Category

Chile – KULTURA

Luciano Kulczewski – „Gaudi Santiago” o polskich korzeniach [WYWIAD]

By | Chile, Polska i język polski w Chile, Tresvodka&media, Wywiad Tresvodki | 4 komentarze

Kreatywny i odważny – tak mówi się o Luciano Kulczewskim, chilijskim architekcie o polskich korzeniach. Jego oryginalne, eklektyczne budynki z początku XX wieku zdobią chilijską stolicę niczym dzieła Gaudiego Barcelonę. W jednym z najbardziej znanych budynków zaprojektowanych przez Kulczewskiego, mieści się dziś siedziba Colegio de Arquitectos de Chile. Właśnie tam o twórczości Luciano, jego polskich korzeniach i niespełnionym marzeniu podróży do Polski rozmawiałam z chilijskimi i polskimi architektami: Marią Magdaleną Barros Castelblanco, Katarzyną Sierszeńską i Krzysztofem Dąbrowskim. Fot. Mariusz Michalak.

Od lewej: Krzysztof, Katarzyna, Magdalena, Monika

Monika: Badając nieco historię Kulczewskiego znalazłam ciekawą wypowiedź Luciano, która moim zdaniem dobrze pokazuje jego charakter. W jednym z wywiadów, zapytany o to, co znaczy dla niego architektura, powiedział: „Była i jest dopełnieniem mojego szczęścia w życiu. Bo z całą skromnością mogę powiedzieć, że całe życie byłem szczęśliwy”. A kiedy, w tym samym wywiadzie, zapytano go o to, który ze swoich projektów lubi najbardziej, odparł: „Ten na wzgórzu San Cristóbal i Quinta Meiggs. Jest jedna rzecz, która jest ważna dla architekta, a mianowicie to, by jego budowle pomagały ludziom dobrze i szczęśliwie żyć. To największy sukces”. Odniosłam więc wrażenie, że Luciano był niezwykle pogodną osobą, która lubiła życie i poświęcił się architekturze, bo chciał sprawić by i innym przyjemnie się żyło.

Kasia: To ciekawe, to co mówisz o szczęściu. Bycie architektem to misja. Dużo pracujesz, jesteś zmęczony, ale nie idziesz spać dopóty dopóki nie skończysz. Każdy projekt jest niczym twoje dziecko, rodzi się w bólach, ale ostatecznie daje Ci ogrom satysfakcji. Wyobrażam sobie, że podobnie było z dziełami Kulczewskiego. To co budował było bardzo innowacyjne w ówczesnej epoce i w ogóle w architekturze, dlatego też nazywają go Gaudim Chile. Ale myślę, że Luciano był też szczęściarzem, jeśli chodzi o swoich klientów, bo nie każdy może w danym momencie być innowacyjny i realizować takie rzeczy, jak wypinające języki twarze spoglądające ze ściany, o których już wspomnieliśmy. Za tym wszystkim stoi ktoś, kto za to płaci. To temat czysto ekonomiczny. Dzisiaj na przykład niezwykle tnie się koszty. On jednak żył w czasach kiedy architektura uzawana była również za sztukę, miał szczęście posiadać dobrych klientów, co pozwoliło mu rozwinąć swój wyjątkowy styl. Gdyby nie oni byłoby to bardzo trudne.

Magdalena: Patrząc na jego dzieła, myślę, że Luciano był idealistą, że szedł aż do końca, aż zrealizował to co chciał. Miałam okazję słyszeć niektóre prezentacje profesora Fernando Riquelme, autora jedynej do tej pory monografii Kulczewskiego. Riquelme opowiadał, że kiedy Luciano odwiedzał plac budowy i znajował coś, co mu się nie podobało, albo nie było w zgodzie z jego planem od razu to zmieniał. Wprowadzał też modyfikacje, nie przejmując się za bardzo kosztami. Jednak to co zwraca moją uwagę to jego mniej słynne budowle, te zwyklejsze jak Población Madrid, albo konstrukcje małej skali o ciągłej fasadzie. We wszystkich tych przypadkach i tak dołożył charakterystyczne dla siebie detale, na przykład ludyczne. Moim zdaniem w przypadku Kulczewskiego mówimy również o elemencie tożsamości, o tym by każda osoba odnalazła się w miejscu, w którym mieszka. Nawet w przypadku osiedli, które mają określoną harmonię, nieco bardziej ograniczoną, ty, jako architekt, i tak możesz dodać jakieś elementy, które sprawią, że mieszkańcy poczują się w nich wyjątkowo. To jedna z zalet Kulczewskiego, o której mówi się wśród architektów.

Jest jeszcze jeden ważny cytat, który podkreśliłam czytając wypowiedzi Kulczewskiego  „Architektura jest dużo bardziej niż nauką, fundamentalną rzeczą ludzkiego życia: daje dach nad głową, spaja rodzinę, tworzy miejsce, gdzie rozwija się ludzkie życie: radości, smutki, żale, daje temu wszystkiemu schronienie w jednym miejscu. Poza tym, jest sztuką. W ten sposób łączy te dwa wzniosłe czynniki.”

Magdalena: Tak, ja również lubię ten cytat, bo pokazuje jak szerokie spojrzenie na architekturę posiadał.

Krzysztof: Luciano nie tylko miał szczęście i talent, bo był geniuszem swoich czasów, ale wiedział również jak rozwinąć i wyrazić ową wizję szczęścia w swoich dziełach. Nie tylko w projektach własnego domu i pracowni, ale i w innych zawarł tę radość życia i udało mu się w ten sposób zostać ważną częścią życia wielu rodzin. Bezsprzecznie zawarł ją tutaj, gdzie teraz jesteśmy, w budynku Colegio de Arquitectos, który wcześniej był przecież dwoma rodzinnymi domami. 

Magdalena: Dla mnie w przypadku Kulczewskiego najważniejszy jest czynnik społeczny jego dzieł i wrażliwość społeczna, jaką emanował. Przypomina mi się jego wypowiedź na międzynarodowym kongresie w Buenos Aires w 1938 roku, gdzie dyskutowano o problemach ówczesnej epoki związanych z rynkiem mieszkaniowym. Luciano powiedział tam coś wciąż bardzo aktualnego, że zamiast myśleć o korzyści ekonomicznej należy myśleć o korzyściach dla ludzi. Jestem estetką i uwielbiam piękne rzeczy, co zresztą zbliżyło mnie do Kulczewskiego, dlatego dla mnie właśnie to jest głównym powodem jego wielkości.

Krzysztof: To niesamowite, że prawie 80 lat później, my, dzisiejsi architekci, kroczymy ścieżką, którą Luciano wytyczył w tamtym wystąpieniu i wypełniamy punk po punkcie to co powiedział w Buenos Aires.

Wygląda na to, że poza walorami estetycznymi zmienił też architekturę Chile pod względem innowacji technologicznych. Czy to prawda, że dzięki Luciano pojawiły się w Chile windy i centralne ogrzewanie?

Krzysztof: Z tego co pamiętam, pierwszą windą w Chile była winda linowa w Valparaiso, ale myślę, że masz rację, jeśli chodzi o windy działające pionowo, takie jak w budynku przy ulicy Merced 84.  Na pewno był jednym z pierwszych architektów, który rozpropagował ideę wind w Santiago. Poza tym, Luciano regularnie czytał wiele amerykańskich magazynów o architekturze, skąd czerpał inspirację. Na pewno był jednym z najbardziej innowacyjnych architektów w Chile tamtych czasów.

Jaki jest wasz ulubiony projekt czy budynek Kulczewskiego i dlaczego?

Kasia: Moim zdaniem Kulczewski był bardzo związany z naturą, która niezwykle go inspirowała. Na pewno interesował się biologią, fauną i florą. To pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy myśląc o jego stylu. W naturze jest wszystko. Tak jak tutaj, w sali Colegio de Arquitectos gdzie właśnie jesteśmy, ściana przed nami mogłaby być prosta i gładka, ale nie jest, ma ogromny łuk i widnieją na niej elementy zaczerpnięte ze świata roślin. Myślę, że to właśnie ten budynek jest moim faworytem.

Krzysztof: Mi najbardziej podoba się jego dom rodzinny w dzielnicy Lastarria. To absolutnie genialny budynek, świetnie zaprojektowany, do tego położony w tak trudnym do konstrukcji miejscu, że tylko najlepsi architekci mogli osiągnąć takie maksimum ekspresji, estetyki i emocji. Wkład Luciano we współczesną architekturę był ogromny, tworzył dzieła zupełnie niezwykłe w skali Ameryki Południowej w tamtym czasie. Był pierwszym nowoczesnym architektem Chile.

Magdalena: Ja też bardzo lubię jego dom – pracownię. To bardzo eklektyczny budynek, ma zarówno elementy kolonialne jak i średniowieczne, pomieszane nieco ze stylem kolonialnym. Ale moją uwagę zawsze zwracał budynek nazywany „Gargulcem”. Moim zdaniem ma w sobie wyjątkowe piękno dzięki detalom zawartym w fasadzie, szczególnie tej od strony ulicy Merced. Ten projekt ma w sobie wspaniałe bogactwo kompozycji.

Dom i warsztat Luciano Kulczewskiego. (źródło: santiagocapital.cl)

Ten budynek Kulczewskiego, „Gargulec”, przy ulicy Merced 84 został niedawno zamieniony w hotel. Architektoniczne zmiany, jakich dokonali w projekcie nowi właściciele wywołały polemikę. Nie wszystkim spodobało się to, że budynek nie ma już niektórych atrakcyjnych detali, zmieniono m.in. elementy okien i drzwi. Poza tym, kilka innych budynków Kulczewskiego w Santiago zrównano z ziemią. Chcę więc zapytać, jak dzisiaj chroni się jego dziedzictwo?

Magdalena: Mamy dzisiaj dwie linie ochrony. Jedna na poziomie municypalnym, która obejmuje nieruchomości mieszczące się w strefie ochrony konserwatorskiej i historycznej zabudowy. Z jednej strony więc jest pod ochroną Consejo de Monumentos Nacionales (chilijski odpowiednik Rady Ochrony Zabytków – przyp. aut.) jako zabytek mieszczący się w ich kategoriach. Niektóre budynki Kulczewskiego znajdują się też w tzw. „zonas tipicas“, strefach typowej zabudowy, tak jak na przykład budynek Piscina Escolar. W przypadku Merced 84 myślę, że nastąpiła za duża wolność przez brak odpowiedniej osłony prawnej. Ale tutaj mówimy też o pewnym braku wrażliwości. Budynek nie koniecznie musi być oficjalnie uznany za zabytkowy i mieć szereg ograniczeń, żeby w nowym projekcie uszanować jego walory historyczne. Szacunek dla nich to część pracy architektów.

Styl Kulczewskiego jest niezwykle eklektyczny, ma elementy Neogotyku, Art Déco, Art Nouveau, elementy klasyczne. Jeśli mielibyście opisać go jednym słowem czy zdaniem, jakie by ono było?

Magdalena: Kreacja.

Kasia: Architektura organiczna.

Krzysztof: Ludzki, bo był wielkim człowiekiem.


Monika: Luciano był synem inżyniera o polskich korzeniach, urodzonego w Afryce, która była w tym czasie terytorium francuskim. Nieco to zagmatwane. 

