Category

Chile – Tradycje i Obyczaje

Boże Narodzenie w Chile – Tresvodka w Radio Zet Chilli [AUDIO]

By | Chile, Chile - Tradycje i Obyczaje, Tresvodka&media | No Comments

Zeszłoroczne Boże Narodzenie spędzałam w Polsce. To właśnie wtedy Martyna Wojciechowska z Radia Zet Chilli zaprosiła mnie do studia, bym poopowiadała trochę o chilijskich świętach. Podrzucam wam audio tej audycji, które na szybko zmontowałam w jedną całość. Jeśli macie 16 minut, może akurat kroicie coś w kuchni czy jedziecie autobusem, będzie mi miło wam potowarzyszyć. 

Kilka dni temu opublikowałam wpis na ten temat chilijskich świąt, o tutaj,  ale dziś mam dla was audio, gdzie gadam, gadam i gadam 🙂 Coś dla leniwych, bo nie trzeba nawet oglądać, wystarczy posłuchać 🙂 Dajcie znać w komentarzach czy coś was zaskoczyło i czy mielibyście ochotę na takie święta.

 

Może Cię też zainteresować:

Noworoczne tradycje Chilijczyków

Boże Narodzenie w Chile – inaczej niż w Polsce?

 

Boże Narodzenie w Chile

Boże Narodzenie w Chile – inaczej niż w Polsce?

By | Chile, Chile - Tradycje i Obyczaje, Tresvodka&media | One Comment

Czy chilijskie obchody Bożego Narodzenia są całkiem inne niż w Polsce? A może jednak trochę podobne? Choćby ze względu na dłuższą historię katolicyzmu w kraju nad Wisłą polska tradycja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona w kulturze, a bożonarodzeniowe zwyczaje zdaja się być dopieszczone w każdym calu. Nie znaczy to jednak, że w przypadku Chile nie ma o czym mówić. Chilijczycy świętują narodzenie Chrystusa, a ich „małpi ogon” (czytajcie dalej o chodzi!) chętnie włączam teraz do tradycji rodzinnej w Polsce. Spędziłam już kilka świąt w Ameryce Południowej, zdobyłam się więc na małe porównanie zwyczajów po dwóch stronach oceanu. Jak myślicie, które wolę?

 

ZA OKNEM: Polska zamarza, Chile się topi

Polskie Boże Narodzenie jest w zimie. Zwykle pada śnieg, jest biało, zimno i mroźnie. Mikołaj w kożuchu i czapie ma więc sens. Choinka ocieplająca dom i atmosferę ma sens. Piosenki o zimie i rzucaniu się śnieżkami mają sens. A w Chile? Tutaj Boże Narodzenie przypada na początek lata. Jest ponad 30 stopni, z nieba leje się żar, więc klapki i krótkie spodenki to jak najbardziej zrozumiały wybór stroju, a najlepszym miejscem na świąteczny obiad byłaby plaża, ewentualnie basen w ogródku. Dzieci właśnie rozpoczęły wakacje, dni są długie, a wieczory gorące. Panuje więc zupełnie inna atmosfera, święta mają inna aurę – pachnącą arbuzem i wakacjami, a nie rozgrzewająca zupą i piernikami. Nie ma w tym nic złego, bo inaczej w końcu nie znaczy gorzej. Tak jak Polakom trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie w lecie, tak Chilijczykom nie sposób wyobrazić sobie świąt w poważnie minusowej temperaturze. W przypadku Chile jednak Mikołaj w japonkach i hawajskiej koszuli wpasowałby się nieco bardziej w klimat niż starszy pan w kożuchu. No ale Mikołaj jest tylko jeden 🙂

NA STOLE: Karp kontra indyk

Największym zaskoczeniem chilijskiej Wigili może być świąteczne menu. Polska jest w tej kwestii bardzo tradycyja i dosyć restrykcyjna – jest 12 określonych, wigilijnych potraw z karpiem w roli głównej, bo Wigilia ma być przede wszytkim bezmięsna. W Chile za to jako najbardziej odświętne danie podawany jest indyk. Jako że pogoda sprzyja grillowaniu w ogródku, w bożonarodzeniowe dni w powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa. Na chilijskim wigilijnym stole znajdują się też inne potrawy, głównie sałatki, ryż i ziemniaki, ale nie są to specjalne dania przygotowane tylko w ten jeden dzień w roku jak w Polsce. Są to po prostu ulubione potrawy danej rodziny, podawane tym razem w wersji nieco bardziej wykwintnej. Chilijczycy stawiają bardziej na dekorację stołu. Gospodynie wyciągają najlepsze, odświętne zastawy, najcenniejsze sztućce i najpiękniejsze kieliszki. Jednakże na moje opowieści o dodatkowym nakryciu dla nieznanego przybysza, sianie pod obrusem i pierwszej gwiazdce, która daje znak, żeby zasiąść do wigilijnej kolacji Chilijczycy otwierają szeroko buzię z niedowierzaniem, a czasem i podziwem dla takich detali.

 

NA DESER: „Pan de Pascua” jak polski piernik

Choć polskie menu wigilijne zdecydowanie wygrywa w kategorii „odświętnie”, i chilijskie ma swoją małą tradycję, mianowicie „pan de pascua”. Nazwa sugeruje, że to chleb („pan”), ale to rodzaj słodkiego ciasta, dosyć podobnego do naszego piernika. Podobieństwo nie jest zresztą aż tak dziwne, bo pan de pascua przywędrował do Chile z Niemiec. W składzie ma miód, imbir i rodzynki, często też orzechy i migdały. Czasem dodaje się też pomarańczę, wiśnie i śliwki, a rodzynki zanurza w koniaku. Choć „pan de pascua” jest zgodnie z nazwą daniem na święta, można go kupić właściwie przez cały rok w każdym większym supermarkecie. To wspaniale, bo jest pyszny!

