Czy chilijskie obchody Bożego Narodzenia są całkiem inne niż w Polsce? A może jednak trochę podobne? Choćby ze względu na dłuższą historię katolicyzmu w kraju nad Wisłą polska tradycja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona w kulturze, a bożonarodzeniowe zwyczaje zdaja się być dopieszczone w każdym calu. Nie znaczy to jednak, że w przypadku Chile nie ma o czym mówić. Chilijczycy świętują narodzenie Chrystusa, a ich „małpi ogon” (czytajcie dalej o chodzi!) chętnie włączam teraz do tradycji rodzinnej w Polsce. Spędziłam już kilka świąt w Ameryce Południowej, zdobyłam się więc na małe porównanie zwyczajów po dwóch stronach oceanu. Jak myślicie, które wolę?

 

ZA OKNEM: Polska zamarza, Chile się topi

Polskie Boże Narodzenie jest w zimie. Zwykle pada śnieg, jest biało, zimno i mroźnie. Mikołaj w kożuchu i czapie ma więc sens. Choinka ocieplająca dom i atmosferę ma sens. Piosenki o zimie i rzucaniu się śnieżkami mają sens. A w Chile? Tutaj Boże Narodzenie przypada na początek lata. Jest ponad 30 stopni, z nieba leje się żar, więc klapki i krótkie spodenki to jak najbardziej zrozumiały wybór stroju, a najlepszym miejscem na świąteczny obiad byłaby plaża, ewentualnie basen w ogródku. Dzieci właśnie rozpoczęły wakacje, dni są długie, a wieczory gorące. Panuje więc zupełnie inna atmosfera, święta mają inna aurę – pachnącą arbuzem i wakacjami, a nie rozgrzewająca zupą i piernikami. Nie ma w tym nic złego, bo inaczej w końcu nie znaczy gorzej. Tak jak Polakom trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie w lecie, tak Chilijczykom nie sposób wyobrazić sobie świąt w poważnie minusowej temperaturze. W przypadku Chile jednak Mikołaj w japonkach i hawajskiej koszuli wpasowałby się nieco bardziej w klimat niż starszy pan w kożuchu. No ale Mikołaj jest tylko jeden 🙂

NA STOLE: Karp kontra indyk

Największym zaskoczeniem chilijskiej Wigili może być świąteczne menu. Polska jest w tej kwestii bardzo tradycyja i dosyć restrykcyjna – jest 12 określonych, wigilijnych potraw z karpiem w roli głównej, bo Wigilia ma być przede wszytkim bezmięsna. W Chile za to jako najbardziej odświętne danie podawany jest indyk. Jako że pogoda sprzyja grillowaniu w ogródku, w bożonarodzeniowe dni w powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa. Na chilijskim wigilijnym stole znajdują się też inne potrawy, głównie sałatki, ryż i ziemniaki, ale nie są to specjalne dania przygotowane tylko w ten jeden dzień w roku jak w Polsce. Są to po prostu ulubione potrawy danej rodziny, podawane tym razem w wersji nieco bardziej wykwintnej. Chilijczycy stawiają bardziej na dekorację stołu. Gospodynie wyciągają najlepsze, odświętne zastawy, najcenniejsze sztućce i najpiękniejsze kieliszki. Jednakże na moje opowieści o dodatkowym nakryciu dla nieznanego przybysza, sianie pod obrusem i pierwszej gwiazdce, która daje znak, żeby zasiąść do wigilijnej kolacji Chilijczycy otwierają szeroko buzię z niedowierzaniem, a czasem i podziwem dla takich detali.

 

NA DESER: „Pan de Pascua” jak polski piernik

Choć polskie menu wigilijne zdecydowanie wygrywa w kategorii „odświętnie”, i chilijskie ma swoją małą tradycję, mianowicie „pan de pascua”. Nazwa sugeruje, że to chleb („pan”), ale to rodzaj słodkiego ciasta, dosyć podobnego do naszego piernika. Podobieństwo nie jest zresztą aż tak dziwne, bo pan de pascua przywędrował do Chile z Niemiec. W składzie ma miód, imbir i rodzynki, często też orzechy i migdały. Czasem dodaje się też pomarańczę, wiśnie i śliwki, a rodzynki zanurza w koniaku. Choć „pan de pascua” jest zgodnie z nazwą daniem na święta, można go kupić właściwie przez cały rok w każdym większym supermarkecie. To wspaniale, bo jest pyszny!