Krzysztof: Kiedy byłem w Polsce szukałem miejsca, gdzie urodził się dziadek Luciano, Antonio (w oficjalnych dokumentach figuruje francuska forma imienia, Antoine). Znalazłem też kilka dokumentów w internecie, ale nie mogłem ostatecznie potwierdzić czy syn Antonio, a więc ojciec Luciano, urodził się w Algierii i czy miał okazję wrócić do Polski. Nie wiedzą też tego dzieci Luciano. To co wiemy to fakt, że ojciec Luciano przybył do Chile w 1870 roku, gdzie zaproszony został jako francuski inżynier przez organizację związaną z przemysłem górniczym. Luciano urodził się w 1896 roku. Nadal nie wiemy czy ojciec Luciano mówił po polsku, ale możemy stworzyć hipotezę, że znał kilka polskich wyrażeń, bo we Francji spotykał się z polskimi emigrantami. Nie wiemy dokładnie jak jego losy potoczyły się w Chile. Prawdę mówiąc, dzieci Luciano też nie pamietają za wiele z tak dalekiej historii. Potwierdzają jednak, że Luciano chciał pojechać do Polski i odwiedzić kraj swoich przodków. Niestety, przez zawirowania związane z wojną i trudną sytuacją Europy w tamtym czasie, nie udało mu się zrealizować tego planu. O związku Luciano z Polską znaczy też fakt, że  część jego prochów jego dzieci pochowały na cmentarzu w Paryżu obok grobu Szopena. Taka była wola Luciano. Chciał być połączonym z krajem przodków.

Magdalena: Zadawałam sobie to samo pytanie o korzenie Kulczewskiego, przeglądając niektóre dokumenty i akta. Na przykład w dokumencie potwierdzającym zapisanie się Luciano do Instituto Nacional w Chile, jako pełnomocnicy figurują jego rodzice, a jego tata wpisaną ma francuską narodowość. W innym dokumencie natomiast widnieje, że ojciec Luciano urodził się w Algierii, bo był wtedy w szeregach Francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Czy ojciec Luciano znał Polaków i miał związek z Polską nie wiem, ale mogę zapewnić, że jego dziadek Antoine tak, bo znalazałam na to ciekawy dowód. Rodzina Luciano, a dokładnie jego syn, Jaime Kulczewski, przekazał swego czasu darowiznę rzeczy, dokumentów i książek, które należały do architekta. W owych zbiorach znalazł się również dokument dotyczący nabycia przez ich dziadka obywatelstwa chilijskiego, w którym zresztą jego nazwisko napisane jest przez „y” – Kulczewsky. W rubryce, która mówi o narodowości ojca Luciano widnieje „Polak”. I jest to legalny, oficjalny dokument! Według mnie jest to niezbity dowód na to, że ojciec Luciano niezaprzeczalnie miał związek z Polską, bo nie można przecież wpisać sobie kraju ot tak, bez powodu. Chciałam zbadać temat nieco bardziej i któregoś dnia zapytałam córkę Luciano, Mireyę, o to, czy jej ojciec mówił kiedyś o Polsce. Odparła od razu z entuzjazmem: „Tak! Oczywiście! On bardzo chciał pojechać do Polski, ale przez wojnę w Europie niestety nie mógł”.

Magdaleno, wiem, że przeglądałaś inne ciekawe dokumenty związane z rodziną Luciano, a mianowicie maile, które napisał najbliższy wnuk Kulczewskiego, Jaime Larraín Kulczewski. Wspomina w nich o swoim dziadku. Jest też mowa o Polsce?

Magdalena: To maile, które Jaime napisał między 2011 a 2013 rokiem do Juana Carlosa Silvy, będącego w tym czasie dyrektorem organizacji kulturalnej „Lastarria Mistral”, autora projektu „Kulczewski 360” i wielu innych z nim związanych. W owych mailach jest fragment, w którym Jaime pisze: „i oczywiście, jak każdy szanujący się potomek Polaka, dziadek uwielbiał Szopena”. Tak więc istnieje tutaj owa mikstura korzeni i krajów, związana z ówczesną sytuacją Europy.

Kasia: No właśnie, musimy pamiętać, że w czasie kiedy urodził się Luciano, w 1896 roku, Polska nie istniała na mapie świata. Niemożliwym było więc wpisanie w legalnym dokumencie Polski jako miejsca urodzenia czy posiadanej narodowości. Myślę, że cała ta zagadka co do narodowści Luciano Kulczewskiego może być po prostu skutkiem zamieszania geopolitycznego w ówczesnej Europie.

Magdo, wróćmy jeszcze na chwilę do maili pisanych przez wnuka Luciano. Czy jest w nich coś jeszcze a propos życia rodzinnego Luciano? Może Jaime wspominał jakim był dziadkiem czy ojcem?

Magdalena: Pamiętam kilka ciekawych fragmentów i refleksji, dotyczących życia rodzinnego. Jaimego wspomina tam na przykład spacery z dziadkiem i wspólne podróże na wieś. Wspomina też momenty, kiedy odwiedzał go w jego mieszkaniu. Jaime pisze, że Luciano miał małą, zabawkową kolejkę, którą lubił wyciągać i rozkładać na podłodze. Bawili się nią wielokrotnie. Z punktu widzenia architekta, skłonność do żartu i zabawy Luciano jest bardzo znacząca, bo widać ją również w jego architekturze. Na przykład na stacji kolejki linowej, którą zbudował u podnóża wzgórza San Cristóbal pojawiają się twarze, które pokazują język, mówiąc niejako „Och, jakie to wszystko ciężkie”. Luciano lubił więc gry i zabawy. W mailach Jaime wspomina także, że jego dziadek był łasuchem, uwielbiał chilijskie słodycze. Są też inne ciekawe wspomnienia, związane z tym, jak Luciano postrzegał Santiago i jak chciał przekazać wnukowi sposób obserwowania miasta, pewną wrażliwość. Mówił, że ludzie patrzą tylko na horyzont, przed siebie, a należy patrzeć do góry, odkrywać gzymsy i dachy, mieć oczy szeroko otwarte. 

Krzysztof: Poznałem Jaime Kulczewskiego w Madrycie. Pojechałem tam specjalnie dla niego i było to poruszające spotkanie, zarówno dla mnie, jak i dla niego, bo przybyłem z Chile. Jaime był mężczyzną odnoszącym sukcesy w świecie filmu i dokumentu telewizyjnego. Zmarł niedawno, trzy lata temu. Zaprosił mnie do swojego domu i pośród wielu tematów rozmawialiśmy też o charakterze Luciano. Jaime powiedział mi, że jego dziadek był zafascynowany historią, bardzo dużo czytał. Bez wątpienia więc znał również historię Polski i na pewno Powstania Listopadowego z 1830 roku, kiedy to dziadek Luciano nie tylko stracił swój majątek, ale musiał też opuścić Polskę, wyjechać do Francji, a potem do Afryki, bo właśnie tam często trafiali Polacy w tamtych czasach. Bez pomocy i oszczędności, jakie mieli wielcy polscy twórcy jak choćby poeci Adam Mickiewicz czy Juliusz Słowacki, Polacy zwykle lądowali w Marsylii albo w szeregach Legii Cudzoziemskiej. Jestem więc pewny, że Luciano znał tę część historii świata i tę część życiorysu swojego dziadka. Dlatego też nie przestawał, krok po kroku, odkrywać swoich polskich korzeni.

Magdalena: Dla mnie decydujące w tym wszystkim jest to, że kiedy chciał wyjechać w „podróż do swoich korzeni” chciał pojechać do Polski.

Czy Jaime, wnuk Luciano, odwiedził kiedyś Polskę? Albo ktokolwiek z chilijskiej rodziny Kulczewskiego?

Magdalena: Tak, Jaime był tam dwa razy. Córka Luciano, Mireya, też. Pojechała do Polski ze swoją córką. Jestem zatem pewna, że jego rodzinę interesowała i interesuje owa polska część historii rodziny Luciano.

plano-original-lkFoto dzięki uprzejmości La Arquitectura de L. K. (Fernando Riquelme)

Fasada Colegio de Arquitevtos de Chile  (foto dzięki uprzejmości  Archivo Arquitectura Chilena FAU UCH)

Zapytałam was wcześniej o jedno słowo określające wyjątkowy styl Kulczewskiego. Mi na myśl przychodzi kreatywność. Kreatwywność, której w mojej opinii brakuje dzisiejszemu Santiago. Nie ma dla niej miejsca w stolicy?

Kasia: Myślę, że jest, bo każdy projekt jest wyzwaniem. Tak jak w przypadku domu Kulczewskiego i tak trudnego terenu, na którym go zbudowano, również dzisiaj praca architektów opiera się na serii wyliczeń matematycznych, którym musimy stawić czoła każdego dnia. Kreatwyność więc zwycięża, bo musisz zastosować pewne sztuczki, żeby całość wyglądała ładnie, żeby była funkcjonalna i żeby spełniała wszelkie normy.

Magdalena: W Santiago istnieje indywidualizm, mój projekt staje na tym terenie i tych metrach kwadratowych i nie obchodzi mnie już co powstaje za miedzą. Nie ma tego szerszego, jednoczącego spojrzenia, które opiera się na rozpoznaniu okolicy, gdzie stanie mój projekt i zrobienia czegoś, wzbogacającego to miejsce. Tak jak robił to Kulczewski.

“Mieszkamy w najbrzydszym mieście świata i jedynymi winnimi są architekci” – powiedział kiedyś sam Kulczewski. Zmieniłby opinię widząc dzisiejsze Santiago?

Magdalena: Generalnie Chilijczycy są dość klasyczni, nie lubią zwracać na siebie uwagi, nie lubią jaskrawych kolorów, nawet jeśli chodzi o ubranie. Myślę, że to temat na poziomie narodowym. (śmiech)

Kasia: Myślę, że nie ma jednej architektury, jest ich kilka i zmieniają się w zależności od dzielnicy. Jest wiele miejsc w dzielnicy Vitacura, Las Condes czy Providencia, gdzie człowiek czuje miejskość, która traci się w innych miejscach stolicy. To jak postrzegamy architekturę Santiago różni się więc w zależności o jakiej dzielnicy mówimy. Na przykład rytm życia w centrum jest szybki, w biegu, więc nie idziesz tam raczej na spacer. Rytm życia w dzielnicy Vitacura jest już inny, bardziej miejski, choć nieco jak na peryferiach. Różnica między tutejszym stylem dzielnic jest też tematem związanym z ekonomią. Tak jak w Chinach, gdzie jest mnóśtwo małych budynków z mieszkaniami o niezwykle ograniczonym metrażu, dzieje się tak po prostu przez koszty. Pracuję obecnie z jedną z dużych firm nieruchomości i właściwie każdego dnia walczę o wybranie ładniejszej albo bardziej funkcjonalnej rzeczy, ale zawsze spotykam się z argumentem związanym z kosztami i ceną metra kwadratowego. To nas niestety definiuje i jest to ważny czynnik. Nie wiem czy kreatywność w tym wszystkim jednak przegrywa, bo my, architekci, zawsze jednak walczymy o ostateczny efekt ładnej fasady i ładnego projektu.

Magdalena: Z cytatu, który przytoczyłaś, Moniko, rozumiem, że przez ostatnie lata życia Luciano był rozczarowany tym, co działo się z architekturą Santiago. Dla niego niezwykle ważne było docenienie i wykorzystanie geograficznego położenia Santiago, a wszystko to co zaczęło się budować w tamtym czasie odrzucało ten czynnik. Dzisiaj temat kosztów jest realną wytyczną nie tylko w achitekturze, ale również w sprawach socjalnych czy kulturalnych i nie tylko w Chile, ale w wielu innych miejscach świata. Niemniej jednak w Chile ważność aspektu finansowego góruje nad pozostałymi i brak tutaj balansu. Chciałabym, żeby się pojawił.

Budynek „Gargulec” przy ulicy Merced 84 (źródło: max-a.cl)

W którą stronę skręca obecnie chilijska architektura?

Kasia: Rynek przesycił się małymi mieszkankami, które mają tylko salon i jedną sypialnię. W takim zresztą mieszkam ja. Rośnie zapotrzebowanie na większe metraże. Właśnie teraz projektuję budynek w dzielnicy Ñuñoa, gdzie mieszkania mają, wyciągając średnią, około 100 metrów kwadratowych, tak więc można zmieścić tam coś więcej niż łóżko. Widzę tę zmianę jako dobrą tendencję. Poza tym prestiżową architektoniczną nagrodę Pritzker zdobył Chilijczyk, więc komentuje się obecnie chilijską architekturę. Szczególnie domy na wybrzeżach kraju zbierają bardzo dobre recenzje, są rozpoznawalne i doceniane w świecie architektury. Tak więc Santiago może i jest szare, ale generalnie chilijska architektura skręca w dobrą stronę.

