Kiedy stajesz się coraz bardziej chilijski, nawet jeśli nie planowałeś…. 

1. Masz w domu specjalną szufladę ze świecami i zapałkami. Nie na romantyczną kolację. Na wypadek trzęsienia ziemi.

2. Jeśli wstrząs nie jest silniejszy niż 6 stopni w skali Richtera nie przejmujesz się za bardzo. Kilka minut po wracasz do pracy jakby nic sie nie stało.

3. Kiedy ziemia trzęsie się w nocy, otwierasz oczy, czekasz kilka sekund i jeśli nic nie spada z półek idziesz dalej spać.

4. Jesz awokado na śniadanie, obiad i kolację. Na deser też, czemu nie!

5. Jeśli coś nie ma awokado zapewne powiesz: „dobre, ale brakuje awokado“.

6. Przechodzisz na czerwonym świetle, bo tylko cudzoziemcy czekają na zielone.

7. W autobusie nie siadasz na ostatnich siedzeniach z tyłu, bo wiesz, że na zakrętach możesz z nich spaść – kierowcy jeżdzą szybko, a z tyłu nie ma się czego trzymać.

8. Kiedy przychodzisz na przystanek czekasz na autobus aż do skutku, bo nie ma rozkładów ani godzin odjazdów. Czasem, kiedy się spieszysz pytasz kogoś z czekających czy autobus nr X już był i kiedy mówi, że był myślisz: „kurcze, spóźniłam się“, choć nie można się przecież spóźnić na autobus, który nie ma godziny odjazdu.

9. Kiedy widzisz w domu małego pająka, którego ukąszenie może być śmiertelne mówisz: „eee taki mały“.

10. Umawiasz sie celowo pół godziny wcześniej niż chcesz się spotkać. Zakładasz, że wszyscy się spóźnią i masz rację.

11. Nawet jeśli nie lubisz parówek, uwielbiasz „completo“, hot dogi z awokado, i tęsknisz za nimi kiedy jesteś w podróży poza Chile.

12. Nigdy nie wstawiasz czerwonego wina do lodówki i nie wypijesz takiego, które w lodówce było.

13. Witasz się ze wszystkimi buziakiem w policzek, niezależnie od wieku i okazji.

14. Większość małych rzeczy użytku codziennego kupujesz od ulicznych sprzedaców, przy okazji i za grosze. Chusteczki, skarpetki, plasterki na rany, a nawet owoce, migdały i batoniki, czasem też chusty, czapki czy rękawiczki. Wyprawa do sklepu po parę skarpetek wydaje Ci się stratą czasu i pieniędzy.

15. Nigdy nie nosisz parasola. Jeśli zacznie padać, kupisz go na rogu ulicy od jednego ze sprzedawców, którzy z pierwszymi kroplami deszczu pojawiają sie nagle i znikąd.

16. Pisco sour z przyjaciółką to stały punkt tygodnia.

17. Obierasz pomidory.

18. Rodzinny obiad w niedzielę trwa cały dzień i przestajesz z tym walczyć.

19. Kiedy zapraszasz rodzinę na niedzielny obiad, przygotowujesz się na kilkanaście osób.

20. W sezonie wiosenno-letnim nagle przestajesz mieścić się w ubrania. Prawdopodobnie dlatego, że co tydzień zapraszany jesteś na całodniowe „asado“, czyli chilijskie barbecue.

21. Na imprezach stoisz, a nie siedzisz. Prawdopodobnie brakuje siedzeń, ale nikt się tym nie przejmuje.

22. Zaczynasz piec własne ciasta i przygotowywać desery, bo te w Chile mają tonę manjaru (masy kajmakowej) i po zjedzeniu łyżeczki spożyłeś już limit cukru na tydzień.

23. Jeśli zapraszasz gości, masz w domu Coca Colę. Impreza bez Coca Coli jest w Chile nieudana.

24. Przyzwyczajasz się, że Świeto Niepodlegołości trwa od 4 do 5 dni i jednodniowe wolne nie jest już dla Ciebie prawdziwym świętowaniem.

25. Odliczasz dni do kolejnego „sandwich weekend“, czyli długich weekendów. W drugiej połowie roku są średnio raz na miesiąc.

26. Nie wychodzisz na imprezę przed 23:00.

27. Nie przychodzisz na imprezę punktualnie, bo będziesz siedział sam, ewentualnie z organizatorem, czekając na resztę gości.

28. Mówiąc po hiszpańsku dodajesz do wszystkiego „po“. (si po, no po, ya po). Wiesz, że nie ma to sensu, ale wszyscy tak robią i nie możesz sie powstrzymać.

29. Nie masz problemu ze zrozumieniem hiszpańskiego w innych krajach Ameryki Łacińskiej, bo wszyscy mówią o wiele wolniej od Chilijczyków.