Boże Narodzenie w Chile

foto:enmicocinahoy.com

NA POPICIE: Małpi ogon kontra kompot

„Cola de mono”, czyli małpi ogon, to mój osobisty hit chilijskich świąt. Kawowy likier przygotowany jest specjalnie na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Poza czystymi procentami („aguardiente”), kawą i mlekiem ma też w składzie m.in. cynamon, goździki i skórkę z pomarańczy. Jest pyszny, zwłaszcza w wersji domowej. Nie jest trudny do przygotowania, tym sposobem tradycja „cola de mono” dotarła już do mojej rodziny w Polsce i dobrze się przyjęła! Likier to moim zdaniem najbardziej świąteczna część chilijskiego menu, bo choć „cola de mono” widnieje w menu restauracji przez cały rok, raczej się go nie pije poza grudniem. Świadczy o tym zdziwiona mina kelnera, a potem dwukrotne potwierdzenie wyboru za każdym razem jak zamawiam go w ciągu roku 🙂 A skąd ta osobliwa nazwa? Teorii jest kilka. Jedna odnosi się do początków kariery tego likieru i etykiety butelki „Anis de Mono”, na której widniała małpa z długim ogonem. Druga teoria mówi, że to gra słów. Słowo „cola” w świecie polityki odnosi się do przegranej w wyborach i taką właśnie porażkę poniósł niejaki pan Montt. Wygrany świętował tak intensywnie, że skończył się alkohol. Wymieszał wtedy to co było na stanie: trochę procentów, kawę i mleko, nazywając nowy napój „cola de Montt”, który z biegiem czasu przeistoczył się w „cola de mono”. Trzecia teoria, ta najpopularniejsza, jest nieco podobna do poprzedniej. Jej bohaterem jest prezydent Pedro Montt, nazywany pieszczotliwie przez bliskich „El Mono Montt”. Wychodząc z pewnego przyjęcia prezydent poprosił o swoją broń zwaną „colt”, zwyczajowo zostawianą przy wejściu. Wtedy goście zdołali go przekonać, żeby został jeszcze trochę i wtedy właśnie zmieszano po raz pierwszy kawowy napój nazwany na tę okoliczność „Colt de Montt” (broń Montta), co potem przekształciło się w „cola de mono”. Gdyby tylko polska Wigilia nie była z założenia bezprocentrowa, na pewno i my mielibyśmy na stole coś więcej niż owocowy kompot.

 Boże Narodzenie w Chile

Z RODZINĄ: Obecność (nie)obowiązkowa

Chilijczycy to bardzo rodzinny naród, więc i Boże Narodzenie spędza się tutaj z najbliższymi. Porównując jednak stopień obowiązku pojawienia się przy wigilijnym stole w kraju nad Wisłą i w Chile, mam wrażenie, że w Polsce wigilijny zjazd rodzinny to sprawa życia i śmierci. Przejeżdżamy kraj wzdłuż i wszerz, a nawet dolatujemy z końca świata, żeby w ten dzień przy stole zasiedli wszyscy bez wyjątku. Wiele osób spędza nawet dwie Wigilie, najpierw u siebie w domu, a potem u teściów. Tego dnia trzeba po prostu być. W Chile Boże Narodzenie jest również rodzinne, ale mam wrażenie, że rodzice są nieco bardziej wyrozumiali, kiedy któreś z dzieci spędza ten dzień gdzie indziej. Może dlatego, że wigilijną kolacje je się w Chile dość późno, w okolicach 23:00. Może dlatego, że Chilijczycy spotykają się z rodziną na co dzień tak często, że jeśli ktoś nie zjawi się na Wigilii to tak czy siak zobaczy wszystkich najpewniej już w najbliższą niedzielę na rodzinnym obiedzie. Dla Polaków natomiast, Wigilia jest jedną z niewielu okazji w roku, a często nawet jedyną, żeby spędzić wieczór ze wszystkimi na raz. Może więc dlatego bardziej ten moment celebrujemy. Możliwe, że w przypadku Chile ważnym czynnikiem jest też geografia. Kraj jest niezwykle długi, odległości ogromne, a podróże kosztowne i często wymagają kupna biletu lotniczego. Nie każdy może sobie pozwolić na odwiedzenie najbliższych z drugiego końca kraju. Zwłaszcza, że 26-go grudnia idzie się już do pracy.

 

PRZY CHOINCE: Bez choinki nie ma świąt

W chilijskich domach, podobnie jak w polskich, stoją choinki. To zwiastun nadchodzących świąt, a dekorowanie drzewek jest rodzinnym momentem, na który czekają wszystkie dzieci. Choinki, bomki i świąteczne ozdoby pojawiąją się rówież w sklepach, supermarketach i na głównych placach miast. Tak jak i w Polsce zakupowe szaleństwo wkracza w Chile tuż po Wszystkich Świętych…