Magdalena: Wygląda na to, że jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, jak powinniśmy żyć i mieszkać. Ostatecznie nie są to tylko miejsca czysto użytkowe i do spania, ale człowiek musi w nich żyć i muszą spełniać pewne warunki.

Co powiedziałby Kulczewski o dzisiejszym Santiago? Znalazłby tutaj dla siebie miejsce?

Magdalena: Z jednej strony myślę, że byłby bardzo zadowolony jak bardzo docenia się znaczenie tego, co stworzył na wzgórzu San Cristóbal. Miał do tego projektu szczególny sentyment, jako że był i jest miejscem rodzinnym. To ponowne zwrócenie się ku naturze i temu, co istniało wcześniej w Santiago mogłoby być dla niego ciekawe i pozytywne. Po stronie negatywnej stoi jednak to indywidualne spojrzenie architektów, o którym wspominaliśmy i niewielka solidarność w tym, by zachować pewną harmonię. Myślę, że Kulczewski bardzo by żałował, że zniszczono kilka cennych budowli. W jednym z maili jego wnuka, Jaime mówi, że Luciano nie mógł zrozumieć jak dopuszczono do zniszczenia budynku Isntituto Nacional, gdzie studiował. Poza tym, że był kolonialny, miał też duże znaczenie w mieście. Jaime pisał, że bardzo to Luciano zmartwiło.

Krzysztof: Myślę, że Luciano pojawiłby się na moment, a potem jak najszybciej wrócił do siebie!

Gdzie? Do Francji czy Polski? (śmiech)

Krzysztof: Mogłaby to by być Polska, oczywiście! (śmiech) Nie chciałbym na koniec naszej rozmowy wprowadzić smutnego tonu, ale w ostatnich latach swojego życia Luciano był chory. Miał pewien typ raka i niestety myślę, że jego choroba spowodowana była tym, że widział upadające Santiago. Santiago z chaosem, ze smogiem, który w tym czasie był prawdopodobnie dwa razy większy niż teraz, z hałasem, z autami, które stały się królami miasta. Tworzymy i podążamy ścieżką destrukcji wartości ludzkiej, którą powinno mieć miasto. Martwimy się jak pomieścić miliony aut, a nie miliony ludzi. Tak na prawdę nie obchodzi nas dziedzictwo, które było dla niego takie ważne. Był mistrzem w grze przeróżnych styli, i mistrzem w każdym z tych styli. A to co możemy teraz obserwować w Santiago to kierunek zatracenia bogactwa stylistycznego. Wciąż znikają budynki dziedzictwa kulturowego.

Magdalena: Zamyśliłam się nad tym co powiedziałaś, o ponownym narodzeniu się Luciano tu i teraz. Biorąc pod uwagę jak bardzo rozwijał się w swoich dziełach i co nimi reprezentował, ponadto to co mówił i co pisał, myślę, że poszukałby nowej formy i byłby bardzo żądny przywrócenia miastu charakteru.

Kasia: Myślę, że potraktowałby to jako wyzwanie. Istnieją obecnie ciekawe inicjatywy, od Dnia Dziedzictwa Narodowego po aplikacje na telefony typu “Bauhaus w Santiago”, bardzo specjalistyczne jak na aplikacje w komórce. Jest więcej rowerzystów, więcej ścieżek rowerowych, ludzie coraz więcej czasu spędzają w parkach, wychodzą na świeże powietrze. Myślę, że uszczęśliwiłoby to Kulczewskiego, skoro jego ulubionym projektem był ten na wzgórzu San Cristóbal. Jeśli był tak optymistyczny, nie zamartwiłaby się, ale znalazłby swoją niszę i potraktowałby ją jako nowe wyzwanie.


***

Luciano Kulczewski García – chilijski architekt o polskich korzeniach, urodzony w 1896 roku w Temuco w Chile. Syn fransukiego inżyniera i wnuk polskiego inżyniera budowonictwa, członka Francuskiej Legii Cudzoziemskiej, biorącej udział w kampanii w Algerii w 1831 r. Uczył się w chilijskim Instituto Nacional, by potem studiować na Wydziale Architektury Universidad de Chile. Jego budynki charakteryzują się eklektycznym stylem, w którym odnazleźć można elementy Neogotyku, Baroku, Art Nouveau i Art Déco, jak również ślady Modernizmu. Znany jest z oryginalnych projektów i charakterystycznych wykończeń i detali. Do dziś jego dzieła są niezwykle cenione, większość jego budynków uznaje się za dziedzictwo kulturowe Chile. Kulczewski zmarł w Santiago w 1972 r. Zgodnie z jego wolą część jego prochów złożonych została na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu, a część na wzgórzu San Cristóbal w Santiago.

 

  O Luciano rozmawiali:

KATARZYNA SIERSZEŃSKA– polska architekt, mieszka w Santiago. Ukonczyła Wydział Architektury w Polsce i Niemczech, w Chile dodatkowo ukończyła studia dyplomowe z budownictwa ekologicznego na Universidad de Chile. Pracowała w wielu krajach na całym świecie, między innymi w Chinach i Niemczech, co dało jej szerokie spojrzenie na tendencje w architekturze śródziemnomorskiej, centroeuropejskiej, azjatyckiej i amerykańskiej. Prywatnie jest osobą otwartą i ciekawą świata, delektującą się od czasu do czasu dobrym winem i książką.

MARÍA MAGDALENA BARROS CASTELBLANCO – chilijska architekt Universidad de Chile, członkini Komitetu Dziedzictwa zrzeszonego przy Colegio de Arquitectos de Chile. Jej zainteresowanie dziełami Kulczewskiego zaczęło się od fascynacji budynkiem zwanym „Gargulec“. Obecnie stoi na czele projektu Fondart, grupy specjalistów pracujących nad tym, by budynek Piscina Escolar zaprojektowany przez Kulczewskiego uznany był za pomnik narodowy. W projekcie uczestniczy też Krzysztof Dąbrowski.

KRZYSZTOF DĄBROWSKI – polski architekt, mieszka w Santiago i uczy architektury na Universidad UCINF. Rozpoczął studia architektowniczne na Politechnice Warszawskiej i skończył je na Univerity of Illinois. Przez prawie ćwierć wieku z powodzeniem prowadził studio architektoniczne w Chicago w USA. W 2008 r. w Santiago założył Instituto Varsovienne, gdzie w wolnych chwilach pracuje nad uznaniem dla dziedzictwa Luciano Kulczewskiego i stworzeniem Muzeum Ignacego Domeyki. Obecnie pracuje też z Magdaleną Barros nad uznaniem za pomnik narodowy budynku Piscina Escolar Kulczewskiego.

 

Wywiad w nieco krótszej wersji ukazał się w Biuletynie Ambasady RP w Chile (XI 2016).

 

Chilijskie społeczeństwo – statystyki i dane (stan 2017 r.)

By | Chile, Chile - Ciekawostki, Chile - warto wiedzieć | 17 komentarzy

Czy w Chile jest więcej kobiet czy mężczyzn? Ile żyje tu stulatków? Ile wynosi średnia płaca krajowa, a ile przeciętna emerytura? W jakim wieku Chilijczycy stają na ślubnym kobiercu i czy chętnie? W dzisiejszym wpisie trochę danych dotyczących chilijskiego społeczeństwa, demografii, ekonomii i płac. To post nie w moim stylu, bo nieco encyklopedyczny, ale coraz częściej pytacie mnie w mailach o to, ile się tutaj zarabia, jak się żyje, ile pieniędzy potrzeba na miesiąc w Santiago itd. Dlatego właśnie powstał. Niech będzie dla was baza w researchu.

W poniższym poście opieram się głównie na danych zebranych podczas dwóch ostatnich spisów ludności w Chile (Censo 2012 i poprawce do niego, czyli Censo 2017), a także na danych Instituto Nacional de Estatística (INE), w wolnym tłumaczeniu Narodowego Instytutu Statystyk. Kilka dni temu natrafiłam również na artykuł Matiasa Godoy, który posłużył mi jako ostateczna motywacja i źródło kolejnych, aktualnych danych. Posprawdzałam je, poszerzyłam o kolejne i tak powstał wpis, który wielu z wam może posłużyć jako baza do dalszych pytań i poszukiwań. Zwłaszcza jeśli myślicie o przeprowadce tutaj, czy też po prostu interesujecie się Chile zwanym często „najbardziej stabilnym krajem Ameryki Południowej”.

LUDNOŚĆ

Według ostatniego spisu ludności z 2017 roku Chile ma 17.574.003 mieszkańców, z czego 51,1 % to kobiety, a 48,9% mężczyźni.

40,5 % społeczeństwa zajmuje Region Metropolitana, czyli ten gdzie mieści się stolica, Santiago. Mieszka tam aż 7.112.808 osób. Takie skupienie ludności w stolicy i okolicach jest bardzo charakterystyczne dla Ameryki Południowej. Inne najbardziej zamieszkane regiony kraju to Bío Bío (2.037.414 osób) i Valparaíso (1.815.902 osób). Najmniejsze zaludnienie jest w regionie Magallanes (166.533) i Arica y Parinacota (226.068).

Spis potwierdził też fakt, że chilijskie społeczeństwo coraz bardziej się starzeje. Obecnie 11,4% to ludzie starsi. W 2002 roku było to 8,1%, a 10 lat wcześniej tylko 6,6%. Ostatni spis ludności wykazał, że obecnie w Chile żyje 4.770 osób, które mają ponad 100 lat, z czego aż 3.171 to kobiety.

EMIGRACJA

Według danych INE obejmujących lata 2016-2017 poza granicami kraju żyje 1.037.346 Chilijczyków, z czego 570.703 osoby urodziły się w Chile, a  466.643 to osoby urodzone już za granicą (mają chilijskiego ojca lub matkę).

Najwięcej Chilijczyków żyje w sąsiedniej Argentynie, 570.703 osób. Na kolejnych miejscach wybieranych krajów jest USA, Hiszpania, Szwecja, Kanada, Australia, Brazylia, Wenezuela, Francja i Niemcy.

Tendencia emigracyjna jest wzrostowa. W 2003-2004 r. poza Chile żyło 857.781 Chilijczyków.

NIERÓWNOŚĆ NA RYNKU PRACY

Szacuje się, że w Chile pracuje 8.409.660 osób, a 600.380 to bezrobotni, czyli 6,7 % z tych, którzy są zdolni do pracy.

Chile nosi niechlubny tytuł jednego z najbardziej nierównych klasowo krajów świata. Według ostatnich danych Ministerstwa Rozwoju 10% najbogatszych Chilijczyków zarabia 27,2 razy więcej niż 10% najbiedniejszych. Poza tym, do 20% społeczeństwa trafia 48% dochodów całego kraju. 

ZAROBKI

Średnie wynagrodzenie w Chile wynosi obecnie $517.540 ($ to znak chilijskiego peso), niemniej jednak połowa pracujących Chilijczyków otrzymuje nie więcej niż $350.000. Jedynie 10% z nich dosięga zarobków wyższych niż  $1.000.000. (patrz punkt poprzedni)

Jeśli chodzi o równouprawnienie w pracy jest tutaj jeszcze sporo do zrobienia. W Chile mężczyźni zarabiają średnio $601.311, kobiety za to $410.486, czyli o  1/3 mniej. 

Jak to zwykle bywa, czynnikiem mającym ogromny wpływ na wysokość zarobków jest skończenie studiów. Ci, którzy mają w kieszeni tytuł magistra zgarniają 2,5 raza więcej od tych z wykształceniem średnim. W Chile jest to o tyle istotne, że do niedawna edukacja wyższa była całkowicie płatna, zarówno prywatna jak i publiczna, ale powoli się to zmienia. Pisałam o tym tutaj.