30. Mówisz „al tiro“, „pega“ i „palta“, zamiast „de inmediato“, „trabajo“ i „avocado“. To drugie brzmi nienaturalnie i dla Ciebie i dla Chilijczyków.

31. W zimę śpisz w piżamie z polaru i nadal jest Ci zimno.

32. Masz w sypialni kilka kocy. W zimie stopniowo dodajesz po jednym kiedy ścielisz łóżko.

33. Przyzwyczajasz się, że jeśli masz białą skórę i niebieskie oczy, Chilijczycy spotkani na ulicy będa próbować mówić do Ciebie po angielsku, zakładając , że jesteś z USA. Nawet jeśli Ty pytasz czy odpowiadasz płynnie po hiszpańsku.

34. Do wszystkiego dodajesz przyprawę merquen.

35. Jesteś zmęczony już samą myślą, że musisz jechać metrem w porze szczytu.

36. W porze szczytu zaczynasz pchać się przy wejściu do wagonu metra, bo wiesz, że inaczej nigdy tam nie wejdziesz.

37. Stoisz grzecznie w kolejce do atubusów miejskich.

38. Choć autobusem bywa wygodniej i w porze szczytu czasem nie dużo dłużej, z niezrozumiałego powodu i tak wybierasz zatłoczone metro.

39. Rozumiesz co znaczą te skróty: „ctm“, „wn“ i „qleao“. 

4o. Pijesz białe wino z brzoskiwiami z puszki.

41. Pijesz białe wino wprost z melona.

42. Zaczynasz nagminnie używać zdrobnień takich jak „tecito“, „cafecito“, „camita“, „calentito“, „regalito“ etc. , choć przecież sam się z tej przypadłości Chilijczyków śmiejesz. („Może herbatki albo kawki?” „Idę do łóżeczka?” „Ahh jak cieplutko”. „Mam dla Ciebie prezencik” i inne takie straszności)

43. Do wszystkiego jesz chleb. A jeśli nie masz takiego żywienowego zwyczaju wszyscy myślą, że jesteś na diecie.

44. Uliczne psy to dla Ciebie norma. Ani się ich nie boisz (nie są agresywne), ani specjalnie nimi przejmujesz (bo spotykasz je codziennie i w pokaźnej ilości).

45. Kiedy pytasz o drogę, zrozumiesz odpowiedź „oriente“ albo „poniente“ zamiast w prawo i w lewo.

46. Jeśli jesteś kobietą w podróże jedziesz z prawie pustą walizką, bo wiesz, że zagranicą kupisz tonę ubrań i butów. Wiesz, że w Chile buty i ubrania są mało atrakcyjne, a te ładniejsze dość drogie.

47. Znasz się ze sprzadawcą sklepiku na rogu. Mówicie sobie po imieniu, Ty go pytasz jak poszło synowi na teście, a on Ciebie jak było w weekend na imprezie albo o inne aktualności z życia. Pan na targu da Ci za to po znajomości najświeższe warzywa i owoce z zaplecza i dorzuci kilo gratis.

48. Przytyłeś co najmniej 3 kilo.

49. Czytasz albo „El Mercurio“ albo „La Tercera“.

50. Bronisz chilijskiego wina do upadłego jako najlepszego na świecie.

Dodałbyś coś jeszcze? Podziel się w komentarzach 🙂

O innych zwyczajach w Chile z przymrużeniem oka i na serio znajdziesz w kategorii Chile – Tradycje i Obyczaje. 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 16 komentarzy

  • Iri Sunshine napisał(a):

    Nr 8- to samo w Korei… i zaplanuj tu wycieczkę do innego miasta…
    Nr 47- kocham! Takie więzi są piękne
    Fajny pomysł na post- bardzo miło się czyta.ło:)

  • Karol Werner napisał(a):

    ejjjj, to nie trzeba aż tak daleko jechać, żeby spaść z siedzenia. ostatnio przy skręcaniu w Zabrzu wylądowałem na ziemi 😀

  • Romantic Vagabonds napisał(a):

    No nieźle! Haha, my zawsze pomidory obieramy, z parasolkami jest identycznie w Japonii, a na Puerto Rico też nie ma rozkładów i się tak o czeka i nie przejmuje, że autobus się spóźnia :).