Z KOLĘDAMI: Śpiewać każdy może, ale…

Kolędy przybyły do Chile wraz z Hiszpanami. Moi przyjaciele mówią jednak, że obecnie tradycja śpiewania ich w domach traci na popularności, żeby nie powiedzieć wręcz że zanika. Tu chyba mamy z Chilijczykami coś wspólnego. Polacy też coraz rzadziej kolędują przy choince. W przypadku Chile nie ma się w sumie co dziwić – śpiewanie o śniegu i zimowej nocy, gdy z nieba leje się żar, nie jest zbyt logiczne. Popularniejszą tutaj piosenką świąteczną jest zabawny utwór „Viejos pascueros acalorados” („Rozgrzani Mikołajowie“) z programu dla dzieci o nazwie 31 minutos, która jest doskonałym streszczeniem chilijskich świąt z przymrużeniem oka. Mikołaje jedzący łyżeczką wielki kawał arbuza oddadzą wam chyba najlepiej tutejszy klimat 🙂

PO WIGILII: Rodzinny wieczór kontra dyskoteka

No dobrze, rodzina na miejscu, choinka, kolacja po 23:00, rozmowy, żarty, otwarcie prezentów, radość i podziękowania, a potem? Potem jest Pasterka, zwana w Chile „Misa de Gallo”, ale nie jest chyba aż tak popularna jak w Polsce, zapewne również za sprawą tak późnej kolacji. Co więc robią młodzi po północy? Ruszają w miasto! Bary i dyskoteki są otwarte i po 0:00 czekają na chętnych wrażeń. 25 grudnia i w Chile należy już jednak do bliskich. Chilijczycy zostają w domu albo odwiedzają ciotki, wujków, kuzynów i cmentarze. Drugiego dnia świąt za to, w odróżenieniu do Polaków, idą już do pracy. To zaskakujące jak na kraj, który ma średnio raz na miesiąc długi weekend! Punkt dla Polski!

W TELEWIZJI: Kevin sam w chilijskim domu

W Chile nie ma Polsatu, ale Kevin i tu jest sam w domu. „W każde święta i kilka razy dziennie!”, dodają Chilijczycy. Podobnie jak w Polsce i w Chile zdarzają się zaskakujące tłumaczenia tytułów filmów. „Kevin sam w domu’” to tutaj „Mi pobre angelito’” czyli „Mój biedny aniołek”. Inny ulubiony film chilijskiej świątecznej ramówki to „Edward Nożycoręki” z Johnym Deepem.

 

W RADIU: Nie ma „Last Christmas”!

To już 6 lat i jeszcze ani razu nie słyszałam tu piosenki zespołu Whaam. Nie do wiary? Zirytowanym wszechobecną w grudniu piosenką szczerze polecam więc emigrację do Chile między listopadem a styczniem. O tej porze roku w radiu często można usłyszeć za to hity Tommiego Rey’a z noworocznym przebojem „Un año más“ na czele.

WESOŁYCH ŚWIĄT GDZIEKOLWIEK JESTEŚCIE 🙂 

 

Artykuł ukazał się w grudniowym Biuletynie Ambasady PR w Chile (2016).

 

Może Cię również zainteresować:

 

Noworoczne tradycje Chilijczyków

Co warto zjeść w Chile – typowe i oryginalne dania TOP 10

 

Noworoczne tradycje Chilijczyków

By | Chile, Chile - Tradycje i Obyczaje, Chile - warto wiedzieć, Ciekawostki z Ameryki Łacińskiej, Historia i Tradycje Ameryki Łacińskiej, Valparaiso | 8 komentarzy

Wiecie, że chilijskie Valparaiso szczyci się największym w Ameryce Południowej pokazem sztucznych ogni w Sylwestra? Wybrzeże w promieniu kilkudziesięciu kilometrów rozświetlone jest przez ok. 40 minut. 2 lata temu właśnie tam, na plaży, witałam Nowy Rok 🙂

O ile Boże Narodzenie w Chile wypada blado przy polskiej, rozbudowanej tradycji, o tyle Nowy Rok po chilijsku ma swoje rytuały. Oto kilka z nich, może coś was zainspiruje!

quehacernevalpo.cl

12 winogron

O północy należy zjeść 12 winogron, z których każda symbolizuje jeden miesiąc w nowym roku. W ten sposób sprawdzimy który miesiąc będzie dla nas słodki vel pomyślny, a który kwaśny vel słabszy.

 

Z walizką

Ci, którzy chcą zapewnić sobie rok pełen podróży powinni wybrać się na krótki spacer z walizką wokół swojego bloku. Chyba to zrobię dziś…. 🙂

 

Żółta bielizna

Tego dnia podobno warto mieć na sobie żółtą bieliznę, do tego na lewą stronę… A jeszcze lepiej, jeśli ktoś nam ją podaruje. Według Chilijczyków przyniesie nam to  miłość i szczęście. Teraz rozumiem dlaczego o tej porze roku jak grzyby po deszczu pojawiają się na ulicach Santiago sprzedawcy (tylko) żółtej bielizny!

Po Sylwestrze bieliznę należy założyć na dobrą stronę jako symbol gotowości na nadchodzący rok.

 

12 łyżek soczewicy

Zjedzenie soczewicy też ma nam przynieść szczęście…

 

Pieniądze w butach

Tym, którzy chcą być w nowym roku bogaci, poleca się w Sylwestra włożyć do butów banknot bądź monetę.

 

Szampan ze złotem

Inna tradycja przynosząca materialny dostatek to wypicie lampki szampana ze złotym pierścionkiem na dnie.

 

12 pierwszych dni

Każdy z 12 pierwszych dni nowego roku symbolizuje kolejny miesiąc. Tym sposobem dowiemy się który będzie dla nas pomyślny, a który może przynieść troski i zmartwienia.

 

Uścisk o północy

Kogo uściskać jako pierwszego po północy? Osobę płci przeciwnej. Ma to sprawić, że w nadchodzącym nowym roku będziemy w dobrych  relacjach z otoczeniem, a singlom ma zapewnić znalezienie swojej połówki.

