Cieszę się, że w polskich mediach jest coraz więcej miejsca na Chile. Nie tylko na newsy o katastrofach i politycznych zmianach, które zresztą wielokrotnie przyszło mi stąd słać, ale również na dłuższe formy jak wywiad. Po niedawnej rozmowie z Onet.pl, tym razem „Gazeta Olsztyńska” zgłosiła się do mnie z prośbą zostania bohaterką serii „Bez gorsetu” sobotniego, kobiecego dodatku dziennika. Ada Romanowska pytała mnie o to jak się znalazłam w Chile i dlaczego zostałam tu na dłużej, o moją pracę korespondenta i początki w radiu, a także co mnie w Chile zaskoczyło. Rozmowa skręca również w stronę kobiet i tego jak w Chile rozumiana jest kobiecość. Jakie są Chilijki? Czym różnią się od Polek? Czego nauczyłam się o moim kraju, żyjąc na obczyźnie? Poniżej fragment wywiadu i link do całego artykułu. Ukazał się w połowie sierpnia, ale dopiero teraz dzielę się z nim na blogu. A nóż, ktoś jeszcze nie czytał.

(…)

— To zupełnie inna kultura. Co na pierwszy rzut oka cię zmroziło?
— Chyba nic mnie nie zmroziło. W Chile nie przeżyłam szoku kulturowego, nie jesteśmy aż tak różni, jakby się mogło wydawać. Wielu turystów, których teraz oprowadzam po tym kraju, potwierdza to z zaskoczeniem. Oczywiście, są pewne różnice, na przykład w podejściu do czasu i obowiązków, czy relacjach rodzinnych, ale nic mnie tu nie ścięło z nóg. Nawet trzęsienie ziemi. W tej kwestii jestem już trochę Chilijką, czyli do 6-7 stopni w skali Richtera nie odchodzę nawet od biurka, tylko czekam aż się skończy trząść. Dopiero przy silniejszych ruchach ziemi reaguję i robię, co trzeba w takich przypadkach. Kiedy wstrząs wybudzi mnie ze snu w nocy, przewracam się na drugi bok i idę dalej spać. Wynika to chyba z tego, że wiem, że Chile jest świetnie na trzęsienia ziemi przygotowane. Mam zaufanie do chilijskich konstrukcji, budowanych według najskuteczniejszych norm antysejsmicznych.

— Jak rozumiana jest kobiecość po chilijsku?
— Jak niemalże wszędzie, kobieca kobieta ma być delikatna, spokojna i nieco krucha, aby mężczyzna mógł się wykazać. Nie wszystkie Chilijki takie są, zwłaszcza młode dziewczyny są coraz bardziej samodzielne, przebojowe i niezależne. Chilijska kobieta jest jednak oddana rodzinie. Często pracuje zawodowo, ale to właśnie dzieci i dom są jej największą dumą. Wciąż panuje tu kult macho, choć widzę, że powoli się to zmienia. Kobiety zaczynają walczyć o swoje prawa, chcą być bardziej niezależne, coraz głośniej przeciwstawiają się przemocy domowej i dyskryminacji w pracy. Jak w wielu miejscach na świecie, w tym w Polsce, kobiety wychodzą w Santiago na ulicę i mówią „NIE!”. Wtedy są jak lwice. Niedawno świat obiegły zdjęcia z jednego z chilijskich protestów wobec przemocy, podczas którego kobiety szły w maskach, ale topless. Spadły na nich oskarżenia o niemoralność i brak wstydu, co jest moim zdaniem ogromną hipokryzją. Świerszczyki w ulicznych kioskach są ok, ale goły biust w słusznej sprawie zbulwersował wielu panów. Na co dzień jednak Chilijki są dość skromne, na pewno skromniejsze niż inne Latynoski. Nie epatują swoją kobiecością, choć znają swoje atuty. Dziewczyny częściej wybierają tenisówki niż szpilki, ale pomalują usta czerwoną szminką, zaplotą warkocz czy założą ciekawe, kolorowe kolczyki. Stawiają raczej na kobiecy dodatek. Nie są nachalne. Z drugiej strony dość częstym widokiem na chilijskiej ulicy są całujące się namiętnie pary, szczególnie te młode i szczególnie w miejscach bardzo publicznych. Ja już się do tego przyzwyczaiłam, ale moich turystów czasem to zaskakuje. (śmiech)

— Czego kobiecie tam nie wypada, a co wręcz powinna?
— Często podróżuję sama, zarówno z powodu pracy jak i prywatnie. Zauważyłam, że to wciąż jest coś niecodziennego i muszę odpowiadać na to okropne pytanie: „Mąż puścił cię samą”? Co ciekawe, zadają mi je również kobiety! Niektórym to moje samotne podróżowanie i niezależność imponuje, a niektórzy myślą, że jestem odważna, a mój mąż nadzwyczaj wyrozumiały. Kobieta nie powinna opuszczać gniazda i zostawiać męża samego, choć oczywiście może. Nie ma na to żadnego „zakazu”, ale wiele z nich czuje się po prostu źle, kiedy to robi. Jakby coś zaniedbywały. Powoli się to zmienia. Kiedy jednak w tym roku wyjechaliśmy z Claudiem oddzielnie na wakacje, ja do Patagonii, a on do Japonii, podejrzewano nas o kryzys w związku i rychły rozwód. (śmiech) Chilijki często też dziwią się, że nie wiem, gdzie jest, co robi w danym momencie mój partner. Dziwią się, że nie piszę do niego, nie dzwonię, kiedy jestem na jakimś babskim spotkaniu. Swoją drogą, moi znajomi płci męskiej również czasem zwracają na to uwagę. Zakładam więc, że kobieta powinna to robić! (śmiech) Odstawiając żarty na bok, Chilijki są dość zazdrosne i kontrolują swoich partnerów. Dodam jednak, że mają ku temu powody, bo Chilijczycy lubią patrzeć w bok, stąd też owo nadmierne trzymanie ręki na pulsie.

Cały artykuł w wersji online znajdziecie TUTAJ.

 

Mogą Cię też zainteresować:

  • Wywiad w Onet.pl o życiu w Chile i tutejszej fenomenalnej przyrodzie TUTAJ
  • Wywiad w Natemat.pl, cz. 1 Kultura  – TUTAJ
  • Wywiad w Natemat.pl, cz. 2 KuchniaTUTAJ
  • Wywiad w Natemat.pl, cz. 3 PodróżeTUTAJ
  • Wywiad w programie „Pierwsze słyszę” w Czwórce o Chile i pracy korespondenta – TUTAJ
  • Wywiad w Radio ZET CHILLI o Bożym Narodzeniu – TUTAJ
  • Wywiad w Medium Publiczne o życiu i pracy w Chile – TUTAJ
Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Dodaj komentarz