BIEDA

Według ostatnich danych 11,7 % społeczeństwa żyje w biedzie, a czego 3,5 % w skrajnej. Statystyki  te biorą pod uwagę jedynie dochody. W rzeczywistości, dołączając również inne czynniki jak  wykształcenie, zdrowie czy warunki mieszkalne procent ten wzrasta aż do 20,9%. 

CENY I KOSZTY ŻYCIA

Chile to coraz droższy kraj. W ostatnich 4 latach koszt jedzenia podniósł się o 21,4%, a zdrowia o 20,5 %. Coraz drożej jest też studiować, konkretnie o 21,2 %. Spada za to cena ubrań i butów. Biorąc pod uwagę ten sam okres czasu płacimy za nie o 14,6 % mniej. Od siebie dodam, że ubrania i buty są w Chile moim zdaniem słabej jakości (zwłaszcza ubrania kobiece) i dość nieatrakcyjne (zwłaszcza buty!), więc ma to dla mnie jak najbardziej sens.

Santiago to drogie miasto, droższe od Warszawy. Żeby utrzymać się tutaj na spokojnie, tzn. opłacić wynajem podstawowego mieszkania (jednopokojowego, czyli salon i jedna sypialnia), rachunki, podstawowe jedzenie, transport i kilkakrotne wyjście „na miasto” bez strachu, że zabraknie nam do pierwszego potrzebujemy zarobić minimum $700.000-800.000. Przypominam tutaj, że średnie wynagrodzenie w Chile wynosi obecnie $517.540.

Mam w planach post o kosztach życia w stolicy z rozbiciem na poszczególne wydatki.

EMERYTURY

Obecny wiek emerytalny na mężczyzn w Chile to 65 lat, a dla kobiet 60. W kraju wypłaca się 1.276.228 emerytur i różnego rodzaju rent miesięcznie.

Niestety, aktualne emerytury w Chile są głodowe. Średnia krajowa wynosi $198.948, a żeby tego było mało, aż 1 na 10 emerytów dostaje tylko $145.948. Jest to skutek reformy systemu, przeprowadzonej w 1980r. za czasów dyktatury Pinocheta, kiedy to publiczny system zastąpiono prywatnymi AFP (skrót od Administradoras de Fondos de Pensiones). Dopiero niedawno Chilijczycy, których dotknęła ta zmiana osiągneli wiek emerytalny i widać jak to wygląda w praktyce. Dlatego też kraj zalewa powoli fala protestów, również ludzi młodych, którzy nie chcą podzielić losy swoich rodziców czy dziadków. (Pisałam o tym nieco tutaj).

Obecny system emerytalny zaprojektował José Piñera, ekonomista, były minister pracy podczas rządów juty wojskowej, brat obecnego prezydenta Chile, Sebastiana Piñery. Od siebie dodam, że Polska powinna rzucić okiem na tutejszą sytuację, gdyż nasz system wzorowany był na chilijskim i maczał w nim palce jako doradca sam J. Piñera.

DŁUGI

Chilijczycy kupują na raty, na potęgę. W kraju znajduje się aż 13.006.411 kart kredytowych, a liczba  zadłużonych sięga 10.947.540 osób, czyli 62,2% ludności. 4, 3 miliona ma kredyty konsumenckie, 5,3 miliona mieszkaniowe, a 631.228 związane z kosztami edukacji.

ZDROWIE

13.926.475 Chilijczyków korzysta z publicznego systemu zdrowia, zwanego w Chile FONASA (Fondo Nacional de Salud). Jedynie 3.393.805 wybiera (czy też może pozwolić sobie) na prywatny sektor, tzw. Isapres.

PRZESTĘPCZOŚĆ

Według ostatnich statystyk 3 na 10 osób w Chile zadeklarowało, że było ofiara kradzieży czy napaści w przeciągu 2016 r.

PRZYROST NATURALNY

Na koniec zrobię wyjątek i wezmę pod uwagę statystyki INE z 2014-2015 roku, bo te są ostatnimi opublikowanymi na temat przyrostu naturalnego i małżeństw w Chile. Według nich w 2014 r. dziennie rodziło się 688 Chilijczyków, a umierało 279. W 2015 roku na świat przyszło jednak 6.327 dzieci mniej, umarło za to o 1,3% więcej Chilijczyków. 

W tym samym roku Instytut poinformował, że na jedną kobietę przypada 1,79 dziecka (jak dziwnie to brzmi, prawda?) co jest tendencją wzrostową, ale wciąż niewystarczającą. Najwięcej kobiet rodzi w wieku między 30 a 34 lata (23,8 % porodów). Szacuje się, że statystyki podwyższać będa cudzoziemki, coraz liczniej przybywające do Chile. W 2014 roku 1 na 32 dzieci rodziło się z matki, która nie była Chilijką, a rok później już 1 na 22. 

W 2014 roku zarejestrowano 64.868 nowych małżeństw w Chile, co było delikatnym wzrostem w statystykach. Wzrósł też wiek osób, decydujących się na ślub, do 31,1 w przypadku mężczyzn i 29,7 w przypadku kobiet. Natomiast w 2015 roku nastąpił spadek małżeństw o 4,8% (169 na dzień) i dalszy wzrost wieku państwa młodych (w przypadku mężczyzn do 36).

 

Niektóre źródła:

http://www.censo2017.cl

http://www.ine.cl

http://estudios.anda.cl/recursos/censo_2012.pdf

http://www.cooperativa.cl/noticias/pais/poblacion/censos/resultados-definitivos-del-censo-2017-en-chile-viven-17-574-003-personas/2017-12-22/102222.html

http://www.cooperativa.cl/noticias/pais/relaciones-exteriores/chilenos-en-el-exterior/ine-mas-de-un-millon-de-chilenos-vive-en-el-exterior/2018-01-10/173109.html

http://www.ine.cl/prensa/detalle-prensa/2017/12/22/primeros-resultados-definitivos-del-censo-2017-un-total-de-17.574.003-personas-fueron-efectivamente-censadas

http://www.ine.cl/prensa/detalle-prensa/2017/10/25/nuevo-micrositio-del-ine-muestra-los-nacimientos-matrimonios-y-defunciones-del-pa%C3%ADs-representados-en-mapas-geográficos

http://www.ine.cl/prensa/detalle-prensa/2017/08/25/nacimientos-en-chile-disminuyeron-2-5-entre-2014-y-2015

http://www.t13.cl/noticia/nacional/nacimientos-y-matrimonios-chile-se-redujeron-2014-y-2015

 

Więcej o chilijskim społeczeńswtwie znajdziesz na blogu tutaj: CHILE- Tradycja i obyczaje

Oscar dla Chile! „Una Mujer Fantástica”

By | Chile - Film i dokument, Chile - KULTURA | 2 komentarze

Chilijski film „Una Mujer Fantástica” zdobył wczorajszej nocy Oscara dla najlepszego zagranicznego filmu 2018! To druga w historii statuetka dla Chile po tym jak w 2016 roku nagrodzono krótkometraż „Historia de un Oso” Gabriela Osorio.

Film, który porusza temat dyskryminacji transseksualistów w dzisiejszym społeczeństwie, zdobył już m.in. Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale za scenariusz. Otrzymał też nagrodę Goya jako najlepszy film Iberoameryki. Na wielu festiwalach zbiera owacje na stojąco, miał więc na swoich barkach sporą dawkę nadziei podczas Oscarowej nocy. Podsycał ją fakt, że główna aktorka filmu, Daniela Vega, jako pierwsza aktorka transgender w historii ceremonii zaproszona została do czynnego uczestnictwa w gali, a mianowicie zapowiedzenia jednej z piosenek nominowanych do Oscara, „Mistery of Love” z filmu „Call me by your name”. „Chcę zaprosić was, abyście otworzyli swoje serca i uczucia i żebyście poczuli rzeczywistość. Możecie?” – powiedziała Vega zapowiadając utwór Sufjana Stevensa. 

foto:latercera.com

Nie chcę wam za wiele zdradzać z fabuły filmu. Powiem tylko tyle, że opowiada historię Mariny (w tej roki Vega), która wraz ze śmiercią swojego wieloletniego partnera (Orlando grany przez Fransico Reyes) musi stawić czoła nie tylko okresowi żałoby i zamknięcia pewnego cyklu, ale również nietolerancji i nieakceptacji ze strony rodziny Orlando. Przede wszystkim jednak boryka się z odrzuceniem przez społeczeństwo i byciem ignorowaną przez urzędy i prawo, wyraźnie niegotowych na obecność osób transgender nie tylko na marginesie społeczeństwa, ale jako matki, żony czy partnerzy. 

„My, osoby transgender, jesteśmy na marginesie. Proces zmiany płci jest pełen cierpienia i ten ból nas umacnia” – powiedziała Vega w wywiadzie dla dziennika „El Pais”, odwołując się do własnego doświadczenia. Daniela, która urodziła się jako mężczyzna, już w wieku 14 lat rozpoczęła swoją przemianę. Dzisiaj często i chętnie opowiada w mediach o problemach, poruszanych w filmie, będąc niezwykle zdecydowaną i wiarygodną w tym co mówi. Obecnie pracuję nad książką i dwoma nowymi filmami. Pojawi się też w sztuce jednego z teatrów w Santiago.

Polecam „La Mujer Fantástica”. Mnie film w reżyserii Sebastiana Lelio pozytywnie zaskoczył. (Polecam też jego porzedni film, „Gloria”). Zwłaszcza Daniela Vega, która pojawiła się na ekranie dopiero po raz drugi w życiu! Powiem szczerze, że przed obejrzeniem filmu świadomie niewiele o nim czytałam. Nie znałam więc Danieli ani jej historii. Po wyjściu z kina to to czy główna postać grana jest przed kobietę czy mężczyznę musiałam sprawdzić w obsadzie. Wy już wiecie, ale myślę, że docenicie inne walory tej opowieści.

Zostawiam wam trailer do filmu (po angielsku), historyczny dla chilijskiej kinematografii moment wręczenia Oscara oraz link do całego filmy na YouTube! Niestety tylko w wersji oryginalnej, hiszpańskiej. Jestem jednak pewna, że po oscarowym sukcesie niebawem pojawią się i takie z napisami po angielsku. 

TRAILER PO ANGIELSKU:

MOMENT PRZYZNANIA OSCARA:

CAŁY FILM :

Więcej o kinie chilijskim znajdziesz na blogu w kategorii Chile – Film i Dokument.

Boże Narodzenie w Chile – Tresvodka w Radio Zet Chilli [AUDIO]

By | Chile, Chile - Tradycje i Obyczaje, Tresvodka&media | No Comments

Zeszłoroczne Boże Narodzenie spędzałam w Polsce. To właśnie wtedy Martyna Wojciechowska z Radia Zet Chilli zaprosiła mnie do studia, bym poopowiadała trochę o chilijskich świętach. Podrzucam wam audio tej audycji, które na szybko zmontowałam w jedną całość. Jeśli macie 16 minut, może akurat kroicie coś w kuchni czy jedziecie autobusem, będzie mi miło wam potowarzyszyć. 

Kilka dni temu opublikowałam wpis na ten temat chilijskich świąt, o tutaj,  ale dziś mam dla was audio, gdzie gadam, gadam i gadam 🙂 Coś dla leniwych, bo nie trzeba nawet oglądać, wystarczy posłuchać 🙂 Dajcie znać w komentarzach czy coś was zaskoczyło i czy mielibyście ochotę na takie święta.

 

Może Cię też zainteresować:

Noworoczne tradycje Chilijczyków

Boże Narodzenie w Chile – inaczej niż w Polsce?

 

Boże Narodzenie w Chile

Boże Narodzenie w Chile – inaczej niż w Polsce?