Spróbujecie czegoś dzisiaj? 🙂

Małpi ogon, czyli Boże Narodzenie po chilijsku

By | Chile - KULTURA, Chile - Tradycje i Obyczaje, Ciekawostki z Ameryki Łacińskiej, Historia i Tradycje Ameryki Łacińskiej, Tresvodka&media | 18 komentarzy

O świętach w Chile na blogu jeszcze nie było. To już kilka lat jak mieszkam po tej stronie świata, ale jeszcze nigdy nie spędzałam Bożego Narodzenia w Santiago. Przez pierwsze 2 lata emigracji w grudniu latałam do Polski, rok temu byłam w Ekwadorze, w tym będę na jednej z południowych wysp Chile. Mam więc chyba nową, świąteczną tradycję  – zamiast siedzenia za stołem, siedzę w samolocie 🙂 Tym razem jednak, na kilka dni przed Wigilią, postanowiłam zebrać kilka faktów o chilijskim Bożym Narodzeniu. Zmotywował mnie też Klub Polek na Obczyźnie, do którego niedawno miałam przyjemność przystąpić i ich projekt “Boże Narodzenie dookoła świata.”

Jak więc jest z chilijskim Bożym Narodzeniem? Czy jest całkiem inaczej niż w Polsce? A może trochę podobnie? Nie będę Was trzymać w napięciu i od razu napiszę, że nasza polska tradycja  jest zdecydowanie bardziej rozbudowana i celebrowana. Pomimo mojej ogromnej sympatii do Chile, muszę przyznać, że przy Polsce tutejsze święta wypadają dość blado. Ale ale, nie znaczy to, że nie ma o czym mówić! Chilijczycy świętują Boże Narodzenie i mają nawet coś, co chętnie włączam teraz do tradycji rodziny Tresvodkowskich w Polsce, a mianowicie małpi ogon! Ale po kolei… 🙂

klub Polki

Boże Narodzenie Chile versus Polska

1.  Polska zamarza, Chile się topi

Polskie Boże Narodzenie jest w zimie. Zwykle pada śnieg, jest biało, ciemno, zimno i mroźnie. Mikołaj w kożuchu i czapie ma sens, choinka ocieplająca dom i atmosferę ma sens, piosenki o zimie i rzucaniu się śnieżkami mają sens. A w Chile… W Chile Boże Narodzenie przypada na początek lata. Jest ponad 30 stopni, z nieba leje się żar, ludzie chodzą w klapkach i krótkich spodenkach, a najlepszym miejscem na świąteczny obiad jest plaża, ewentualnie basen w ogródku:) Dzieci właśnie rozpoczęły wakacje, dni są długie, a wieczory gorące. To zupełnie inna atmosfera, inna aura i inne wrażenia wizualno-termalne 🙂

Nie ma w tym nic złego, bo inaczej w końcu nie znaczy gorzej. Tak jak Polakom ciężko wyobrazić sobie Boże Narodzenie w lecie, tak Chilijczykom nie sposób wyobrazić sobie w -25 stopni. Coś jednak logicznie nie gra, kiedy Ty się topisz, a zewsząd patrzą na Ciebie uhahane mikołaje opatulone w czerwone kożuchy, a z  głośników w sklepach lecą amerykańskie hity o białych, puszystych świętach. No i śnieg z plastiku czy z waty mnie po prostu rozczula 🙂

A propos świątecznych przebojów i gorąca to Chilijczycy mają swoją okolicznościową piosenkę, która  wydaje się bardziej adekwatna. Opowiada bowiem dokładnie o tym, że nie są im dane białe, śnieżne noce. Tutejszy klimat pokaże Wam m.in. fragment teledysku , gdzie Mikołaje jedzą łyżeczką wielki kawał arbuza 🙂


2. Polski karp versus chilijskie barbecue

To co mnie chyba najbardziej zaskakuje w tutejszych obchodach to wigilijne menu. Polska tradycja jest w tej kwestii dość restrykcyjna – 12 określonych potraw z karpiem w roli głównej, bo Wigilia ma być koszerna. W Chile jako danie dnia podawany jest proszę Państwa indyk! A kogo nie stać na indyka, je inne mięso. Jako że pogoda sprzyja grillowaniu w ogródku (narodowemu sportowi Chilijczyków), w Wigilię nad Santiago unosi się zapach barbecue…

Na chilijskim wigilijnym stole znajdują się też inne potrawy, głównie sałatki, ryż i ziemniaki, ale według tego co udało mi się ustalić nie są to specjalne dania przygotowane tylko na ten dzień, jak w Polsce. To raczej co smaczniejsze i ulubione potrawy danej rodziny, które jedzą również w ciągu roku, choć tego dnia podawane są może nieco bardziej wytrawnie.  W tej materii nasza tradycja jest dużo bardziej wyjątkowa. Chilijczycy stawiają raczej na dekorację stołu. Gospodynie domowe wyciągają najlepsze, odświętne zastawy, najcenniejsze sztućce i najpiękniejsze kieliszki. Na moje opowieści o dodatkowym nakryciu, sianie pod obrusem i pierwszej gwiazdce, która daje znak, kiedy zasiąść do wigilijnej kolacji otwierają szeroko buzię z niedowierzaniem, a czasem i podziwem (zwłaszcza dla tego dodatkowego nakrycia). No cóż, Polska ma zdecydowanie dłuższą bożonarodzeniową tradycję katolicką…