  • Emi napisał(a):

    Z tym awokado to tak wszędzie, Latynosi je uwielbiają, o każdej porze, do każdego posiłku, zawsze musi być awokado.
    Trochę się nie zgadzam z tym, że inni hispanohablantes mówią wolniej od Chilijczyków. Fakt, mówią szybko, ale nie tak jak Latynosi z Karaibów 🙂
    Ogólnie bardzo fajne zestawienie, oby więcej takich postów 😀

    • Monika Trętowska napisał(a):

      A dlaczego obieracie pomidory? Przyzwyczajenie czy jakaś teoria związana z bakteriami i czystością? Pozdrowienia:)

  • Franek napisał(a):

    Haha, dobre, utożsamiam się z wieloma..Coca Cola, niedzielene obiady, koce w zimie 🙂
    Dodałbym:
    Jeśli jedziesz autobusem nie ma sensu zakładać słuchawek i słuchać muzyki bo i tak wsiądzie jakiś grajek.
    Kiedy idziesz do kina w Chile musisz zdecydować pomiędzy dwoma filmami hollywodzkimi o superbohaterach albo kreskówka dla dzieci. Reszta to „cine arte”i nie grają jej w multipleksach.
    Wychodzisz w weekend do pubu i wydajesz równowartość tygodniowej pensji na dwa piwka i tacę z przekąskami. I tak robisz to samo w następnym tygodniu.
    Emocjonujesz się jak zapowiadają deszcz w telewizji.
    Narzekasz że nie ma deszczu i powietrze jest brudne a jak już spadnie wydaje ci się że to koniec świata.
    Znasz lepiej życie i rodzinę wszystkich piłkarzy reprezentacji Chile niż „kto jest kim” w rodzinie twojego chilijskiego męża/żony.
    Nie przeszkadza ci kupowania jedzenia z wózeczków na ulicy.
    Zaczynasz interesować się cenami warzyw i owoców na rynku, bo wiesz że o tym zawsze można porozmawiać z chilijską babcią.
    Nie rozumiesz dlaczego kiedyś śmiałeś się z WhatApp’a. Teraz rozmawiasz przez niego z Twoim szefem i klientami.
    Będąc w centrum Santiago nie dziwisz się widokiem opancerzonych policjantów na każdym rogu.
    ..i jeszcze sporo by się znalazło.
    pozdrawiam 🙂

    • Monika Trętowska napisał(a):

      To z deszczem i to z muzykami w autobusach mam w zapiskach do części nr 2 wpisu 🙂 Reszta też prawdziwa! 🙂

    • prz napisał(a):

      Mieszkam przy bazie carabineros w Stgo – transporter opancerzony pod blokiem, van podziurawiony kulami, normalka…

      I whatsapp – zawsze podziwiam w jaki sposób oni są w stanie rozmawiać przez whatsappa w metrze kiedy ja nie mogę poruszyć dłonią ze względu na tłok; no i to że rozmowy telefoniczne odbywają się nie przy uchu, tylko przed twarzą

  • Cristóbal napisał(a):

    – Znasz różnicę między dulce de leche i manjar
    – Zawsze wolisz pić herbatkę w domu. Nescafé „no es café”.
    – Wiadomości w telewizji nie informują nic (wyjątkiem nowa droga hotdogów/sopaipilla w mieście)

  • Emi napisał(a):

    Tak u was mało pada czy parasoli się gromadzi cała kolekcja? 😉
    23 – a to w Polsce nie jest identycznie? 😛 Przynajmniej świąt bez coli ludzie sobie nie wyobrażają.

    Podkradam, żeby podlinkować w swoim tekście: http://emiwdrodze.pl/indonezja/45-oznak-mieszkasz-w-indonezji-dlugo/

    • Monika Trętowska napisał(a):

      Co do deszczu – w Santiago bardzo mało pada. Odzwyczaiłam się nosić parasol czy patrzeć w prognozę pogody 🙂 W lato będzie gorąco, w zimie – zimno i już 🙂

      Co do Coca Coli – to Chile jest światowym liderem w konsumpcji napojów gazowanych (ostatnio był nawet ranking, że jest na 1 miejscu…). W przypadku Coca Coli przewyższa nawet USA. Piją colę litrami!

      Co do podlinkowania to oczywiście, podkradaj. Dzięki 🙂

  • Anna napisał(a):

    Awokado na śniadanie, obiad i kolację – to jest miejsce dla mnie!!! Białe wino z brzoskwiniami z puszki, pite prosto z melona też brzmi ciekawie. Rozbawiłaś mnie, dziękuję, teraz chcę do Chile! 🙂

  • Nadia vs. the World napisał(a):

    Fajny, pozytywny wpis! Dzięki Tobie mogłam na chwilę poczuć jak to jest mieszkać dłużej w Chile. Awokado <3

  • Fru napisał(a):

    Przeczytałam sobie tylko pierwszą część tytułu i z zaskoczeniem i podniesioną brwią rzekłam: może widok za oknem i adres korespondencyjny 😛 Dopiero po chwili przeczytałam resztę i w głowie mi zajaśniało 😉

Leave a Reply