Niedawno w jednym z wywiadów zapytana zostałam o to z czym kojarzy mi się Chile po siedmiu latach mieszkania w Santiago i zwiedzania innych krajów Ameryki Południowej. Miałam wymienić trzy słowa, a że w głowie pojawiło mi się ich conajmniej trzy razy tyle, niezwykle szybko powstała lista dziesięciu pierwszych skojarzeń. Tak oto zrodził się pomysł na artykuł, który mógłby mieć wiele twarzy w zależności od tego kto go napisze. Zagracie ze mną? Zanim przeczytacie mój zestaw dziesięciu słów zapiszcie sobie najpierw wasze. W ilu punktach się zgodzimy? 

Artykuł wraz z poniższymi zdjęciami ukazał się w ostatnim numerze Biuletynu Ambasady RP w Chile. 

1. WINO

Założę się, że wielu z was powiedziało to samo. Chile słynie ze wspaniałych win, które corocznie trafiają na stoły 1.800 milionów konsumentów w ponad 150 krajach świata. Co ciekawe, statystycznie rzecz ujmując sami Chilijczycy piją więcej piwa niż wina. Niespełna 44 litra na osobę rocznie versus 13,4 litrów wina. Na trzecim miejscu z 1,6 litra jest pisco, alkohol produkowany z ferementowanych i poddanych destylacji winogron, równie mocny jak nasza polska wódka. Nie ma jednak wątpliwości, że to właśnie wino jest integralną częścią chilijskiej kultury. Podejrzewam wręcz, że w chilijskich żyłach płynie krew w odcieniu Carmenere.

2. NATURA

Chile to jeden z najpiękniej położonych krajów świata, obejmujący swoim terenem kilka stref klimatycznych i unikalnych miejsc w skali światowej. Wyjatkowość tutejszej natury podkreśla jej rozmach, kontrast i niezwykła różnorodność. Od ogromnego Pacyfiku po wysokie Andy (najdłuższego kontynentalnego łańcucha górskiego), od pustyni Atakama (najbardziej suchej pustyni świata) po lodowce Antarktyki. Do tego wulkany, jeziora, wodospady, laguny, doliny oraz magiczna Wyspa Wielkanocna. Dla każdego coś dobrego i coś ekstremalnego. Nie sposób się nie zakochać.

O moich ulubionych miejscach w Chile pisałam TU

3. GRILLOWANIE 

Chilijczycy uwielbiają piłkę nożną, ich sportem narodowym nazwałabym jednak weekendowe grillowanie. W ogrodzie, w parku, na działce, na balkonie. Nie ważne gdzie, ważne z kim, a chętnych nigdy nie brakuje. Chilijczycy grillują średnio raz na tydzień przez caluśki rok, z krótką przerwą na jeszcze krótszą zimę. Asado obowiązkowo zacząć należy choripanem (bułka z grillowaną longanizą, typem chilijskiej kiełbasy), koniecznie zrobionym z marraquety (chilijskiej pszennej bułki), z odrobiną pebre (rodzaj przystawki z pomidorów, cebuli i kolendry). Nie może zabraknąć też palty (awokado), wina i Coca Coli. Bez Coca Coli impreza w Chile jest nieudana jak weekend bez grillowania.

 Kilka przepisów na chilijskie barbecue znajdziecie TU.

 

 4. GWIAZDY

Niebo na północy Chile to raj dla astronomów i idealne miejsce na romantyczną randkę. 340 pogodnych nocy w roku stwarzają niepowtarzalne warunki do obserwacji gwiazd i planet. To właśnie w tej części świata usytuowane są najważniejsze obserwatoria astronomiczne świata (nawet Uniwersytet Warszawski ma tu swój teleskop) i największe, najpotężniejsze teleskopy. Na codzień nie trzeba jednak jechać aż tak daleko, wystarczy wyskoczyć na działkę poza miasto, gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja, by przeżyć najbardziej rozgwieżdżone kempingowanie życia. Można też sciągnąć aplikację Chile Mobile Observatory ze zdjęciami pochodzącymi z tutejszych potężnych teleskopów, m.in ze słynnego obserwatorium ALMA. Dzięki niej możecie oglądać zdjęcia nieba nad Atakamą na waszych komórkach gdziekolwiek jesteście.

Zobaczcie foty z mojej ostatniej wyprawy do Obserwatorium Tololo

5. KATASTROFY

Możliwe, że to wina mojego zawodu. Będąc korespontentem z Chile dla Polskiego Radia, niezwykle często, za często, przychodzi mi informować o wszelakich chilijskich kataklizmach. Trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów, pożary, powodzie i susze. Chilijczycy mówią czasem „Dios nos odia” („Bóg nas nienawidzi”) i przyznać trzeba, że mieszkańcy tego pięknego kawałka Ziemi jakim jest Chile nie mają łatwego życia. Nie znam innego kraju tak bardzo targanego kataklizmami i niszczącymi siłami natury. Godność i solidarność z jaką Chilijczycy stawiają czoła im wszystkim, niejednokrotnie w tym samym czasie, jest godna podziwiu.