By | Chile, Chile - Tradycje i Obyczaje, Tresvodka&media | One Comment

Czy chilijskie obchody Bożego Narodzenia są całkiem inne niż w Polsce? A może jednak trochę podobne? Choćby ze względu na dłuższą historię katolicyzmu w kraju nad Wisłą polska tradycja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona w kulturze, a bożonarodzeniowe zwyczaje zdaja się być dopieszczone w każdym calu. Nie znaczy to jednak, że w przypadku Chile nie ma o czym mówić. Chilijczycy świętują narodzenie Chrystusa, a ich „małpi ogon” (czytajcie dalej o chodzi!) chętnie włączam teraz do tradycji rodzinnej w Polsce. Spędziłam już kilka świąt w Ameryce Południowej, zdobyłam się więc na małe porównanie zwyczajów po dwóch stronach oceanu. Jak myślicie, które wolę?

 

ZA OKNEM: Polska zamarza, Chile się topi

Polskie Boże Narodzenie jest w zimie. Zwykle pada śnieg, jest biało, zimno i mroźnie. Mikołaj w kożuchu i czapie ma więc sens. Choinka ocieplająca dom i atmosferę ma sens. Piosenki o zimie i rzucaniu się śnieżkami mają sens. A w Chile? Tutaj Boże Narodzenie przypada na początek lata. Jest ponad 30 stopni, z nieba leje się żar, więc klapki i krótkie spodenki to jak najbardziej zrozumiały wybór stroju, a najlepszym miejscem na świąteczny obiad byłaby plaża, ewentualnie basen w ogródku. Dzieci właśnie rozpoczęły wakacje, dni są długie, a wieczory gorące. Panuje więc zupełnie inna atmosfera, święta mają inna aurę – pachnącą arbuzem i wakacjami, a nie rozgrzewająca zupą i piernikami. Nie ma w tym nic złego, bo inaczej w końcu nie znaczy gorzej. Tak jak Polakom trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie w lecie, tak Chilijczykom nie sposób wyobrazić sobie świąt w poważnie minusowej temperaturze. W przypadku Chile jednak Mikołaj w japonkach i hawajskiej koszuli wpasowałby się nieco bardziej w klimat niż starszy pan w kożuchu. No ale Mikołaj jest tylko jeden 🙂

NA STOLE: Karp kontra indyk

Największym zaskoczeniem chilijskiej Wigili może być świąteczne menu. Polska jest w tej kwestii bardzo tradycyja i dosyć restrykcyjna – jest 12 określonych, wigilijnych potraw z karpiem w roli głównej, bo Wigilia ma być przede wszytkim bezmięsna. W Chile za to jako najbardziej odświętne danie podawany jest indyk. Jako że pogoda sprzyja grillowaniu w ogródku, w bożonarodzeniowe dni w powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa. Na chilijskim wigilijnym stole znajdują się też inne potrawy, głównie sałatki, ryż i ziemniaki, ale nie są to specjalne dania przygotowane tylko w ten jeden dzień w roku jak w Polsce. Są to po prostu ulubione potrawy danej rodziny, podawane tym razem w wersji nieco bardziej wykwintnej. Chilijczycy stawiają bardziej na dekorację stołu. Gospodynie wyciągają najlepsze, odświętne zastawy, najcenniejsze sztućce i najpiękniejsze kieliszki. Jednakże na moje opowieści o dodatkowym nakryciu dla nieznanego przybysza, sianie pod obrusem i pierwszej gwiazdce, która daje znak, żeby zasiąść do wigilijnej kolacji Chilijczycy otwierają szeroko buzię z niedowierzaniem, a czasem i podziwem dla takich detali.

 

NA DESER: „Pan de Pascua” jak polski piernik

Choć polskie menu wigilijne zdecydowanie wygrywa w kategorii „odświętnie”, i chilijskie ma swoją małą tradycję, mianowicie „pan de pascua”. Nazwa sugeruje, że to chleb („pan”), ale to rodzaj słodkiego ciasta, dosyć podobnego do naszego piernika. Podobieństwo nie jest zresztą aż tak dziwne, bo pan de pascua przywędrował do Chile z Niemiec. W składzie ma miód, imbir i rodzynki, często też orzechy i migdały. Czasem dodaje się też pomarańczę, wiśnie i śliwki, a rodzynki zanurza w koniaku. Choć „pan de pascua” jest zgodnie z nazwą daniem na święta, można go kupić właściwie przez cały rok w każdym większym supermarkecie. To wspaniale, bo jest pyszny!

Boże Narodzenie w Chile

foto:enmicocinahoy.com

NA POPICIE: Małpi ogon kontra kompot

„Cola de mono”, czyli małpi ogon, to mój osobisty hit chilijskich świąt. Kawowy likier przygotowany jest specjalnie na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Poza czystymi procentami („aguardiente”), kawą i mlekiem ma też w składzie m.in. cynamon, goździki i skórkę z pomarańczy. Jest pyszny, zwłaszcza w wersji domowej. Nie jest trudny do przygotowania, tym sposobem tradycja „cola de mono” dotarła już do mojej rodziny w Polsce i dobrze się przyjęła! Likier to moim zdaniem najbardziej świąteczna część chilijskiego menu, bo choć „cola de mono” widnieje w menu restauracji przez cały rok, raczej się go nie pije poza grudniem. Świadczy o tym zdziwiona mina kelnera, a potem dwukrotne potwierdzenie wyboru za każdym razem jak zamawiam go w ciągu roku 🙂 A skąd ta osobliwa nazwa? Teorii jest kilka. Jedna odnosi się do początków kariery tego likieru i etykiety butelki „Anis de Mono”, na której widniała małpa z długim ogonem. Druga teoria mówi, że to gra słów. Słowo „cola” w świecie polityki odnosi się do przegranej w wyborach i taką właśnie porażkę poniósł niejaki pan Montt. Wygrany świętował tak intensywnie, że skończył się alkohol. Wymieszał wtedy to co było na stanie: trochę procentów, kawę i mleko, nazywając nowy napój „cola de Montt”, który z biegiem czasu przeistoczył się w „cola de mono”. Trzecia teoria, ta najpopularniejsza, jest nieco podobna do poprzedniej. Jej bohaterem jest prezydent Pedro Montt, nazywany pieszczotliwie przez bliskich „El Mono Montt”. Wychodząc z pewnego przyjęcia prezydent poprosił o swoją broń zwaną „colt”, zwyczajowo zostawianą przy wejściu. Wtedy goście zdołali go przekonać, żeby został jeszcze trochę i wtedy właśnie zmieszano po raz pierwszy kawowy napój nazwany na tę okoliczność „Colt de Montt” (broń Montta), co potem przekształciło się w „cola de mono”. Gdyby tylko polska Wigilia nie była z założenia bezprocentrowa, na pewno i my mielibyśmy na stole coś więcej niż owocowy kompot.

 Boże Narodzenie w Chile

Z RODZINĄ: Obecność (nie)obowiązkowa

Chilijczycy to bardzo rodzinny naród, więc i Boże Narodzenie spędza się tutaj z najbliższymi. Porównując jednak stopień obowiązku pojawienia się przy wigilijnym stole w kraju nad Wisłą i w Chile, mam wrażenie, że w Polsce wigilijny zjazd rodzinny to sprawa życia i śmierci. Przejeżdżamy kraj wzdłuż i wszerz, a nawet dolatujemy z końca świata, żeby w ten dzień przy stole zasiedli wszyscy bez wyjątku. Wiele osób spędza nawet dwie Wigilie, najpierw u siebie w domu, a potem u teściów. Tego dnia trzeba po prostu być. W Chile Boże Narodzenie jest również rodzinne, ale mam wrażenie, że rodzice są nieco bardziej wyrozumiali, kiedy któreś z dzieci spędza ten dzień gdzie indziej. Może dlatego, że wigilijną kolacje je się w Chile dość późno, w okolicach 23:00. Może dlatego, że Chilijczycy spotykają się z rodziną na co dzień tak często, że jeśli ktoś nie zjawi się na Wigilii to tak czy siak zobaczy wszystkich najpewniej już w najbliższą niedzielę na rodzinnym obiedzie. Dla Polaków natomiast, Wigilia jest jedną z niewielu okazji w roku, a często nawet jedyną, żeby spędzić wieczór ze wszystkimi na raz. Może więc dlatego bardziej ten moment celebrujemy. Możliwe, że w przypadku Chile ważnym czynnikiem jest też geografia. Kraj jest niezwykle długi, odległości ogromne, a podróże kosztowne i często wymagają kupna biletu lotniczego. Nie każdy może sobie pozwolić na odwiedzenie najbliższych z drugiego końca kraju. Zwłaszcza, że 26-go grudnia idzie się już do pracy.

 

PRZY CHOINCE: Bez choinki nie ma świąt

W chilijskich domach, podobnie jak w polskich, stoją choinki. To zwiastun nadchodzących świąt, a dekorowanie drzewek jest rodzinnym momentem, na który czekają wszystkie dzieci. Choinki, bomki i świąteczne ozdoby pojawiąją się rówież w sklepach, supermarketach i na głównych placach miast. Tak jak i w Polsce zakupowe szaleństwo wkracza w Chile tuż po Wszystkich Świętych…

Z KOLĘDAMI: Śpiewać każdy może, ale…

Kolędy przybyły do Chile wraz z Hiszpanami. Moi przyjaciele mówią jednak, że obecnie tradycja śpiewania ich w domach traci na popularności, żeby nie powiedzieć wręcz że zanika. Tu chyba mamy z Chilijczykami coś wspólnego. Polacy też coraz rzadziej kolędują przy choince. W przypadku Chile nie ma się w sumie co dziwić – śpiewanie o śniegu i zimowej nocy, gdy z nieba leje się żar, nie jest zbyt logiczne. Popularniejszą tutaj piosenką świąteczną jest zabawny utwór „Viejos pascueros acalorados” („Rozgrzani Mikołajowie“) z programu dla dzieci o nazwie 31 minutos, która jest doskonałym streszczeniem chilijskich świąt z przymrużeniem oka. Mikołaje jedzący łyżeczką wielki kawał arbuza oddadzą wam chyba najlepiej tutejszy klimat 🙂

PO WIGILII: Rodzinny wieczór kontra dyskoteka

No dobrze, rodzina na miejscu, choinka, kolacja po 23:00, rozmowy, żarty, otwarcie prezentów, radość i podziękowania, a potem? Potem jest Pasterka, zwana w Chile „Misa de Gallo”, ale nie jest chyba aż tak popularna jak w Polsce, zapewne również za sprawą tak późnej kolacji. Co więc robią młodzi po północy? Ruszają w miasto! Bary i dyskoteki są otwarte i po 0:00 czekają na chętnych wrażeń. 25 grudnia i w Chile należy już jednak do bliskich. Chilijczycy zostają w domu albo odwiedzają ciotki, wujków, kuzynów i cmentarze. Drugiego dnia świąt za to, w odróżenieniu do Polaków, idą już do pracy. To zaskakujące jak na kraj, który ma średnio raz na miesiąc długi weekend! Punkt dla Polski!

W TELEWIZJI: Kevin sam w chilijskim domu

W Chile nie ma Polsatu, ale Kevin i tu jest sam w domu. „W każde święta i kilka razy dziennie!”, dodają Chilijczycy. Podobnie jak w Polsce i w Chile zdarzają się zaskakujące tłumaczenia tytułów filmów. „Kevin sam w domu’” to tutaj „Mi pobre angelito’” czyli „Mój biedny aniołek”. Inny ulubiony film chilijskiej świątecznej ramówki to „Edward Nożycoręki” z Johnym Deepem.

 

W RADIU: Nie ma „Last Christmas”!

To już 6 lat i jeszcze ani razu nie słyszałam tu piosenki zespołu Whaam. Nie do wiary? Zirytowanym wszechobecną w grudniu piosenką szczerze polecam więc emigrację do Chile między listopadem a styczniem. O tej porze roku w radiu często można usłyszeć za to hity Tommiego Rey’a z noworocznym przebojem „Un año más“ na czele.

WESOŁYCH ŚWIĄT GDZIEKOLWIEK JESTEŚCIE 🙂 

 

Artykuł ukazał się w grudniowym Biuletynie Ambasady PR w Chile (2016).

