W Słowniku Języka Hiszpańskiego jest ponad 2200 chilenismos, czyli słów albo wyrażeń występujących tylko w chilijskiej jego odmianie. Wystarczy kilka rozmów na ulicy, żeby zdać sobie sprawę, że Chilijczycy uwielbiają ich wszystkich używać i to na co dzień. Chilijczyk nie powie “voy al trabajo” (idę do pracy), ale “voy a la pega”. Nie robi też rzeczy “de inmediato” (natychmiast), ale “al tiro”. W sklepie nie płaci “mil pesos” (tysiąc pesos), ale “una luca”, a kiedy naprawdę się do czegoś przykłada “le pone pino”, co wcale nie znaczy, że usiłuje włożyć gdzieś sosnę (“pino”) ani żadne inne drzewo. Skąd pochodzą te wszystkie słowa? Zdaje się, że często nawet sami Chilijczycy nie wiedzą.

Po 6 latach w Chile rozumiem już większość najpopularniejszych chilenismos, choć nadal odkrywam nowe. Nie dziwi mnie już fakt, że niemalże każde słowo ma podwójne dno, nie zaskakuje niezliczona ilość zabawnych porównań by opisać dane uczucie czy sytuację, jak np. moje ulubione „más abrigado que el hijo único“ (bardziej opatulony niż jedynak). Zaczęłam jednak szukać korzeni owych chilijskich słów. Skąd pochodzi na przykład wszędobylskie “bacán” określające coś świetnego? Dlaczego na banknot tysiąca pesos nazywa się “una luca” skoro samo słowo “luca” w hiszpańskim nie znaczy nic? Każde z tych słów ma swoją historię powstania i zauważyłam, że często nie znają jej nawet sami Chilijczycy. Oto kilka moich ulubionych znalezisk.

Bacán: doskonały, świetny

!Fue bacán! – Było świetnie!

Według najpopularniejszej teorii jeden z najczęściej używanych chilenismos wywodzi się od terminu „bacanales” (dosłownie “rozpustny”) określającego Bachanalia, uczty wyprawiane ku czci Bachusa, boga wina w Imperium Rzymskim. Zważywszy na to, że wspomniane uczty słynne są z bycia rozpustnymi, wielkimi uroczystościami, chilijska adaptacja terminu „bacán” zaczyna nabierać sensu.

Al tiro: natychmiast

¡Voy al tiro! – Już idę!

To wyrażenie pochodzi z epoki, kiedy rolnicy zawiadamiani byli o porze obiadowej poprzez strzał (“un tiro”) strzelby. W ten sposób znak o przerwie na posiłek słyszeli nawet ci pracujący daleko w polu i na dźwięk wystrzału (czyli “al tiro”) szli jeść. Inna teoria nawiązuje do wyścigów, kiedy to sportowcy ruszali z miejsca wraz z wystrzałem pistoletu sędziego. Tym samym więc “al tiro” może też znaczyć “pośpiesznie” czy “jak najszybciej się da”.

Pololear: być w związku, mieć dziewczynę / chłopaka

Estamos pololeando. – Chodzimy ze sobą.

Ten czasownik to nasze polskie “chodzić ze sobą” (“ser novios”). W Chile jednak “novios” oznacza narzeczonych, więc osoby już zaręczone, a na parę we wcześniejszym etapie związku mówi sie “pololos”. “Pololos” zaś pochodzi od nazwy… chrząszcza! Pod koniec XIX w. zbliżające się do ognia i parafiny owady były dość częstym widokiem. Pewnie dlatego jednen z oddziałów straży pożarnej w Santiago wybrał właśnie je jako motyw na swojej odznace. Z czasem symbol chrząszcza stał się typowym prezentem dla zakochanych, stanowiącym symbol miłości. Samych zakochanych zaczęsto też nazywać “pololos”, a stąd był juz tylko krok do ogólnoprzyjętego czasownika.

Luca: banknot o nominale 1000 pesos

Vale solo una luca. – Kosztuje tylko tysiąc pesos.

Słowo pochodzi z XVIII w. kiedy to na złotej monecie widniała podobizna monarchy w wielkiej peruce. Ludzie więc nazywali ją “pelucona”, jak kogoś kto ma na głowie dużo włosów. Jako że Chilijczycy uwielbiają skracać słowa z biegiem lat wyraz skurczył się do “peluca”, a potem do “luca”. Obecnie tak właśnie nazywany jest potocznie banknot o nominale tysiąca pesos, ale wyrazu używa się też czasem w ogólnym odniesieniu do pieniędzy.

Cachai: rozumiesz?

Después nunca más me llamo, ¿cachai? – Potem nigdy już nie zadzwonił, rozumiesz?

Dodawanie na końcu każdego zdania wyrazu „cachai” zdaje się być ulubionym sposobem opowiadania jakiejkolwiek historii przez Chilijczyków. Pochodzi on od angielskiego słowa “to catch”, czyli „łapać”, ale używany jest jako zamiennik czasownika “rozumieć”, co w wolnym tłumaczeniu można uznać za kolokwialne “masz to? zrozumiałeś?”. Chilijczycy używają “cachai” również wtedy, kiedy mówią o marzeniach albo wyobrażeniach, że coś się stanie, jak np. “¡Te cachai que tuviera esa casa! Que sueño!” (Wyobrażasz sobie, że mam ten dom? Marzenie!)

Pega: praca

Tengo mucha pega. – Mam dużo pracy. 