 

6.PROTESTY

Mieszkam przy Plaza Italia w Santiago, co oznacza, że średnio raz na dwa-trzy dni pod moim oknem maszeruje grupa niezadowolonych z sytuacji w kraju Chilijczyków, domagających się zmian. Czasem rano, czasem wieczorem. Czasem protestujących jest garstka, czasem setki tysięcy. Raz chodzi o edukację, innym razem o system emerytalny, kolejnego dnia o korupcję czy prawa kobiet albo nierozwiązane sprawy sięgające czasów dyktatury. Trzeba oddać Chilijczykom to, że nie boją się wyjść na ulice i powiedzieć co myślą. Poza mniej lub bardziej skutecznym naciskiem na zmiany w państwie, protesty mają też inne konswekwencje dla codziennego życia w stolicy. Przy każdym większym marszu utrudniony jest transport przez centrum miasta, tym bardziej więc „grafik” zaplanowanych na dany tydzień protestów ma się w wykuty na blachę.

Tutaj pisałam o proteście w sprawie systemu emerytalnego. 

 

 7. PINOCHET

Skoro padło słowo dyktatura wywołaliśmy już wilka z lasu. Rządy Augusto Pinocheta to wciąż temat do burzliwych dyskusji zarówno w mediach, jak i chilijskich domach. To nie tylko rozmowy o przeszłości, ale i o skutkach reżimu, które sięgają dzisiejszych realiów. Chilijskie społeczeństwo nadal jest w tej sprawie podzielone. Niektórzy widzą pozytywy, inni domagają się rozliczenia win i zmian, choćby Konstytucji pochodzącej jeszcze z tego okresu. Bez wątpienia Augusto Pinochet wciąż jest wśród nas. Tym samym musiał znaleźć się na mojej liście i zapewne na wielu waszych również.

 Co zobaczyć w Chile, idąc śladem dyktatury  TUTAJ

 

8. CHILENISMOS

W Słowniku Języka Hiszpańskiego jest ponad 2200 chilenismos, czyli słów albo wyrażeń występujących tylko w chilijskiej jego odmianie. Wystarczy że ktoś powie “al tiro” zamiast “de inmediato” (natychmiast) albo “¿cachai?” zamiast “entiendes?”, a natychmiast i pod każdą szerokością geograficzną zostanie zidentyfikowany jako Chilijczyk, czego trudno będziemu się tego wyprzeć. Chilijczycy kochają też soczyste porównania (np. „brzydszy niż diabeł ssący cytrynę”), podwójne dna (sprawdźcie co znaczy np. alpinista) i sprośne skojarzenia. Zabawne słowotwórstwo i zwinne zabawy językiem to zdecydowanie chilijska przypadłość, która bardzo mi się podoba.

O chilijskich „chilenismos” obszernie w poście TUTAJ

 

9. „COMPLETO”

„Completo italiano”, czyli hot dog z awokado i pomidorami to jeden ze sztandarowych street foodów w Chile. Nigdy nie byłam fanką bułki z parówką, jednak to połączenie jest na tyle smaczne, że kiedy wyjeżdżam poza Chile na dłużej zaczynam za completo tęsknić. W Chile pokochałam awokado, głównego sprawcę tej hot dogowej miłości. Nigdzie na świecie nie jadłam póki co lepszego (i awokado i hot doga). 14 maja to w Chile Dzień Hot Doga, co chyba najlepiej świadczy o tym, jak bardzo Chilijczycy je kochają.

Prosty, łatwy i chilijski przepis z awokado znajdziecie TU

 

10. TERREMOTO

Zaczęłam od alkoholu, więc i na nim skończę. „Terremoto” to popularny w Chile drink, którego nazwa znaczy ni mniej ni więcej jak „trzęsienie ziemi”, bo tak zwala z nóg. W składzie ma m.in. pipeño (rodzaj lekko sfermentowanego, taniego wina), Fernet (wyobraźcie sobie coś podobnego do Jagermaister), grenadinę i lody ananasowe. Brzmi słodko i niegroźnie? Nic bardziej mylnego. Przyznam, że bardziej od smaku tego drinka podoba mi się jego nazwa, pokazująca chilijskie poczucie humoru i dystans, jaki mają mieszkańcy kraju do nękających ich wciąż trzęsień ziemi (tych prawdziwych, nie alkoholowych). Przypieczętowaniem lekkości ducha Chilijczyków niech będzie fakt, że zaraz po wypiciu „terremoto”, zaserwowany nam zostanie mały kieliszek tego samego trunku, zwany „réplica” , czyli „wstrząsy wtórne”. Czy można być mieć większy dystans do życia?

 

        Nie miałabym problemu by dodać jeszcze drugie tyle słów, kojarzących mi się z Chile. W kolejce czekają choćby „raty” (od kupowania wszystkiego na raty), „zdrobnienia” (od ciągłego mówienia „herbatka”, „kawka”, „łóżeczko” czy „ciepełko”) oraz „piscola” (popularny drink, powstały z pisco i Coca Coli, serwowany z cytryną i lodem). A wam z czym kojarzy się Chile?

 

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze Biuletynu Ambasady RP w Chile. Cały PDF tutaj. 

 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 3 komentarze

  • Krzysiek napisał(a):

    Pytanie dobre. Chile kojarzy mi się z Tresvodką to po pierwsze. Po drugie z uroczym Valparaiso, a po trzecie z wędròwką w okolicy Torres del Paine. Ostatnie to oczywiście wino.

    • Monika Trętowska napisał(a):

      Jeśli Tresvodka wygrała z Torres del Paine to pękam z dumy i pięknie dziękuję 😀 Pozdrowienia z Santiago!

  • Marta napisał(a):

    Świetna relacja i zdjęcia. 🙂 Z przyjemnością przeczytałam. 🙂

Leave a Reply