Boże Narodzenie w Chile

foto:enmicocinahoy.com

NA POPICIE: Małpi ogon kontra kompot

„Cola de mono”, czyli małpi ogon, to mój osobisty hit chilijskich świąt. Kawowy likier przygotowany jest specjalnie na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Poza czystymi procentami („aguardiente”), kawą i mlekiem ma też w składzie m.in. cynamon, goździki i skórkę z pomarańczy. Jest pyszny, zwłaszcza w wersji domowej. Nie jest trudny do przygotowania, tym sposobem tradycja „cola de mono” dotarła już do mojej rodziny w Polsce i dobrze się przyjęła! Likier to moim zdaniem najbardziej świąteczna część chilijskiego menu, bo choć „cola de mono” widnieje w menu restauracji przez cały rok, raczej się go nie pije poza grudniem. Świadczy o tym zdziwiona mina kelnera, a potem dwukrotne potwierdzenie wyboru za każdym razem jak zamawiam go w ciągu roku 🙂 A skąd ta osobliwa nazwa? Teorii jest kilka. Jedna odnosi się do początków kariery tego likieru i etykiety butelki „Anis de Mono”, na której widniała małpa z długim ogonem. Druga teoria mówi, że to gra słów. Słowo „cola” w świecie polityki odnosi się do przegranej w wyborach i taką właśnie porażkę poniósł niejaki pan Montt. Wygrany świętował tak intensywnie, że skończył się alkohol. Wymieszał wtedy to co było na stanie: trochę procentów, kawę i mleko, nazywając nowy napój „cola de Montt”, który z biegiem czasu przeistoczył się w „cola de mono”. Trzecia teoria, ta najpopularniejsza, jest nieco podobna do poprzedniej. Jej bohaterem jest prezydent Pedro Montt, nazywany pieszczotliwie przez bliskich „El Mono Montt”. Wychodząc z pewnego przyjęcia prezydent poprosił o swoją broń zwaną „colt”, zwyczajowo zostawianą przy wejściu. Wtedy goście zdołali go przekonać, żeby został jeszcze trochę i wtedy właśnie zmieszano po raz pierwszy kawowy napój nazwany na tę okoliczność „Colt de Montt” (broń Montta), co potem przekształciło się w „cola de mono”. Gdyby tylko polska Wigilia nie była z założenia bezprocentrowa, na pewno i my mielibyśmy na stole coś więcej niż owocowy kompot.

 Boże Narodzenie w Chile

Z RODZINĄ: Obecność (nie)obowiązkowa

Chilijczycy to bardzo rodzinny naród, więc i Boże Narodzenie spędza się tutaj z najbliższymi. Porównując jednak stopień obowiązku pojawienia się przy wigilijnym stole w kraju nad Wisłą i w Chile, mam wrażenie, że w Polsce wigilijny zjazd rodzinny to sprawa życia i śmierci. Przejeżdżamy kraj wzdłuż i wszerz, a nawet dolatujemy z końca świata, żeby w ten dzień przy stole zasiedli wszyscy bez wyjątku. Wiele osób spędza nawet dwie Wigilie, najpierw u siebie w domu, a potem u teściów. Tego dnia trzeba po prostu być. W Chile Boże Narodzenie jest również rodzinne, ale mam wrażenie, że rodzice są nieco bardziej wyrozumiali, kiedy któreś z dzieci spędza ten dzień gdzie indziej. Może dlatego, że wigilijną kolacje je się w Chile dość późno, w okolicach 23:00. Może dlatego, że Chilijczycy spotykają się z rodziną na co dzień tak często, że jeśli ktoś nie zjawi się na Wigilii to tak czy siak zobaczy wszystkich najpewniej już w najbliższą niedzielę na rodzinnym obiedzie. Dla Polaków natomiast, Wigilia jest jedną z niewielu okazji w roku, a często nawet jedyną, żeby spędzić wieczór ze wszystkimi na raz. Może więc dlatego bardziej ten moment celebrujemy. Możliwe, że w przypadku Chile ważnym czynnikiem jest też geografia. Kraj jest niezwykle długi, odległości ogromne, a podróże kosztowne i często wymagają kupna biletu lotniczego. Nie każdy może sobie pozwolić na odwiedzenie najbliższych z drugiego końca kraju. Zwłaszcza, że 26-go grudnia idzie się już do pracy.