 

Może Cię również zainteresować:

 

Noworoczne tradycje Chilijczyków

Co warto zjeść w Chile – typowe i oryginalne dania TOP 10

 

Kuchnia chilijska – hot dog z awokado [PRZEPIS]

By | Chile, Chile - Kuchnia chilijska, Kuchnia Ameryki Łacińskiej | 7 komentarzy

Nie jestem fanką hot dogów. Przede wszystkim dlatego, że nie lubię i nie jem parówek. Dla chilijskich robię jednak czasem wyjątek, głównie dlatego, że mają również moje ukochane awokado. Okazało się, że połączenie bułki, parówki, awokado i pomidorów jest tak pyszne, że sama i z własnej nieprzymuszonej woli udaję się czasem w miasto do mojej ulubionej hot-dogarni, a kiedy jestem poza Chile na dłużej to właśnie chilijskie „completo italiano” chodzi mi po głowie. Chcecie przepis? Łapcie 😉 Chilijskie hot dogi z awokado możecie przygotować w domu, składniki dostaniecie właściwie wszędzie. W poście podam też kilka miejsc w Santiago, które polecam na skosztowanie tej przekąski, jeśli odwiedzicie Chile. 

Najpopularniejszą wersją chilijskiego hot doga jest ta nazywana „completo italiano” i na taką podam wam przepis. Nazwa, która znaczy „włoski”, nawiązuje do kolorów poszczególnych składników a zarazem włoskiej flagi – zielony jak awokado, czerwony jak pomidory i biały jak majonez 🙂 Trudno w sumie nazwać sposób przygotowania hot doga wielkiem przepisem, chodzi raczej o ciekawe i oryginalne połączenie smaków, a te poznać warto, bo jest naprawdę pyszne. Poniżej wymienię wam również  inne hot – dogowe wariacje w Chile, bo Chilijczycy naprawdę znają się na rzeczy i proponują ponad ich 10 wersji  do wyboru! Istnieją tu do nich nawet specjalne, plastikowe podstawki, żeby się nie przewracały! 

PRZEPIS NA COMPLETO ITALIANO

foto: tarasmulticulturaltable.com

POTRZEBUJEMY:

bułka do hot dogów

parówka

 awokado

pomidor

majonez

opcjonalnie musztarda, ketchup

 sól

PRZYGOTOWANIE:

Przekrojoną bułkę podpiekamy delikatnie w piekarniku albo opiekaczu, tan by była lekko chrupiąca. Parówkę oczywiście gotujemy 🙂 Pomidory kroimy w małą kosteczkę, dodajemy trochę oliwy z oliwek i soli. W drugiej miseczce rozdziabujemy awokado i miażdymy na gładką masę. Możemy do niej dodać trochę soli (niektórzy Chilijczycy dodają tez odrobinkę oliwy, ja nie). A teraz już z górki: do bułki wkładamy parówkę, na to kładziemy pomidory, na to nakładamy grubą warstwę awokado (u mnie bardzo grubą!). Całość zwieńczamy paseczkiem majonezu (u Chilijczyków to gruba krecha!). Można też pacnąć nieco musztardy albo ketchupu według uznania. I to wszystko. Radzę przygotować od razu dwa 🙂

 

Inne wariacje hot-dogowe w Chile:

(nie zawsze z parówką!)

 

Tomate Mayo: parówka, pomidory i majonez

Completo: parówka, pomidory, asolado, majonez, kiszona kapusta, pieprz 

Dinámico: parówka, pomidory, asolado, majonez, sos amerykański i tzw. salsa verde, zielony sos na bazie kolendry

As: grillowane mięso, awokado, pomidory, majonez 

A lo Pobre: parówka, smażona cebolla, smażone jajko, ser 

Alemán: parówka, pomidory, majonez, kiszona kapusta  

Brasileño: parówka, awokado, lekko przypieczony z bułką ser (MÓJ ULUBIONY!)

Atómico: parówka, pomidory, kiszona kapusta, majonez, awokado, sos amerykański, ostru sos chili 

Gringo: parówka, pomidory, sałata, ogórek, cebula, majonez 

 

Gdzie zjeść dobrego hot doga w Santiago?

Mówi się, że najpopularniejszym street foodem w Chile jest hot dog. Jest w tym trochę prawdy, bo można je tutaj rzeczywiście kupić niemalże na każdym rogu, przygotowuje się je w domu, są też w większości knajp. Ba! Są nawet knajpy specjalizujące się w przeróżnych wersjach bułki z parówką. Dlatego też nazwanie chilijskiego hot doga po prostu street foodem jest moim zdaniem nieco krzywdzące, zwłaszcza, że nie jest to zwykła, nudna buła. Hot dog w Chile to niemalże danie narodowe! Niech świadczy o tym chociażby fakt, że 25 maja to tutaj Narodowy Dzień Hot Doga!

Według starej, sprawdzonej zasady, najlepiej jeść tam, gdzie pełno jest tubylców. Podrzucam wam jednak kilka moich ulubionych miejsc:

Jeśli będziecie na Plaza de Armas, głównym placu stolicy Chile, będziecie mieć pod nosem jedno z najbardziej klasycznych miejsc na skosztowanie dobrego „completo italiano”. W ogromnym budynku z 1870 r., stojącym na południowym brzegu placu pomiędzy Paseo Ahumada i ulicą Estado, mieści się teraz tzw. pasaż completo („paseo de los completos”). Znajdziecie w nim kilkanaście małych lokali serwujących chilijskiego hot doga „on the go”. Do wybory do koloru i mega szybko.

Sieć hot dogarni, którą znajdziecie nie tylko w stolicy, ale i innych miastach Chile. Serwują wszystkie wymienione wyżej typy bułki z parówką, w tym wiele rodzajów tych bezparówkowych! (pamiętajcie, „as”). Mają też moją ulubioną wersję „brasileña”, czyli z kolorami jak na brazylijskiej fladze (z żółtym serem i zielonym awokado, na co daję trochę musztardy). Ich siłą są dobre bułki i majonez domowej roboty. W menu maja też inne propozycje, m.in. churrasco (chilijskie kanapki w formie hamburgera, ale z grilowaną wołowiną i awokado!), śniadania (np. jajecznica), a nawet mała zupę (niecodzienne w Chile). Domino lubię też za to, że serwują soki naturalne, a nawet świeżo wyciskany sok marchwiowy (lub pomarańczowo – marchwiowy), o który w Chile niełatwo. W samym centrum mają kilka lokali, m.in. na ulicy Augustinas i Paseo Huerfanos. Spis lokali zobaczcie na ich stronie

Kultowe miejsce w Santiago, wśród mieszkańców stolicy, na wspomniane wyżej churrasco. Nie zawiodą tam również hot dogi z racji parówek wysokiej jakości (w skali parówkowej :). Jako że knajpa ma korzenie niemieckie bardzo popularnym typem hot doga jest tam „completo” (bez „italiano”), czyli wersja z kiszoną kapustą i majonezem. Lokal działa już ponad 40 lat, ale niezmiennie dba o jakość składników, przygotowując je wszystkie na miejscu, włącznie z chlebem i majonezem. Co jakiś czas wygrywa nowe rankingi najlepszych knajp w Santiago.

Fuente Alemana znajduje się w centrum tuż przy Plaza Italia (ulica Alameda 58, metro Baquedano). Jakiś czas temu otwarto drugi lokal niedaleko metra Pedro de Valdivia w dzielnicy Providencia (ulica Pedro de Valdivia 210). Otwarte od 10:00 do 22:45.

  • „U ELWIRY” NA LA VEGA CENTRAL

Jeśli wybierzecie się na zakupy na La Vega Central, lokalny rynek warzyw i owoców i złapie wam mały głód poszukajcie tej knajpy Hectora. W pasażu, gdzie sprzedają migdały, orzechy i suszone owoce malutki lokal serwuje najlepsze completos w mieście! Szefem jest wspomniany Hector, ale knajpa nazwana jest na część jego mamy, Elwiry (możliwe, że była założycielką, nadal tam czasami bywa). Następnym razem jak tam będę spiszę numer lokalu, narazie szukajcie po orzechach 🙂

Smacznego!

INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Co warto zjeść w Chile – typowe i oryginalne dania TOP 10

Gdzie zjeść w Santiago „coś chilijskiego” – 10 miejsc w centrum

 

Inne przepisy na chilijskie dania znajdziecie na blogu w działach:

Fenomen Desierto Florido, Chile [GALERIA]

By | Chile, Chile - Ciekawostki, Galeria, Pustynia Atacama | 12 komentarzy

Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy na najbardziej suchej pustyni świata rosną kwiaty. Miliony kwiatów, nie jeden tu, drugi tam. Połacie kwiatów. Aż po horyzont. Różowe, białe, żółte, fioletowe i niebieskie. Ponad 200 gatunków. Do tego obłędnie pachnące! Ten właśnie fenomen, zwany po hiszpańsku „Desierto Florido” („ukwiecona pustynia”), występuje na chilijskiej Atakamie na przełomie sierpnia i września, ale nie co roku.

Pojawia się wtedy, gdy na Atakamie dużo pada, co znowu jest skutkiem zjawiska pogodowego zwanego „El Niño”, kiedy na powierzchni wody w strefie równikowej Pacyfiku urzymuje się ponadprzeciętnie wysoka temperatura. „El Niño” ma różne nieciekawe skutki dla gospodarki wodnej i przyrody Ameryki Południowej, ale ma również ten piękny ciąg dalszy w postaci kolorowej, ukwieconej części Atakamy. Ostatnim razem fenomen można było podziwiać dwa lata temu, a wcześniej w 1997 r. Kiedy usłyszałam więc, że w tym roku ponownie się pojawi, wsiedliśmy w samochód z trójką znajomych i wybraliśmy się na daleką północ w okolice Copiapó.

Idealną trasą jest zrobienie kółka: Copiapó – Vallenar (jadąc słynną Panamaricaną widzieliśmy najwięcej kwiatów w postaci masowej) – El Huasco – Park Llanos de Challe – i potem trasą ciągnącą się wzdłuż wybrzeża powrócić do Copiapó albo do Bahía Inglesa, gdzie zatrzymalismy się my (to te zdjęcia z turkusową wodą). Najlepszym czasem na podróż jest okres od połowy sieprnia do połowy września, im poźniej tym kwiatów jest więcej. Jeśli będziecie w tym okresie w Chile nie zastanawiajcie się długo. Loty do Copiapó nie są drogie. Można też wybrać się z Santiago samochodem, jak my, bo na pustyni i tak będziecie potrzebować auta.

Zobaczcie wybrane zdjęcia pustyni w dzień w nocy. Wspaniałe foty nieba i Drogi Mlecznej zrobił Klaudiusz. Ma chłopak talent.

Chile w 10 słowach

By | Chile, Chile - Ciekawostki, Chile - KULTURA | 19 komentarzy

Niedawno w jednym z wywiadów zapytana zostałam o to z czym kojarzy mi się Chile po siedmiu latach mieszkania w Santiago i zwiedzania innych krajów Ameryki Południowej. Miałam wymienić trzy słowa, a że w głowie pojawiło mi się ich conajmniej trzy razy tyle, niezwykle szybko powstała lista dziesięciu pierwszych skojarzeń. Tak oto zrodził się pomysł na artykuł, który mógłby mieć wiele twarzy w zależności od tego kto go napisze. Zagracie ze mną? Zanim przeczytacie mój zestaw dziesięciu słów zapiszcie sobie najpierw wasze. W ilu punktach się zgodzimy? 

Artykuł wraz z poniższymi zdjęciami ukazał się w ostatnim numerze Biuletynu Ambasady RP w Chile. 