Jak pewnie dla większości z was, święta kojarzą mi się ze smakami. Z sentymentem wspominam makaron z makiem czy pierogi z kapustą i grzybami na specjalnym, wigilijnym oleju. To że je się je tylko w te dni sprawia, że są podwójnie wyjątkowe. Trochę smutno, że w Chile to po prostu nieco lepsze niż na co dzień mięso, prawda? 🙂


3. „Pan de Pascua” kontra piernik

Choć polskie menu wigilijne zdecydowanie wygrywa w kategorii: odświętnie, i chilijskie ma swoją małą tradycję. Mianowicie: pan de pascua. Nazwa sugeruje, że to chleb („pan”), ale to rodzaj słodkiego ciasta, bardzo podobnego do naszego piernika. Podobieństwo nie jest zresztą aż tak dziwne, bo pan de pascua przywędrował do Chile z Niemiec. W składzie ma miód, imbir i rodzynki, często też orzechy i migdały. Moja znajoma, która pracuje jako szef kuchni w restauracji dodaje też pomarańczę, wiśnie i śliwki, a rodzynki zanurza w koniaku. Pycha.

PS: Choć pan de pascua jest zgodnie z nazwą daniem na święta, można go kupić właściwie przez cały rok w każdym większym supermarkecie.


4. Małpi ogon versus Wyborowa

„Cola de mono”, czyli rzeczony „małpi ogon”, to dla mnie hit chilijskich świąt. Kawowy likier przygotowany jest specjalnie na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Poza procentami (aguardiente), kawą i mlekiem ma też w składzie m.in. cynamon, goździki i skórkę z pomarańczy. Jest prosty i pyszny, zwłaszcza w wersji domowej. Sprzedawana jest też gotowa esencja, która należy wymieszać z kawą i mlekiem, podgrzać w wielkim garnku i zabutelkować. Tym sposobem tradycja cola de mono dotarła już do mojej rodziny w Polsce i zdaje się, że się nawet przyjęła 🙂

Likier to chyba najbardziej świąteczna część menu, bo choć cola de mono widnieje w menu restauracji przez cały rok, raczej się go nie pije poza grudniem. Przypomina mi o tym za każdym razem mina kelnera, kiedy – jako miłośniczka tej delicji – zamawiam go ot tak po prostu w lipcu, marcu czy wrześniu. „Czy Ty aby na pewno wiesz co to cola de mono i jaki mamy miesiąc?” –  zdaje się pytać bez słów. Zawsze jednak dochodzimy z kelnerem do porozumienia 🙂

Zaraz zaraz, a dlaczego to się nazywa małpi ogon pewnie pytacie? Pogooglowałam i okazuje się, że teorii jest kilka. Jedna odnosi się do początków kariery tego likieru i do etykiety butelki „Anis de Mono”, na której widniała małpa z długim ogonem. Druga teoria mówi, że to gra słów. „Cola” w świecie polityki odnosi się do przegranej w wyborach i taka właśnie porażkę poniósł niejaki pan Montt. Ten który go pokonał, świętował tak intensywnie, że skończył się alkohol. Wymieszał wtedy to co było na stanie: trochę procentów, kawę i mleko, nazywając nowy napój „cola de Montt”, który z biegiem czasu przeistoczył się w cola de mono. Trzecia teoria jest najpopularniejsza i nieco podobna do drugiej. Jej bohaterem jest prezydent Pedro Montt, nazywany pieszczotliwie przez bliskich „El Mono Montt”. Wychodząc z pewnego przyjęcia prezydent poprosił o swoją broń zwaną „colt”, zwyczajowo zostawianą przy wejściu. Wtedy goście zdołali go przekonać, żeby został jeszcze trochę i wtedy właśnie zmieszano po raz pierwszy kawowy napój nazwany na tę okoliczność „Colt de Montt”, a potem „cola de mono”.

(Właśnie zadzwoniliśmy z C. do jego mamy upewniając się, że przygotuje dla nas co najmniej dwie butelki:)

PS. Chcecie przepis?:)

foto: nuestrasrecetas.cl


5. Zjazd rodzinny versus niedzielne obiady

Chilijczycy to bardzo rodzinny naród, więc i Boże Narodzenie spędza się tu z najbliższymi. Pozwolę sobie jednak na nieśmiałe porównanie stopnia obowiązku pojawienia się przy wigilijnym stole w kraju nad Wisłą i w Chile.

Mam wrażenie, że w Polsce wigilijny zjazd rodzinny to sprawa życia i śmierci. Przejeżdżamy kraj wzdłuż i wszerz, a nawet dolatujemy z końca świata, żeby TEGO DNIA byli wszyscy. Wiele osób spędza nawet dwie Wigilie, najpierw u siebie w domu, a potem pędzi do rodziców żony czy męża. Przez długie lata właśnie tak to wyglądało i w mojej rodzinie. Tego dnia trzeba być i zmiana tej tradycji to wyzwanie niczym wspięcie się na Mount Everest. Tymczasem w Chile Boże Narodzenie to święta rodzinne, ale mam wrażenie, że rodzice są nieco bardziej wyrozumiali, kiedy któreś z dzieci spędza ten dzień gdzie indziej. Mogę się mylić, jako że opieram tę tezę na badaniach wśród grupy moich przyjaciół i doświadczeniach Claudia.  W tym roku np. spośród jego czwórki rodzeństwa na Wigilie przyjdzie tylko dwójka, bo reszta spędzi je u siebie w domu. I już.