Na jednym forum o chilenismos znalazłam ciekawe wytłumaczenie dla użycia tego słowa, które zastępuje w Chile rzeczownik “trabajo”. Otóż, w czasach kiedy ulice były brukowane, ciężką pracę układania bruku (po hiszpańsku “pegar adoquines”) wykonywali robotnicy. Praca była mozolna, żmudna, wymagająca fizycznie i czasowo. Z czasem więc to co kiedyś nazywali pracą, czyli układaniem (“la pega”) bruku (“adoquines”) skręciło w kierunku nazywania jakiejkolwiek pracy “la pega”, a “voy a la pega” zaczęło znaczyć po prostu “idę do pracy”.

Cahuín: intryga, kłamstwo

Anda en cahuines. – Zmyśla / Kręci.

Tym razem korzeni słowa szukać trzeba w języku plemienia Mapuche, rdzennej ludności Chile. Odnosi się ono do cyklicznych spotkań („cahuín”) wodzów, podczas których dyskutowano sytuację każdej rodziny. W wyniku konkwisty Mapuche poznali alkohol, przez picie którego niektóre dyskusje czy odpowiedzi podczas owych spotkań zaczęły być niedorzeczne, absurdalne czy nie na miejscu. Stąd też słowo „cahuín” oznacza dziś plotkowanie, kręcenie albo opowiadanie zmyślonych historii.

Ponerle pino: dosłownie “włożyć w coś sosnę”, ale też robić coś z chęcią albo bardzo się starać

Póngale pino y siga estudiando! – Postaraj się i ucz się dalej!

Jeśli myślisz, że “pino” to po prostu sosna, Chilijczycy znowu cię zaskoczą. W Chile “pino” to również typowe nadzienie empanady (rodzaju smażonego pieroga, typowej przekąski), na które składa się m.in. mięso, cebula, jajko, oliwka i przyprawa merquén. Dlatego też włożyć w empanadę dużą ilość nadzienia oznacza przygotować ją z wielką ochotą. Ładna metafora, prawda?

Szukanie źródeł chilijskich chilenismos to prawdziwa przygoda; slalom między kulturą, historią, rozwojem języka i poczuciem humoru ludzi, którzy go używają. Językowa wyobraźnia Chilijczyków jest godna podziwu i wydaje się być nieskończona. Jeśli chcielibyście zagłębić się w ten temat polecam zajrzeć do książki “Dichos, frases y refranes con historia” profesora Héctora Velis – Meza, lub innych jego publikacji, oraz zapoznać się z badaniami innego chilijskiego profesora, Jaime Campusano. W zeszłym roku ukazała się też ciekawa książka autorstwa Dario Rojas, “¿Por qué los chilenos hablamos como hablamos?“ (“Dlaczego my Chilijczycy mówimy jak mówimy”). Niezależnie od zainteresowań językowych bądź ich braku, wszystkim cudzoziemcom przybywającym do Chile polecam zaś lekturę dwóch zabawnych książek, które są niejako bilbią osób zagubionych wśród chilijskiego slangu. Pierwsza to “How to surive in the chilean jungle” Johna Brennana y Alvaro Toboada, druga to „Speaking schileno” Jareda Romey. Bo trzeba włożyć w to sosnę, żeby zrozumieć Chilijczyka!

Tekst ukazał się w ostatnim numerze Biuletynu Ambasady RP w Chile. Całe wydanie możecie przyczytać tutaj – PDF.

Captura de pantalla 2016-05-17 a las 23.44.34Captura de pantalla 2016-05-17 a las 23.44.50

Więcej o zawiłościach chilijskiej odmiany języka hiszpańskiego znajdziecie w dziale Język hiszpański w Chile.

 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 13 komentarzy

  • Kasia napisał(a):

    Uwielbiam hiszpański <3
    Ciekawy post. W sumie rozmawiając już z osobami z Ameryki Południowej byłam zdziwiona ile jest rożnic w języku, nazewnictwie.
    Słowo "cachai" brzmi trochę po chińsku:p

  • balkanyrudej napisał(a):

    Hiszpański hiszpańskiemu nierówny, a raczej chilijskiemu 😉 Ja niestety nigdy nie podjęłam się nauki hiszpańskiego, choć kiedyś miałam taki niecny plan. Ale nikt nie powiedział, że jeszcze tego nie zrobię. Wszystko przede mną!

  • Magda napisał(a):

    Do hiszpańskiego zbieram się od dwóch lat 🙂 Bardzo podoba mi się ten język i nawet szybko wpada w ucho 🙂 Muszę zaplanować wyjazd do Ameryki Południowej żeby motywacja była silniejsza niż lenistwo 😀

  • sekulada.com napisał(a):

    Jako, że uwielbiam hiszpański jestem zachwycony tym tekstem. Mam przyjemność pracować z wieloma hispanohablantes z różnych części świata i sam nie nadążam już za tymi wszystkimi peculiaridades 🙂 Dobrze, że w końcu ktoś to jasno wyłożył!

    • Monika Trętowska napisał(a):

      To prawda, jest to niezły rollercoaster, ale niezwykle wciągający 🙂 Bacán, że tekst się podobał. Salu2 desde Santiago hihi 🙂

  • świetny tekst, szkoda tylko, że nie znam hiszpańskiego 😉

  • niesmigielska napisał(a):

    ten post jest mega! liznęłam dosłownie odrobinę hiszpanskiego, ale już pozwoliło mi to więcej zrozumieć. i bardzofajne sięgnięcie do korzeni, rispekt.

    swoja drogą: ja mieszkam w poznaniu 8 lat i też ciągle odkrywam nowe słowa z gwary poznańskiej :d

  • Olga napisał(a):

    świetny tekst! w listopadzie przyjeżdzam do chile, wiec bardzo przydatny:)

Leave a Reply