Violeta Parra, Victor Jara, Los Jaivas – wielcy, odważni, innowacyjni i niezapomnieni. Pisałam o nich w ostatnim poście o kluczowych artystach ostatnich 70 lat. Poprzedni wiek historii muzyki w Chile należał do nich. A co potem? Kim są Ci, którzy tworzą i zmieniają muzyczną scenę Chile po roku 2000?

W nowym wieku tutejsza scena muzyczna zapełniła się przedstawicielami młodej generacji, pochądzącymi z przeróżnych zakątków Chile i buszujących w przeróżnych gatunkach muzycznych. Wielu z nich udaje się osiągać sukcesy nie tylko w kraju, ale i za granicą. Inni podbijają rodzimy rynek albo są na dobrej ku temu drodze. Oto subiektywny przegląd 10 współczesnych chilijskich artystów, którzy zdołali wkupić się w moje łaski i których zauważa już też świat.

1. Anita Tijoux

“Hip hop to kawałek ziemi ludzi, którzy nie mają własnego miejsca” – mówi Anita Tijoux, kobieta, który śpiewa o tym, o czym większość woli milczeć. Najpierw w zespole Makiza, a potem już jako solistka Anita swoją muzyką i zaangażowanymi społecznie tekstami sprzeciwia się dyksryminacji, niesprawiedliwości i brutalności dzisiejszego świata. Sama Tijoux urodziła się we Francji po tym jak jej rodzice zmuszeni byli wyjechać z Chile po zamachu stanu w 1973 r. Problem wygnania, wykluczenia i politycznej represji jest więc integralną częścią jej tekstów. W przypadku Tijoux za słowem idą też czyny. W przeciągu ostatnich lat artsytka popierała wiele ruchów społecznych, m.in. studentów walczących o darmową edukację w Chile czy ruch Mapuche, rdzennej ludności Chile.

W Tijoux zakochała się nie tylko Ameryka Łacińska, ale i Europa i Stany Zjednoczone. Jest najczęściej obecnie nagradzaną zagranicą chilijską artystką i uznaną MC (z ang. Master of Ceremony – raper zabawiający publiczność rymowaną improwizacją, często na zaproponowane przez nią tematy). Jej debiutancki album “1977” (rok jej urodzenia) posłuchać polecał sam Thom York z Radiohead. Z innych p.łyt pochądzą takie hity jak “La bala”, “Shock” czy “Mi verdad”.

2. Gepe

Gepe był jednym z pierwszych chilijskich artystów, których poznałam, przesłuchując w całości jego dwie płyty: „Gepinto” (2005) i „Hungría”(2007). Do dzisiaj często do nich wracam, dzięki niezapomianym utworom jak „Los Barcos” czy „Herba Prima” i „Samoriseva”. Daniel Riveros w swoich zgrabnych melodiach łączy folk i ducha Nowej Piosenki Chilijskiej z nowoczesnym popem i akustycznym graniem. Sięga po etniczne instrumenty i stroje, poszukuje. Gepe to człowiek orkiestra – gra na gitarze, klawiszach, bębnach i perkusji, śpiewa, komponuje, pisze poetyckie teksty, aranżuje. Może dlatego z artysty niszowego wyrósł w ostatnich latach na czołowego przedstawiciela folkowej sceny pop w Chile i powoli podbija cały latynoski kontynent i Hiszpanię.

O Gepe pisałam już na blogu w tym poście.

 

3. Fernando Milagro

Z sentymentem wracam do folkowo – rockowego albumu “Por su atención, gracias” (2009) Fernando Milagro, który pięknie brzmi w niedzielnie, spokojne popołudnie. To jednak jego kolejna płyta “San Sebastian” (2011) przyniosła artyście międzynarodowy rozgłos, otwierając drogę na międzynarodowe festiwale, m.in. w Barcelonie, Berlinie, Meksyku czy Teksasie. Na ostatnim albumie na perkusji zagrał wspomniany już Gepe, który z Milagro dzieli również producenta muzycznego, Cristiana Heyne. Pop rock, indie folk, trova i duża szczypta akustyki w połączeniu z charakerystyczną chrypką Fernando z pewnością umila dzień.