Przyczyny tego, może zaskakującego jak na Latynosów, faktu upatruję trzy:

  • wigilijną kolacje je się w Chile w okolicach 23:00. To dość późno.
  • Chilijczycy spotykają się na co dzień tak często, że jeśli ktoś nie zjawi się na Wigilii to tak czy siak zobaczy wszystkich najpewniej już w najbliższą niedzielę. Zwykły niedzielny obiad to najczęściej spotkanie całego klanu:) Dla Polaków natomiast, Wigilia jest jedną z niewielu okazji w roku, a często nawet jedyną okazją, żeby spędzić wieczór ze wszystkimi na raz. Bardziej więc ten moment celebrujemy.
  • Chile jest dłuuuuuugie, odległości wieeeeelkie, a podróze są drooooooogie. Nie każdego stać, żeby poodwiedzać bliskich z końca kraju.

Ciekawa jestem czy inne Polki mieszkające w Chile widza sprawę inaczej? Zostawcie komentarz pod postem, chętnie się dowiem jakie macie doświadczenia.


6. Rodzinny wieczór kontra dyskoteka

No dobrze, rodzina na miejscu, choinka, kolacja po 23:00, rozmowy, żarty, otwarcie prezentów, radość i podziękowania, a potem? Potem jest Pasterka , zwana tu „Misa de Gallo”, ale nie jest chyba aż tak popularna jak w Polsce. Może za sprawą tak późnej kolacji… Co więc robią młodzi po północy? Ruszają w miasto! Bary i dyskoteki są proszę Państwa po Wigilii otwarte i po 0:00 czekają na chętnych wrażeń.

disco-lights-wallpaper-for-imac-1024x576

To kolejny dowód na moją tezę, że polskie Boże Narodznie jest bardziej rodzinne niż chilijskie. Przynajmniej Wigilia, bo 25 grudnia należy już do bliskich. Chilijczycy zostają w domu albo odwiedzają ciotki, wujków, kuzynów i cmentarze. Drugiego dnia świąt za to.. idą do pracy. To zaskakujące jak na kraj, który ma średnio raz na miesiąc długi weekend! Punkt dla Polski, choć raz:)


7. Kolędowanie jest passé?

Kolędy przybyły do Chile wraz z Hiszpanami. Moi przyjaciele mówią jednak, że obecnie nie ma tutaj tradycji śpiewania ich w domach. Tu chyba mamy z Chilijczykami coś wspólnego. Polacy też zdaję się coraz rzadziej kolędują przy choince?

Śpiewają czy nie, kolędy chilijskie istnieją. Zostawiam wam kilka linków z muzyką, a dla hiszpańskojęzycznych zainteresowanych tematem link do artykułu w jednym z chilijskich muzycznych magazynów.


8. Kevin sam w chilijskim domu

Nie ma Polsatu, ale Kevin i tu jest sam w domu 🙂   ‚W każde święta i kilka razy dziennie!’, dodają Chilijczycy. Na marginesie, tutaj też mają na koncie genialne tłumaczenia tytułów filmów, jak nasz legendarny, polski ‚Wirujący seks’. ‚Kevin sam w domu’ to w Chile ‚Mi pobre angelito’, czyli ‚Mój biedny aniołek’.

Inny ulubiony film chilijskiej świątecznej ramówki to „Edward Nożycoręki”.


9. Nie ma ‚Last Christmas’!

To już czwarty okres przedświąteczny, jaki przychodzi mi spędzić w Chile i jeszcze ani razu nie słyszałam tu TEJ piosenki zespołu Whaam. Nie do wiary? Yeap, to możliwe:) Szczerze polecam więc emigrację do Chile między listopadem a styczniem.

O tej porze roku w radiu często można usłyszeć za to hity Tommiego Rey’a:


10. Bitwa stołecznych choinek

Na koniec pokażę wam jeszcze choinkę na Plaza de Armas, głównym placu w centrum Santiago, żebyście mogli ją sobie porównać do tej na warszawskiej Starówce:)

foto: 25dediciembre.com

Przy okazji szepnę, że mieszkam zaraz za tą Katedrą ze zdjęcia i właśnie stamtąd do was teraz piszę, życząc Wesołych Świąt & Feliz Navidad:)

PS. Zajrzyjcie koniecznie w posty innych Polek z Klubu rozsianych o świecie. Dziewczyny odwalają kawał dobrej, i ciekawej, roboty!

Fiestas Patrias – preludium

By | Chile, Chile - Tradycje i Obyczaje, Kino latynoamerykańskie | No Comments

Jak przetrwać nachodzące 5 dni wolnego? – pytają w tym tygodniu chilijskie dzienniki, jakby nadchodził huragan.

Jutro zaczynają się Fiestas Patrias, chilijskie święto narodowe, które potrwa 5 DNI (sic!). Ja co roku wypełni je Chilijczykom grillowanie, kilogramy mięsa, niebotyczne obżarstwo, picie, spotkania rodzinne i tańczenie narodowego tańca, zwanego cueca. Słowem, do niedzieli naród masowo utyje i to bez wyrzutów sumienia 😉 Jedziemy z rodzina Claudia nad morze. Grill spakowany… Już się boję!