 

PRZY CHOINCE: Bez choinki nie ma świąt

W chilijskich domach, podobnie jak w polskich, stoją choinki. To zwiastun nadchodzących świąt, a dekorowanie drzewek jest rodzinnym momentem, na który czekają wszystkie dzieci. Choinki, bomki i świąteczne ozdoby pojawiąją się rówież w sklepach, supermarketach i na głównych placach miast. Tak jak i w Polsce zakupowe szaleństwo wkracza w Chile tuż po Wszystkich Świętych…

Z KOLĘDAMI: Śpiewać każdy może, ale…

Kolędy przybyły do Chile wraz z Hiszpanami. Moi przyjaciele mówią jednak, że obecnie tradycja śpiewania ich w domach traci na popularności, żeby nie powiedzieć wręcz że zanika. Tu chyba mamy z Chilijczykami coś wspólnego. Polacy też coraz rzadziej kolędują przy choince. W przypadku Chile nie ma się w sumie co dziwić – śpiewanie o śniegu i zimowej nocy, gdy z nieba leje się żar, nie jest zbyt logiczne. Popularniejszą tutaj piosenką świąteczną jest zabawny utwór „Viejos pascueros acalorados” („Rozgrzani Mikołajowie“) z programu dla dzieci o nazwie 31 minutos, która jest doskonałym streszczeniem chilijskich świąt z przymrużeniem oka. Mikołaje jedzący łyżeczką wielki kawał arbuza oddadzą wam chyba najlepiej tutejszy klimat 🙂

PO WIGILII: Rodzinny wieczór kontra dyskoteka

No dobrze, rodzina na miejscu, choinka, kolacja po 23:00, rozmowy, żarty, otwarcie prezentów, radość i podziękowania, a potem? Potem jest Pasterka, zwana w Chile „Misa de Gallo”, ale nie jest chyba aż tak popularna jak w Polsce, zapewne również za sprawą tak późnej kolacji. Co więc robią młodzi po północy? Ruszają w miasto! Bary i dyskoteki są otwarte i po 0:00 czekają na chętnych wrażeń. 25 grudnia i w Chile należy już jednak do bliskich. Chilijczycy zostają w domu albo odwiedzają ciotki, wujków, kuzynów i cmentarze. Drugiego dnia świąt za to, w odróżenieniu do Polaków, idą już do pracy. To zaskakujące jak na kraj, który ma średnio raz na miesiąc długi weekend! Punkt dla Polski!

W TELEWIZJI: Kevin sam w chilijskim domu

W Chile nie ma Polsatu, ale Kevin i tu jest sam w domu. „W każde święta i kilka razy dziennie!”, dodają Chilijczycy. Podobnie jak w Polsce i w Chile zdarzają się zaskakujące tłumaczenia tytułów filmów. „Kevin sam w domu’” to tutaj „Mi pobre angelito’” czyli „Mój biedny aniołek”. Inny ulubiony film chilijskiej świątecznej ramówki to „Edward Nożycoręki” z Johnym Deepem.

 

W RADIU: Nie ma „Last Christmas”!

To już 6 lat i jeszcze ani razu nie słyszałam tu piosenki zespołu Whaam. Nie do wiary? Zirytowanym wszechobecną w grudniu piosenką szczerze polecam więc emigrację do Chile między listopadem a styczniem. O tej porze roku w radiu często można usłyszeć za to hity Tommiego Rey’a z noworocznym przebojem „Un año más“ na czele.

WESOŁYCH ŚWIĄT GDZIEKOLWIEK JESTEŚCIE 🙂 

 

Artykuł ukazał się w grudniowym Biuletynie Ambasady PR w Chile (2016).

 

Może Cię również zainteresować:

 

Noworoczne tradycje Chilijczyków

Co warto zjeść w Chile – typowe i oryginalne dania TOP 10

 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion One Comment

  • Maja napisał(a):

    Co kraj to obyczaj. Już sobie wyobrażam sobie jak mówimy babci w Wigilie, że zamiast na pasterkę idziemy do klubu haha! 🙂

Leave a Reply