1. WINO

Założę się, że wielu z was powiedziało to samo. Chile słynie ze wspaniałych win, które corocznie trafiają na stoły 1.800 milionów konsumentów w ponad 150 krajach świata. Co ciekawe, statystycznie rzecz ujmując sami Chilijczycy piją więcej piwa niż wina. Niespełna 44 litra na osobę rocznie versus 13,4 litrów wina. Na trzecim miejscu z 1,6 litra jest pisco, alkohol produkowany z ferementowanych i poddanych destylacji winogron, równie mocny jak nasza polska wódka. Nie ma jednak wątpliwości, że to właśnie wino jest integralną częścią chilijskiej kultury. Podejrzewam wręcz, że w chilijskich żyłach płynie krew w odcieniu Carmenere.

2. NATURA

Chile to jeden z najpiękniej położonych krajów świata, obejmujący swoim terenem kilka stref klimatycznych i unikalnych miejsc w skali światowej. Wyjatkowość tutejszej natury podkreśla jej rozmach, kontrast i niezwykła różnorodność. Od ogromnego Pacyfiku po wysokie Andy (najdłuższego kontynentalnego łańcucha górskiego), od pustyni Atakama (najbardziej suchej pustyni świata) po lodowce Antarktyki. Do tego wulkany, jeziora, wodospady, laguny, doliny oraz magiczna Wyspa Wielkanocna. Dla każdego coś dobrego i coś ekstremalnego. Nie sposób się nie zakochać.

O moich ulubionych miejscach w Chile pisałam TU

3. GRILLOWANIE 

Chilijczycy uwielbiają piłkę nożną, ich sportem narodowym nazwałabym jednak weekendowe grillowanie. W ogrodzie, w parku, na działce, na balkonie. Nie ważne gdzie, ważne z kim, a chętnych nigdy nie brakuje. Chilijczycy grillują średnio raz na tydzień przez caluśki rok, z krótką przerwą na jeszcze krótszą zimę. Asado obowiązkowo zacząć należy choripanem (bułka z grillowaną longanizą, typem chilijskiej kiełbasy), koniecznie zrobionym z marraquety (chilijskiej pszennej bułki), z odrobiną pebre (rodzaj przystawki z pomidorów, cebuli i kolendry). Nie może zabraknąć też palty (awokado), wina i Coca Coli. Bez Coca Coli impreza w Chile jest nieudana jak weekend bez grillowania.

 Kilka przepisów na chilijskie barbecue znajdziecie TU.

 

 4. GWIAZDY

Niebo na północy Chile to raj dla astronomów i idealne miejsce na romantyczną randkę. 340 pogodnych nocy w roku stwarzają niepowtarzalne warunki do obserwacji gwiazd i planet. To właśnie w tej części świata usytuowane są najważniejsze obserwatoria astronomiczne świata (nawet Uniwersytet Warszawski ma tu swój teleskop) i największe, najpotężniejsze teleskopy. Na codzień nie trzeba jednak jechać aż tak daleko, wystarczy wyskoczyć na działkę poza miasto, gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja, by przeżyć najbardziej rozgwieżdżone kempingowanie życia. Można też sciągnąć aplikację Chile Mobile Observatory ze zdjęciami pochodzącymi z tutejszych potężnych teleskopów, m.in ze słynnego obserwatorium ALMA. Dzięki niej możecie oglądać zdjęcia nieba nad Atakamą na waszych komórkach gdziekolwiek jesteście.

Zobaczcie foty z mojej ostatniej wyprawy do Obserwatorium Tololo

5. KATASTROFY

Możliwe, że to wina mojego zawodu. Będąc korespontentem z Chile dla Polskiego Radia, niezwykle często, za często, przychodzi mi informować o wszelakich chilijskich kataklizmach. Trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów, pożary, powodzie i susze. Chilijczycy mówią czasem „Dios nos odia” („Bóg nas nienawidzi”) i przyznać trzeba, że mieszkańcy tego pięknego kawałka Ziemi jakim jest Chile nie mają łatwego życia. Nie znam innego kraju tak bardzo targanego kataklizmami i niszczącymi siłami natury. Godność i solidarność z jaką Chilijczycy stawiają czoła im wszystkim, niejednokrotnie w tym samym czasie, jest godna podziwiu.

 

6.PROTESTY

Mieszkam przy Plaza Italia w Santiago, co oznacza, że średnio raz na dwa-trzy dni pod moim oknem maszeruje grupa niezadowolonych z sytuacji w kraju Chilijczyków, domagających się zmian. Czasem rano, czasem wieczorem. Czasem protestujących jest garstka, czasem setki tysięcy. Raz chodzi o edukację, innym razem o system emerytalny, kolejnego dnia o korupcję czy prawa kobiet albo nierozwiązane sprawy sięgające czasów dyktatury. Trzeba oddać Chilijczykom to, że nie boją się wyjść na ulice i powiedzieć co myślą. Poza mniej lub bardziej skutecznym naciskiem na zmiany w państwie, protesty mają też inne konswekwencje dla codziennego życia w stolicy. Przy każdym większym marszu utrudniony jest transport przez centrum miasta, tym bardziej więc „grafik” zaplanowanych na dany tydzień protestów ma się w wykuty na blachę.

Tutaj pisałam o proteście w sprawie systemu emerytalnego. 

 

 7. PINOCHET

Skoro padło słowo dyktatura wywołaliśmy już wilka z lasu. Rządy Augusto Pinocheta to wciąż temat do burzliwych dyskusji zarówno w mediach, jak i chilijskich domach. To nie tylko rozmowy o przeszłości, ale i o skutkach reżimu, które sięgają dzisiejszych realiów. Chilijskie społeczeństwo nadal jest w tej sprawie podzielone. Niektórzy widzą pozytywy, inni domagają się rozliczenia win i zmian, choćby Konstytucji pochodzącej jeszcze z tego okresu. Bez wątpienia Augusto Pinochet wciąż jest wśród nas. Tym samym musiał znaleźć się na mojej liście i zapewne na wielu waszych również.

 Co zobaczyć w Chile, idąc śladem dyktatury  TUTAJ

 

8. CHILENISMOS

W Słowniku Języka Hiszpańskiego jest ponad 2200 chilenismos, czyli słów albo wyrażeń występujących tylko w chilijskiej jego odmianie. Wystarczy że ktoś powie “al tiro” zamiast “de inmediato” (natychmiast) albo “¿cachai?” zamiast “entiendes?”, a natychmiast i pod każdą szerokością geograficzną zostanie zidentyfikowany jako Chilijczyk, czego trudno będziemu się tego wyprzeć. Chilijczycy kochają też soczyste porównania (np. „brzydszy niż diabeł ssący cytrynę”), podwójne dna (sprawdźcie co znaczy np. alpinista) i sprośne skojarzenia. Zabawne słowotwórstwo i zwinne zabawy językiem to zdecydowanie chilijska przypadłość, która bardzo mi się podoba.

O chilijskich „chilenismos” obszernie w poście TUTAJ

 

9. „COMPLETO”

„Completo italiano”, czyli hot dog z awokado i pomidorami to jeden ze sztandarowych street foodów w Chile. Nigdy nie byłam fanką bułki z parówką, jednak to połączenie jest na tyle smaczne, że kiedy wyjeżdżam poza Chile na dłużej zaczynam za completo tęsknić. W Chile pokochałam awokado, głównego sprawcę tej hot dogowej miłości. Nigdzie na świecie nie jadłam póki co lepszego (i awokado i hot doga). 14 maja to w Chile Dzień Hot Doga, co chyba najlepiej świadczy o tym, jak bardzo Chilijczycy je kochają.

Prosty, łatwy i chilijski przepis z awokado znajdziecie TU

 

10. TERREMOTO

Zaczęłam od alkoholu, więc i na nim skończę. „Terremoto” to popularny w Chile drink, którego nazwa znaczy ni mniej ni więcej jak „trzęsienie ziemi”, bo tak zwala z nóg. W składzie ma m.in. pipeño (rodzaj lekko sfermentowanego, taniego wina), Fernet (wyobraźcie sobie coś podobnego do Jagermaister), grenadinę i lody ananasowe. Brzmi słodko i niegroźnie? Nic bardziej mylnego. Przyznam, że bardziej od smaku tego drinka podoba mi się jego nazwa, pokazująca chilijskie poczucie humoru i dystans, jaki mają mieszkańcy kraju do nękających ich wciąż trzęsień ziemi (tych prawdziwych, nie alkoholowych). Przypieczętowaniem lekkości ducha Chilijczyków niech będzie fakt, że zaraz po wypiciu „terremoto”, zaserwowany nam zostanie mały kieliszek tego samego trunku, zwany „réplica” , czyli „wstrząsy wtórne”. Czy można być mieć większy dystans do życia?

 

        Nie miałabym problemu by dodać jeszcze drugie tyle słów, kojarzących mi się z Chile. W kolejce czekają choćby „raty” (od kupowania wszystkiego na raty), „zdrobnienia” (od ciągłego mówienia „herbatka”, „kawka”, „łóżeczko” czy „ciepełko”) oraz „piscola” (popularny drink, powstały z pisco i Coca Coli, serwowany z cytryną i lodem). A wam z czym kojarzy się Chile?

 

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze Biuletynu Ambasady RP w Chile. Cały PDF tutaj. 

 

Tresvodka w Medium Publiczne [AUDIO]

By | Chile, Chile - KULTURA, Tresvodka&media | 2 komentarze

To ja zwykle pytam i przeprowadzam wywiady. Tym razem jednak byłam po drugiej stronie barykady. Dominika Sidorowicz z Medium Publiczne postawiła mnie w godzinnym ogniu pytań. Rozmowę nagrałyśmy podczas mojej ostatniej wizyty w Polsce, tuż przed Bożym Narodzeniem, ale teraz podrzucam audio dla tych, którzy nie słuchali na żywo, a chcieliby „rzucić uchem” 🙂 

O blaskach i cieniach Chile (co mnie najbardziej tu zasmuca, a co zachwyca?), o Chilijczykach (czy są rasistami?), o byciu emigrantem (jestem bardziej Polką czy Chilijką?), o miłości do muzyki latynoamerykańskiej (i odkrywaniu tej chilijskiej). Audio dla wytrwałych i ciekawych Chile 🙂

 

 

PS. Dominika prowadzi bloga i warto tam zerknąć, bo właśnie odbywa wspaniałą podróż marzeń po Ameryce Centralnej. 

Chile w cieniu sławy

By | Chile, Chile - Ciekawostki, Chile - KULTURA, Ciekawostki z Ameryki Łacińskiej | 12 komentarzy

Chilijczycy mają swoją Szymborską, Grzegorza Lato, Beksińskiego i Wajdę. Wielkie nazwiska, o których uczą się w szkole i ktore na stałe zapisały się w historii ich kraju, kontynentu, a nawet świata. Są też jednak i współczesne postacie, odnoszące międzynarodowe sukcesy w swoich dziedzinach. Jest „chilijski Lewandowski”, a nawet Nergal. Czy wiecie, ze jedną z gwiazd słynnego, amerykańskiego serialu „Game of Thrones” jest Chilijczyk, a wokalistą kultowej na świecie trash – metalowej grupy urodzony w Viña del Mar Tomás?

Jednym z chilijskich nazwisk rozpalających dyskusję nie tylko w Chile, ale i na świecie jest niewątpliwie Augusto Pinochet. Za sprawą zamachu stanu w 1973 r., któremu przewodniczył i burzliwego okresu rządów jego junty podzielił Chilijczyków i świat. Wraz z nim w rozmowach o polityce pojawia się też Salvador Allende, prezydent którego obalił. Obydwaj królują na listach „słynnych Chilijczyków”. Chile dało jednak światu o wiele więcej postaci, które trafiły do światowych encyklopedii i rankingów. Zostawiając za drzwiami świat burzliwej polityki, warto przyjrzeć się chilijskim artystom, naukowcom i sportowcom, którzy osiągnęli międzynarodowy sukces w swoich dziedzinach albo właśnie go osiągają. Oto kilka nazwisk do zapamiętania.

