckim mężczyzną, zwanym z tej racji „Gatsby”. Któregoś lata wyjechała na dłuższe wakacje, a kiedy po powrocie minęła się z Gatsbym na klatce ten zignorował jej gorące powitanie, odpowiadając jedynie zimne „cześć”. Kiedy dziewczyna wyżaliła się stróżowi budynku, dowiedziała się, że chłopak zmarł 2 miesiące przed jej powrotem. Nie muszę dodawać, że z miejsca spakowała walizkę i wyprowadziła się z kamienicy? Tak przynajmniej mówi legenda… Według zeznań mieszkańców, w Portal Fernandez Concha pojawia się również duch małego chłopca, bawiącego się piłką. Windziarze budynku (tak, ten zawód w Chile wciąż istnieje!) do dziś twierdzą, że zdarza się im jechać z kimś na górę, po czym kiedy na żądanym przez pasażera piętrze odwracają się, nie ma już w windzie nikogo. Dodam tylko jeszcze, że na ostatnim piętrze kamienicy jest hotel z pieknym widokiem i eleganckim wystrojem. Goście jednak pamiętają z niego raczej nocne dźwięki i dziwne uczucie niepokoju.

Po przeciwnej stronie placu jest Poczta Główna, a tuż obok niej Narodowe Muzem Historii. A tam… strażnicy opowiadają jak to w jednej części budynku dość często, ot tak, gasną światła. Jakby ktoś się z nimi ciągle bawił. „Ktoś albo coś”, mówią. Mówią też, że może mieć to związek z faktem, iż w budynku mieściły się kiedyś miejskie lochy. W takim lochu znajduje się dziś również Centrum Informacji Turystycznej, tuż obok muzeum. 

Na Plaza de Armas jest też wspomniana Katedra Główna Chile. Takie stare, wielkie kościoły same w sobie potrafią budzić pewne uczucie grozy, a co dopiero jak mieści się pod nimi mały cmentarz. Nie dalej jak kilka lat temu pod ołtarzem znaleziono ciało, które okazało się należeć do zamordowanego w 1837 roku chilijskiego ministra Diego Portales. Natknęłam się też na wzmiankę o pewnym męźczyźnie, według opowieści opętanym przez szatana, który nagle zaatakował księdza w środku mszy, śmiertelnie go raniąc.

A to tylko kilka opowieści z Plaza de Armas…

NA ROGU COMPAÑIA I BANDERA            

Stary Kongres (foto: www.guachacas.cl)

Stary Kongres (foto: www.guachacas.cl)

 

Nie dalej jak jedną przecznicę za Katedrą znajduje się piękny, odrestaurowany budynek byłego Kongresu Chile. Zastanawiam się, czy przeniesienie instytucji do Valparaiso nie było czasem pośrednio związane z burzliwą historią miejsca.

Otóż, niegdyś stał tam kościół Iglesia de la Compañía (stąd nazwa ulicy). Wiele lat temu, 8 grudnia 1863 roku, wybuchł w nim wielki pożar w wyniku którego zmarło ponad 200 ludzi, główie kobiet. Miasto pokryło się w żałobie, nie było podobno ani jednej rodziny w Santiago, która nie straciła w tej tragedii kogoś bliskiego. Przyczyną pożaru była świeca, a liczba ofiar tak duża przez niezwykle prozaiczny powód – tylko jedne drzwi w kościele, do tego zamykane do wewnątrz. Napierający w panice tłum chciał je otworzyć na zewnątrz, w wyniku czego ludzie zostali uwięzieni w środku. To podobno właśnie po tej tragedii Watykan nakazał budowanie drzwi obrotowych we wszystkich kościołach świata. 8 dzień grudnia innego roku zebrał kolejne żniwo. Znowu był to pożar i znowu zginęły głównie kobiety. Tym razem miało to miejsce w trakcie składania hołdu jednej z niemieckich świętych, której ciało zostało przywiezione do kościoła w stolicy przez Jezuitów. Data ta wciąż zapisuje się czarnymi zgłoskami w historii Chile. 4 lata temu, 8 grudnia, wielki pożar w jednym z więzień stolicy w dzielnicy San Miguel pochłonął ponad 80 ofiar. Bez wątpienia ósmy dzień marca może być uznany za chilijski piątek 13.

To nie koniec dziwnych zbiegów okoliczności na rogu ulic Compañia i Bandera. Zastanawialiście się kiedyś co to za dwa wielkie dzwony, które stoją w ogrodzie byłego Kongresu? Było ich kiedyś sześć i wisiały niegdyś na wieży kościoła, który spłonął. Pozostałe cztery zostały sprzedane i wysłane do Europy jeszcze przed pożarem. Księgi donoszą, że dzwon wysłany do Wielkiej Brytanii któregoś dnia nagle, sam z siebie, zaczął bić. Było to – zgadnijcie – 8 grudnia, w dzień pożaru w Santiago.