Zostawiam Wam wstępne video, a po powrocie napisze co nieco o fenomenie Fiestas Patrias i czy udało mi się nie przytyć 🙂

Poradnik podróżnika: Chile

By | Chile, Chile - Ciekawostki, Chile - KULTURA, Chile - Tradycje i Obyczaje, Chile - warto wiedzieć | 2 komentarze

Jak przezyc w Chile w 10 przykazaniach:

1. Oswoic sie ze slowami trzesienie ziemi, wstrzas i tsunami

Jesli ktos drzy na sama mysl o ruszajacej sie ziemi, przewracajacych sie meblach i wiecznym zagrozeniu nadejscia wielkiej fali, Chile z pewnoscia nie jest jego miejscem. Srednio co drugi dzien mamy tu wstrzas, krotki, nieprzekraczajacy 3-4 stopni w skali Richtera, ale wystarcza, zeby obudzic w nocy. Nigdy tez nie wiadomo kiedy (i czy) nadejdzie kolejny, silny, ktory przewroci Ci meble, zbije kieliszki, a moze i zburzy jedna sciane (wtedy to juz trzesienie). Chilijczycy mowia, ze w przeciagu 20 lat nie powinna sie powtorzyc tragedia z lutego 2010, to jakas matematyka przyrody, ale tak naprawde zdaje sie tego nie wie nikt. Wiec, o ile nie mieszkasz na wybrzezu, tsunami nie powinno podnosic Ci cisnienia, a wstrzas spedzac snu z powiek. Miec przy lozku buty i jakas bluze, zabezpieczyc wszystko co cenne i szklane tasiemka, nie klasc nic ciezkiego na wysokich polkach, w razie trzesienia stanac w futrynie, potem zbiec po schodach (nigdy winda) i tyle. Spac spokojnie.

(Nie zgrywam Rambo, jesli kiedys doswiadcze 8 czy 9 stopni podejrzewam, ze spanikuje, ale chodzi o to, zeby nie panikowac na sama mysl, ze nadejdzie..)

 

2. Przygotowac sie na przytycie

Chilijczycy jedza duzo, jedza czesto i jedza dobrze! Nie jest to tak wyrazista kuchnia jak np. w Meksyku, ale posilki zdaja sie byc nie tylko kwestia dostarczania sobie pokarmu, ale i celebracji.  Je sie razem, powoli i najlepiej rekami. Statystyczny Chilijczyk nie wyjdzie z domu bez sniadania, potem je  sniadanie drugie (przed poludniem), potem lunch (okolo 14.00), potem tzw. once (ok.17.00), ktore zdaje sie byc swiete (a to po prostu kanapka z herbata, i najczesciej awokado,  ale nie w pospiechu – przy stole, jak czlowiek i wszyscy razem), w koncu nastepuje obfita kolacja w okolicach 21.00 -22.00. Do tej czestotliwosci dochodzi ilosc (jak dla mnie kazdy je za 3 osoby) i jakosc (mieszaja wszystko – jest ryz, sa ziemniaki z majonezem, jest miesa albo ryba, jest chleb + salatki). Dlatego tez waga skoczy, a w pasie pojawi sie tzw. oponka (ma ja na oko 80% Chilijczykow) , o ile ktos nie wylamie sie z tego systemu. A wylamac sie jest ciezko, bo kochaja sie spraszac, urzadzac barbecue i czestowac czym tylko moga. Odmowic tym trudniej, jesli przygotowuja specjalnie dla Ciebie to co lubisz. Tym sposobem, oponka welcome to.

Nie jem tych poznych kolacji, jem 1/3 tego co Chilijczycy, co po serii pytan czy jestem chora albo mam predyspozycje bulimiczne, zaowocowalo sklasyfikowaniem mojego zoladka jako ‚pokomunistyczny’ 🙂

 

3. Zakupic trampki!

Cejrowki pisal niegdys, ze zeby wtopic sie w tlum w Meksyku nalezy zakupic sombrero.  W Chile trzeba nosic trampki. Im bardziej zniszczone tym lepiej. Posiadanie nowiuskich i bielutkich emanuje snobizmem i zbytnim przywiazywaniem uwagi do szczegolow. Wszyscy nosza trampki: dzieci, mlodziez, studenci, nauczyciele, nawet panie po 40stce (co uwazam za fantastyczny przejaw luzu). Nie licze zawodow garniturowych: bankowcy, maklerzy, biznesmeni utrzymuja rzecz jasna etykiete, choc po godzinach nie trudno zobaczyc garnitur + trampki. A do trampek dzinsy i koszulka, bluza z kapturem i chusta. I juz.  Alternatywa sa conversy albo klapki (przypominam, +33º).

Chilijczycy generalnie zdaja sie nie przywiazywac wagi do ubioru (nie licze sfer bogatych, jak nasza warszawfka). Nie znaczy to, ze wygladaja zle, przeciwnie,  mlodzi maja niezle wyczucie stylu, laczac finezyjnie proste ciuchy.  Za te trampki ich lubie. Sama zakupilam tu poki co 3 pary: czerwone, niebieskie i fioletowo-kremowe!

 

4. Nie dziwic sie, ze wszyscy wiedza, kiedy masz katar

Duzo sie tu rozmawia, a przez to rozmawia sie o wszystkim. To bardzo latynoskie. Jesli masz wiec katar, ktos jutro zadzwoni i zapyta czy juz Ci lepiej (najpewniej ktos, komu nic nie mowiles), jesli masz goraczke ktos zadzowni, zeby spytac czy masz leki albo czy przyniesc Ci obiad, a jesli czegos szukasz, znajdzie sie ktos kto ma ciotke, wujka, kolege, kuzyna, ex chlopaka, ktory to ma. I pozyczy.

Ludzie tu ekspresowo organizuja sprawy, pomagaja sobie i ciagle do siebie dzwonia, opowiadajac najmniejsze newsy dnia. Te wstydliwe tez hehe Ma to wiec dobre i zle strony, ale generalnie po prostu trzeba sie z tym pogodzic i zaprzyjaznic.