 

 

4. Nano Stern

Nano zaczął grać na skrzypcach mając 3 lata. Potem odkrył Led Zepellin i zachwycił się rockiem. Dziś jest multiinstrumentalistą, kompozytorem i wokalistą, paradoksalnie bardziej znanym poza granicami Chile niż w swoim kraju. Inspiruje się dokonaniami artystów związanych z ruchem Nueva Cancion Chilena, tworząc klimatyczne płyty oscylujące wokół rocka, folku, trova i jazzu. Włączcie którąs z jego ośmiu płyt, choćby „Voy y Vuelvo” (2008), i dajcie się zaskoczyć każdemu kolejnemu utworowi.

 

5. Juana Fe

Po tym jak usłyszałam singiel “Afrorumbachilenera“ wracam do Juana Fe dość regularnie. Ich muzyka to ciekawa mieszanka rytmow latynoamerykanskich, salsy, cumbii, jamajskiego ska i rumby. Chilijska grupa nalezy do czołówki stosunkowo nowego sub gatunku zwanego La Nueva Cumbia Chilena (Nowej Cumbii Chilijskiej), ktory rozwinął się w Chile wraz z nadejściem roku 2000. Na warsztat brana jest klasyczna cumbia, a nastepnie mieszana ze wspomnianymi gatunkami, jak również z reggae, bolero, hip hopem czy afrolatino. Charakterystyczne dla Juana Fe są społecznie zaangażowane teksty, mocno zakorzenione w miejskich realiach i dotyczące najczęsciej życia i problemów przeciętnego mieszkańca danej dzielnicy.  Album “Afrorumbachilenera“ (2007) albo „La Makinita” (2011) zawsze zabieram ze sobą w podróż.

 

6. Cómo Asesinar a Felipes

Como asesinar a Felipies, czyli „Jak zamordować Filipów” to jeden z najbardziej frapujących zespołów na tej liście. Nie dość, że jego nazwę trudno zapomnieć to jego muzyka jest intrygującą fuzją jazzu, rocka i rapu. Muzycy kwintetu przyznają, że ich dużą ispiracją jest zespół The Roots. W wywiadach podkreślają też, że swoje albumy lubią nagrywać bez wielu dubli i grając w studiu wszyscy naraz. Dzięki temu na koncertach i na płytach brzmią niemalże tak samo.

 

7. Pedropiedra

Po tym jak kilkakrotnie na moje pytanie “Co teraz leci w radiu?” padała odpowiedź Pedropiedra, skusiłam się na przesłuchanie całej jego płyty. Okazało się, że Pedro Subercaseaux ma talent do tworzenia wpadającyh w ucho, ale niebanalnych melodii i piosenek, które brzmią jakby nagrywał je zespół zdolnych muzyków. Tymczasem wszystkie elektroniczne ścieżki, perkusje, klawisze i wokale nagrywa sam. Podobnie jak w przypadku poprzednich artystów styl Pedropiedra trudno zamknąć w jednym gatunku. Na jego albumach można usłyszeć rock w wielu odsłonach, elementy rythm&bluesa, odrobinę funku, a nawet nieco tropikalnych rytmów. Jeśli włączycie na chwile chilijskie radio na pewno natraficie wkrótce na piosenki takie jak „Vacaciones en el más allá” czy „Pasajero”.

 

8. Leo Quinteros

Ten prawnik, który ostatecznie został rockmanem musiał znaleźć się na tej liście choćby za cudowny singiel “La enredadera” z płyty „Los accidentes del Futuro” (2007). Za debiutancką płytę “Fallando” (2001), która otrzymała doskonałe recenzje krytyków i za energetyczne koncerty.

 

9. Pascuala Ilabaca

Wystarczy jej głos, akordeon i pianino, by oczarować publiczność. Mieszkająca w Valparaiso Pascuala zgrabnie łączy latynoamerykański folk z etnicznymi elementami z różnych krańców świata, m.in. z Afryki, Indii czy Bliskiego Wschodu. Jej płyty są niczym podróże, zarówno te solowe, jak i nagrane z etnicznym zespołem Samandi. Na początek polecam sięgnąć po album “Diablo Rojo, Diablo Verde” (2010). Ciekawa jest także jej płyta “Pascuala Canta a Violeta”, nagrana w hołdzie Violecie Parze.

 

10. Manuel Garcia

Mówiąc o generacji artystów święcących triumfy po roku 2000 nie wypada nie wspomnieć również o Komendancie Chilijskiego Folku, jak nazywaja Mauela Garcię krytycy muzyczni. Założyciel grupy Mecánica Popular od ponad 10 lat działa również solo, nagrywając płyty inspirowane Nueva Canción Chilena. Moją uwagę zwrócił przejmującą piosenką “Canción del desvelado”. Promowała ona odważny serial “Ecos de desierto”, opowiadający o ofiarach słynnej Caravana de la Muerte, działającej w czasach reżimu Pinocheta.