Jeszcze starsze dzieje miejsca przynoszą zapiski o duchach. W XVI w., na długo przed pożarem, pracująca w owym budynku 14 – letnia dziewczynka Mapuche widywać miała wysokiego na 2,5 metra, przywołującego ją mężczyznę o czarnych rękach. Któregoś dnia złapał ją, a ona od momentu kiedy krzyknęła w strachu, nigdy więcej już nie przemówiła. Niektóre książki mówią o egzorcyzmach, odprawianych na dziewczynce i o tym, jak to podczas jednej z sesji duch czy demon, który ją posiadł, uciekł z jej ciała w postaci czarnego psa i się rozpłynął. Niedługo po tym ludzie pracujący w kościele mieli zacząć widywać ducha czarnego zwierzęcia, wałęsającego się po budynku. Kto wie, może wałęsa się tam do dziś…

IM DALEJ W LAS…

Cristo Mayo (fot. guioteca.com)

Cristo Mayo (fot.guioteca.com)

Okolice Plaza de Armas kryją w sobie kolejne legendy. Na Paseo Estado piękna i okrutna La Quintrala w XVII w. torturowała swoich niewolników i zabijała kochanków. Dziś w tych podziemiach mieści się restauracja, której pracownicy skarżą się na sytuacje trudne do wyjaśnienia. Kilka kroków dalej, w kościele San Augustin wisi słynna figura Jezusa, zwanego Cristo de Mayo albo Cristo de la Agonía (wyrzeźbionego zresztą na polecenie La Quintrali) z koroną, która spadła mu na szyję podczas wielkiego trzęsienia ziemi w 1647 r. Legenda mówi, że jeśli ktoś spróbuje ją poprawić, Santiago nawiedzi kolejne wielkie trzęsienie. Żeby nikogo więc nie korciło, zwłaszcza turystów, Chrystus wisi bardzo bardzo wysoko… Zaraz za kościołem San Augustin stoi monumentalny Teatro Municipal, który również ma swojego upiora w operze. Znamy nawet jego imię, German Tenderini. To nie przypadek, że ulica przy teatrze nosi jego imię…. Idziemy dalej? Nieopodal Teatro Municipal jest słynne wzgórze Santa Lucía, a pod nim labirynt podziemnych korytarzy, łączących różne części centrum Santiago. Ludzie szepczą też o tamtejszych spotkania z duchami. Dosłownie za rogiem stoi Bilbioteca Nacional, miejska biblioteka, która również ma swoje paranormalne historie. Możnaby długo jeszcze opowiadać, a to tylko centrum Santiago w rejonie kilku przecznic… To niezwykłe jak wiele jest jeszcze historii do odkrycia.

WIĘCEJ I WIĘCEJ

Zainteresowanych tematem zachęcam do sięgnięcia po książkę „Guía Mágica de Santiago” Cesara Parry albo jego „Fantasmas y casas embrujadas en Chile”. Temat porusza również Sergio Paz w książce ‘Santiago Bizarro’. W internecie znaleźć można reportaże i przeróżne materiały związane z zgadnieniem. Co ciekawe, programy o duchach i zdarzeniach paranormalnych są częstym gościem wieczornych ramówek w chilijskiej telewizji. To temat, o którym dość często usłyszeć można nawet w wiadomościach, bo tajemnicze zdarzenia mają miejsce nie tylko w chilijskich domach, ale i biurach, supermarketach, szpitalach czy po prostu na ulicy. Na bazie legendy o pięknej blondynce, zatrzymującej taksówki na Alei Kennedy („Rubia de Kennedy”) powstał nawet pełnometrażowy film. Może właśnie dlatego w stolicy Chile powstają powoli agencje turystyczne, oferujące program zwiedzania pod tytułem „Santiago paranormal”. Może właśnie dlatego nigdy wcześniej nie miałam tylu znajomych, którzy mają bądź mieli doświadczenia paranormalne. Choć sama nigdy ducha nie widziałam, będąc w Chile coś mi mówi, że to może być tylko kwestią czasu.

Artykuł ukazał się w Biuletynie Ambasady RP w Chile (nr 15) PDF Biuletynu

Wersja po hiszpańsku tu: PDF Biuletynu

paranormalne Santiago - biuletyn nr 15

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 11 komentarzy

Leave a Reply