SŁOWEM I PIÓREM

“Chcę robić z Tobą to, co wiosna robi z drzewami czereśni” – napisał w jednym ze swoich miłosnych poematów Pablo Neruda, chilijski poeta, laureat literackiej Nagrody Nobla (1971 r.). Dziś ten i inne cytaty z jego wierszy przeczytać można na wielu murach przeróżnych miast świata, a jego poezję przepełnioną dynamizmem, erotyką oraz rewolucyjnymi ideami przetłumaczono na kilkadziesiąt języków. Neruda nazywany jest jednym z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych poetów XX w. Nie był jednak pierwszym noblistą w dziedzinie literatury pochodzącym z Chile. W 1945 r. uprzedziła go Gabriela Mistral, wybitna poetka, dyplomatka i działaczka oświatowa, która była jednocześnie pierwszym laureatem tej nagrody pochodzącym z Ameryki Łacińskiej. „Za poezję prawdziwego uczucia, czyniącą jej imię symbolem idealistycznych dążeń dla całej Ameryki Łacińskiej” brzmiało uzasadnienie werdyktu Akademii Szwedzkiej. Mistral żywo angażowała się bowiem w sprawy społeczno-polityczne i rozwój systemu edukacyjnego regionu.

Wśród wielkich nazwisk hiszpańskojęzycznej literatury XX w. wymienia się również urodzonego w 1953 r. Chilijczyka Roberto Bolaño, którego styl porównuje się często do Jorge Luisa Borgesa czy Julio Cortazara. The New York Times opisał go jako „najważniejszy głos latynoamerykańskiej literatury swojego pokolenia”. Niektóre z jego powieści, ukazujących chilijską mentalność i zawiłości czasów dyktatury, przetłumaczone zostały również na język polski jak np. „Nocturno de Chile” („Chilijski nokturn”), gdzie opowiada historię domu, w którym na górze organizwano spotkania literackie, a na dole torturowano ludzi. Ponad 56 milionów egzemplarzy książek na świecie sprzedała za to Isabel Allende, chilijska powieściopisarka, zaliczana do jednej z najpopularniejszych współczesnych pisarek hiszpańskojęzycznych, choć nie wszyscy na równie cenią jej twórczość. (Nie należy mylić jej z Isabel Allende, córką byłego prezydenta, również zajmującą się polityką).

 

OBRAZEM I ZDJĘCIEM

Postacią kultową dla wielu wielbicieli kina jest Alejandro Jodorowski, nie zawsze kojarzony z Chile, choć to właśnie tutaj się urodził. Awangardowy artysta, reżyser filmowy i teatralny, surrealista. W latach 60-tych i 70-tych tworzył i pracował w Meksyku oraz Paryżu i to właśnie w tym czasie powstały jego najbardziej znane filmy: „Fando i Lis”, „Kret” i „Święta Góra”. Niektórzy widzowie zakładaja więc, że pochodzi z Meksyku. Choć w 1980 roku Jodorowski przyjął francuskie obywatelstwo, warto pamiętać, że z pochodzenia jest Chilijczykiem.

„Kraj bez kina dokumentalnego jest jak rodzina bez albumu rodzinnego“ – mówi inny chilijski reżyser, członek Amerykańskiej Akademii Filmowej, Patricio Guzmán. Jego trzyczęściowy dokument o ostatnim roku rządów Salvadora Allende zatytułowany „La batalla de Chile“ przez wielu ktytyków nazywany jest najlepszym w historii Chile. Amerykański magazyn filmowy Cineaste zaliczył go nawet do 10 najlepszych na całym świecie. Reżyser porusza tematy ważne, niewygodne i zapomnianie, jak w swojej najnowszej trylogii, obsypanej nagrodami na międzynarodowych festiwalach. Jej pierwsza część „Nostalgia de la Luz“ zdobyła m.in nagrodę dla najlepszego dokumentu Europejskiej Akademii Filmowej w 2010 roku. Druga „El botón de Nacár“ dwa lata temu otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale za najlepszy scenariusz. Trzecia część właśnie powstaje.

Skoro o dokumentach i światowych festiwalach mowa to do historii kina przeszedł też krótkometraż Gabriela Osorio „Bear Story” („Historia de un Oso”), który w 2016 roku zdobył pierwszą w historii statuetkę dla Chile. Oscara za zdjęcia do filmu „Life of Pi” Anga Lee ma też na koncie Claudio Miranda, operator urodzony w Valparaiso, ale mieszkający miemalże całe życie w USA. „Chilijski Janusz Kamiński” od lat współpracuje m.in. z Davidem Ficherem. Za zdjęcia do „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona” dostał nominację do Oscara, choć już nie statuetkę. Za oceanem dobrze powodzi się również chilijskimi aktorowi Pedro Pascalowi, znanemu z roli Oberyna Martella w czwartym sezonie kultowego serialu “Gra o tron”. Dobrą passę przedłużył również rolą agenta DEA, Javiera Peña, w kultowym serialu “Narcos”, wyprodukowanym przez Netflix, opowiadającym o życiu kolumbijskiego narkotykowego bossa, Pablo Escobara. Ostatnio pojawił się też wraz z topmodelką Heidi Klum w teledysku popularnej, australijskiej artyski o pseudonimie SIA.

ŚPIEWEM I GITARĄ

Do historii muzyki latynoamerykańskiej przeszła niezaprzeczalnie chilijska pieśniarka i kompozytorka Violeta Parra, nazywana zgodnie mianem ikony. Jej piosenki w swoim repertuarze mają nie tylko latynoskie gwiazdy, ale również U2 czy Faith No More. Violeta była nie tylko piesniarkå i kompozytorką, ale równiez autorką obrazów, gobelinów, haftów, rzeźb. Była pierwszą artystką z Ameryki Łacińskiej i pierwszą kobieta, której indywidualne prace zostały wystawione w Luwrze w Paryżu. W świecie muzyki klasycznej ceniony jest za to chilijski pianista i pedagog Claudio Arrau. Już w wieku 15 lat, po skończeniu Konserwatoirum Sterna w Berlinie wyruszył w tournee po Europie. Na swoich cyklicznych recitalach m.in. w Meksyku, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku perfekcyjnie grał utwory fortepianowe z różnych epok. Do dziś ceniony jest przede wszystkim jako interpretator utworów Fryderyka Chopina i pianista posiadający doskonałą technikę. Fani trash metalu znają za to zapewne zespół Slayer, powstałego w 1981 roku na przedmieściach Los Angeles. Wraz z grupami Metallica, Anthrax i Megadeth zaliczany jest do tzw. „Wielkiej Czwórki” gatunku, a cztery z dziesięciu albumów zespołu zyskały w Stanach Zjednoczonych status złotej płyty. Warto więc wiedzieć, że wokalistą grupy jest urodzony w chilijskim mieście Viña del Mar Tomás Araya.

 

PĘDZLEM I FARBĄ

Chile ma również swoich przedstawicieli w świecie malarstwa. Roberto Matta nazywany „ostatnim wielkim surrealistą” jest jednocześnie jednym z „najdroższych” artystów Ameryki Łacińskiej. W 2012 r. jego obraz „La révolte des Contraires” sprzedany został aż za ponad 5 milionów dolarów w słynnym domu aukcyjnym Christie’s. Kolega Salvadora Dali, nauczyciel Jacksona Pollocka, z wykształcenia był architektem. Porzucił jednak wyuczony zawód na rzecz malarstwa pokazującego kondycję współczesnego świata, przywołującego na myśl filmy science fiction z maszynami-robotami w roli głównej. Jego prace wiszą w największych muzeach świata, w tym w nowojoskim MOMA. Cztery lata temu można je było oglądać również w Muzem Narodowym w Krakowie.

Chilijskim mistrzem hiperrealizmu jest za to Claudio Bravo. Artysta, ktorego obrazy porażają wręcz dokładnością i niemalże fotograficzną precyzją, nazywany jest „mistrzem światła”. Ponad połowę swojego życia mieszkał w Marakeszu, gdzie zmarł w wyniku ataku epilepsji. Za życia miał niezliczoną ilość wystaw, m.in. w Nowym Yorku, na Bienale w Wenecji czy retrospektywę prac w Muzem Reina Sofia w Madrycie. Jego obrazy wiszą w ponad 30 muzeach na świecie.

KONDYCJĄ I SIŁĄ

Czym byłaby Ameryka Łacińska bez piłki nożnej. Do dzisiaj na słowo „Polska“ Chilijczycy żywo reagują krzycząc z entuzjazmem „Grzegorz Lato!“, a zaraz potem „Lewadowski!“. Ale i Chile ma swoich piłkarzy, na tyle skutecznych na boisku, że zostali zauważeni przez światowych kibiców i europejskie kluby. Jednym z nich jest napastnik Alexis Sánchez, który w 2011 roku przeniósł się do FC Barcelony (zapłaciła za niego 43 miliony dolarów, czyniąc go tym samym najdroższym chilijskim piłkarzem w historii), a w lipcu 2014 roku został graczem Arsenalu. Drugim nazwiskiem coraz lepiej znanym zagranicznym kibicom jest Arturo Vidal grający na pozycji pomocnika w niemieckim klubie Bayern Monachium oraz w reprezentacji Chile, złoty medalista Copa América 2015 i 2016 wrac z chilijską drużyną.

W historii sportu zapisali się również chilijscy tenisiści – Nicolas Massu i Marcelo Rios. Pierwszy jako jedyny tenisista w historii był mistrzem olimpijskim zarówno w grze pojedyńczej jak i podwójnej tej samej edycji Igrzysk (Ateny, 2004 r.). Drugi, nazywany geniuszem rakiety, jako pierwszy Latynos został numerem jeden światowego rankingu ATP w grze pojedyńczej (1998 r.), pokonawszy w finale Andre Agassiego. Dzisiaj w międzynarodowych olimpiadach bardzo dobrze radzi sobie Tomás Gonzaléz, zdobywając złote medale w gimnastyce, w tym w skoku w dal.

UMYSŁEM I WIEDZĄ

Choć środowisko naukowe w Chile nie jest duże, tutejsi badacze uczestniczyli i uczestniczą w projektach, których sukces ma znaczenie dla całego świata. Do historii ludzkości przeszedł biochemik Pablo Valenzuela, który w 1986 r. wynalazł szczepionkę przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Jeszcze wcześniej, w latach 60-tych, kiedy to wprowadzono do sprzedaży pierwsze pigułki antykoncepcyjne, doktor Horacio Croxatto wraz z Amerykaninem Sheldonem Segalem poszli o krok dalej. Opracowali podskórną metodę zapobiegania ciąży, która polega na umieszczeniu pod skórą ramienia małej kaspułki w kształcie drucika, dozującą hormony i zapewniałającą stałą antykoncepcję od 3 do 5 lat. Metoda ma mieć 99,9% skuteczności, ale ze względu na wysokie koszta nie jest tak popularna jak tradycyjne tabletki. 80-letni dziś Croxatto uważany za jednego z czołowych, światowych ekspertów w dziedzinie antykoncepcji.

Chilijscy fizycy i naukowcy uczestniczyli też w wielkim, międzynarodowym eksperymencie Atlas na Wielkim Zderzaczu Hadronów w CERN w Genewie, badającym skutki zderzenia czołowego par protonów. Według specjalistów pozwoliło wyjaśnić wiele wątpliwości dotyczących wszechświata i pochodzenia materii oraz pozwoliło na odkrywanie nowych obszarów badań energii, przestrzeni i czasu. Naukowiec Jorge Zúñiga zrewolucjonizował za to rynek protez, projektując „Cyborg Beast„, protezę ręki dla dzieci, drukowaną za pomocą drukarki 3D. Do tego w wersji dla najmłodszych, zaprojektowana jest jak ręka postaci z kreskówek i superbohaterów filmów akcji. Obecnie grupa Chilijczyków pracuje również nad nowoczesną technologią, która ma pomóc w zaawansowanym badaniu jakości i pochodzenia wina. I ta lista chilijskich osiągnięc na pewno wciąż będzie się wydłużać.

Artykuł ukazał się w ostatnim Biuletynie Ambasady RP w Chile.