 

Kilka lat temu słynny hiszpański dziennik El Pais napisał artykuł zatytułowany Chile, nowy raj popu, odnosząc się do ogromnej różnorodności styli tutejszej sceny muzycznej i do coraz większej liczby chilijskich artystów, osiągających sukces poza krajem. Wygląda na to, odwieczny problem kraju w postaci geograficznego odizolowania od reszty świata ma szansę zostać nieco rozwiązany dzięki współczesnej muzyce, przekraczającej wszelkie granice.

Artykuł ukazała się w grudniowym numerze (2015) Biuletynu Ambasady RP w Chile. Wersję online całego wydania znajdziecie pod tym linkiem.

Captura de pantalla 2016-06-21 a las 14.57.50Captura de pantalla 2016-06-21 a las 14.58.05Więcej o muzyce chilijskiej znajdziecie na blogu tutaj. Zajrzyj też w kategorie Muzyka Latynoamerykańska

Źródło obrazka w nagłówku: t13.cl

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 11 komentarzy

  • Romantic Vagabonds napisał(a):

    Jeżeli chodzi o muzykę świata, to zawsze ona nas bardzo interesuje, bo tylko takiej słuchamy. No i fajnie poznać nowych artystów 🙂

  • Zuzu napisał(a):

    A ja bardzo bardzo polecam zespół Astro – trochę rocka, trochę elektroniki, trochę psychodeli, trochę eksperymentu. Wspaniałe, naprawdę.

    • Monika Trętowska napisał(a):

      Hej Zuzu! Miałam Astro na liście, ale ostatecznie ograniczyłam się do 10 artystów, a kolejni trafią do części drugiej Top 10. Ciekawi mnie za to skąd Ty znasz Astro? 🙂

  • Połącz Kropki napisał(a):

    Wow, nikogo nie znałam, a taka muzyka trafia w mój gust głównie ze względu na język, a szczególnie nr 4 i 6:)

  • PlanetKiwi napisał(a):

    Bardzo fajne zestawienie 🙂 Ale najbardziej zauroczyły mnie numery 4, 5, 8, 9 i 10. Tutaj brzmi to super, ale wolałabym posłuchać ich tam, na miejscu… To dopiero musi być klimacik 🙂 Muzyka zdecydowanie zawsze najbardziej smakuje w tym miejscu, gdzie powstaje.

  • Hamak Life napisał(a):

    Dzięki za podrzucenie fajnych inspiracji! Dobre teksty, różne style. Włączyłam sobie w tle. Słucham i działam…tylko opowieść werbalna mnie zatrzymuje 😉

  • Joanna napisał(a):

    Z Chile jak na razie ciągle kojarzy mi się jedynie cueca, do której tańczą. Wielu kierowców, z którymi jechaliśmy autostopem właśnie tego słuchało, ewentualnie mówili, że to najważniejsza muzyka w Chile. Dziwi mnie też, że młodzi ludzie częściej puszczali nam właśnie to, a nie jakieś pop-folkowe kawałki.

  • lubię takie wpisy 🙂 Zawsze można odkryć jakieś perełki, których nigdy się nie słyszało 🙂

  • Tomek Surdel napisał(a):

    Zabrakło mi w tych dwóch wpisach o chilijskiej muzyce wzmianki o La Ley – to chyba, obok Los Prisoneros, najbardziej rozpoznawalny w świecie hiszpańskojęzycznym chilijski zespół. No i jeszcze Lucybell! A z tych starszych Quilapayún i Inti Illimani. Ach, anyway, dzięki za oba te wpisy! 🙂

    • Monika Trętowska napisał(a):

      Cześć Tomek. O wszystkich zespołach, które wymieniasz wspominam w arytkule, opisując odpowiednie dla nich epoki. O Lucybell w punkcie 10, o La Ley w punkcie 9, o Quilapayún i Inti-Illimani w 8 🙂 To że nie ma ich w podtytułach, coż, siła eliminacji, z założenia musiałam wybrać 10 artystów, mniej więcej po jednym reprezentancie dla dziesięciolecia. Jakbym chciała szczegółowo opisać wszystkie ważne zespoły z artykułu zrobiłaby się książka 😉

Leave a Reply