PS. Zawsze tez znajdzie sie ktos kto ma domek na plazy i zaprosi Cie na weekendowy alkoholowy wypad 🙂

 

5. Nie obrazac sie, ze tesciowa sprzata Ci w domu

To tez bardzo latynoskie – rodzina to swietosc. Wiezy sa tu bardzo bliskie, a niedzielne wspolne obiady to tradycja nie do przeskoczenia. Wszyscy, wlacznie z najdalszymi czlonkami rodziny, nieustannie sie odwiedzaja i kazdy w domu kazdego czuje sie jak w domu. W kregach najblizszych przejawia sie to wzajemnym sprzataniem sobie w domu, robieniu zakupow czy podrzucaniem dzieci pod opieke (nie na dzien, czasem na rok, jesli wymaga tego sytuacja finansowo-zyciowa). Musialam wiec przelknac poczatkowe uczucie zawstydzenia, kiedy wizyty ‚tesciowej’ konczyly sie czysczeniem naszej kuchni, a siostra C. zamiatala nam balkon. Nie znaczy to, ze masz w domu syf, tak sie tu objawia troszczenie sie o siebie i tak wyraza sie rodzinne uczucia, a nawet szacunek. Tak mi przynajmniej wytlumaczyli, kiedy w koncu zaprotestowalam.

 

6.  Wylaczyc polska niecierpliwosc

Oznacza to, ze nie nalezy trabic, kiedy ktos przechodzi (wolno) na czerowonym swietle, nie popedzac, kiedy ktos wdaje sie w prywatna rozmowe z kasjerka w supermarkecie i nie obrazac sie, jesli gosc spoznia sie godzine na kolacje. Generalnie wrzucic na luz i nie denerwowac sie bez powaznego powodu. Czas jest wzgledny, kazdy odlicza wedle swojego rytmu.

 

7. Polak = wodka, Hiszpanie niemile widziani

Polacy musza byc dodatkowo przygotowani na obowiazkowe picie wodki (no bo jak z Polakiem nie wychilic kielicha czystej), rozmowy o papiezu i pytania typu czy my mowimy w Polsce po rusku..(ewentualnie czy nasz drugi jezyk narodowy to niemiecki). Stan wiedzy o naszym kraju jest mysle wprost proporcjonalny do naszej staystycznej wiedzy o Chile, czyli prawie nic. Co jednak kwalifikuje na plus, w tych czasem glupawych pytaniach nie slychac tonu ignorancji czy wyzszosci, ale ciekawosci. Porozmawiaj o Polsce z angolem, a zagotuje Ci sie krew.

Jesli jestes z Hiszpanii, nie beda Cie lubic (i vice versa). Przyczyn szukac nalezy w historii (Hiszpanie tu to nie odkrycy, ale najezdzcy),  gospodarce (Ci pierwsi staraja sie zmonopolizowac tutejszy rynek,  niszczac poza tym nierzadko przyrode niektorych regionow) i fakcie jak Hiszpanie traktuja Chilijczyka, ktory przylatuje do Espanii, albo tylko zmienia tam samolot (jak opowiadaja: jest wyzszosc, jest ignorancja, jest upokarzanie). Traktuja ich jak Peruwianczykow albo Boliwianczykow, czego Chilijczyk nie lubi… bo:

 

8. Nie wrzucac Chile do jednego worka z Peru czy Boliwa

To tak jakby powiedziec, ze Rosja i Polska to to samo. To tak jakby opowiadac o najgorszych cechach Ukraincow czy Litwinow, jak o naszych, bo to przeciez gdzies blisko na mapie. I wszystko pod wplwem Rosji. Tymczasem Peru i Chile to dwa rozne swiaty, od wiekow w konflikcie, dwie rozne kultury, dwa rozne poziomy ekonomii, rozwiecia i organizacji krajow (w przypadku Peru dezorganizacji). Chilijczycy sami maja ostre przepisy celne w przypadku wprzuszczania do kraju sasiadow z polnocy. Maja wiele kompleksow, ale porownanie ich do Peruwianczykow to potwarz i radze nie praktykowac.

 

9. Nie mowic dobrze o prezydencie

Ponad polowa Chilijczykow glosowala na Sebastiana Piñere, ale nikt sie do tego dzis nie przyzna. Prawicowiec jest przedmiotem zartow i przyczyna narodowego wstydu. Gafy, przejezyczenia – co by sie nie rozwodzic: Kaczynski. Co wiecej, szanujacy sie Chilijczyk powienien przejsc sie raz na jakis czas na manifestacje, a juz na pewno nie nalezy byc zdziwionym, ze srednio raz na tydzien centrum bedzie przyblokowane, a niektore drogi zamkniete, przez strajki.

 

10. Zapomniec o hiszpanskim, nauczyc sie chilijskiego

Chilijczycy mowia okrutnie szybko, nie wymawiaja spolgosek, zjadaja koncowki wyrazow, inne przecigaja, specyficzne intonuja i nagminnie uzywaja slangu. A zeby tego bylo malo, niektore reguly gramatyczne, obowiazujace w Hiszpanii, maja sie inaczej w Ameryce Lacinskiej, wiec wiedze trzeba zrewidowac. Po pewnym czasie jednak szok mija i swiat zaczyna byc jasniejszy. Co wiecej, sprawdza sie zasada: jesli potrafisz zrozumiec Chilijczyka, zrozumiesz caly hiszpanskojezyczny swiat. Potraktowac wiec to mozna jak wysoka poprzeczke lingiwstyczna.

 

Powyzsze zasady wprowadzic w zycie, a chilijski swiat stanie sie lekki, latwy i przyjemny:)