Category

Chile – Muzyka chilijska

KOBIETY MAJĄ GŁOS – 10 latynoamerykańskich artystek

By | Ameryka Łacińska - KULTURA, Chile - Muzyka chilijska, Muzyka latynoamerykańska | 5 komentarzy

W latynoamerykańskiej kulturze macho kobietom nie zawsze łatwo jest dojść do słowa. Coraz silniej walczą o swoje prawa, wybory i jakość życia. W muzyce za to od dawna płeć piękna miała wiele do powiedzenia. Bez choreografii, wyzywającego tańca, kusych strojów i skandali – wielu największym artystkom Ameryki Łacińskiej wystarczył zjawiskowy głos, mądry tekst i instrument.

Każda na swój sposób, każda w innym zakątku kontynentu, wszystkie dały się usłyszeć i już nigdy nie zapomnieć. Inspirując się muzycznymi korzeniami kontynentu, a nierzadko inspirując siebie nazwajem, tym dziesięciu kobietom udało się na stałe zapisać w historii muzyki latynoamerykańskiej i spopularyzować folklor Ameryki Łacińskiej poza jej granicami.  

Mercedes Sosa (Argentyna)

Argentyńska pieśniarka, multiinstrumentalistka i pisarka to człowiek-legenda nie tylko w Argentynie, ale i w całej Ameryce Łacińskiej. “Najlepszy głos jaki urodził się na argentyńskiej ziemi”, powiedział o niej kiedyś inny rodzimy muzyk, Fito Paez i nikt nie pomyślał nawet, żeby temu zaprzeczyć. Jej niską, głęboką i przejmująca barwę głosu poznaje sie od pierwszego wyśpiewanego słowa. “La Negra” (“Czarna”) jak nazywają ją wielbiciele, przez ponad 50 lat artystycznego życia inspirowała się folkorem, najpiew argentyńskim, a potem latynoamerykańskim. Jako czołowa członki ruchu „Nueva Canción” śpiewała zaangażowane politycznie testy, co w czasach argentyńskiej dyktatury skończyło się jej aresztowaniem (podczas jednego z koncertów zatrzymano zarówno artysytkę jak i całą obecną publiczność) i w efekcie emigracją Mercedes do Hiszpanii. W tym okresie nagrała m.in dwa piękne albumy poświęcone twórzości innych legend Latynoameryki: „Mercedes Sosa interpreta a Atahualpa Yupanqui“ (1977) i „Homenaje a Violeta Parra” (1971). Jej powrót do kraju tuż po utracie władzy przez juntę wojskową, stał się dla Argentyńczyków symbolicznym końcem dyktatury, a sama Mercedes emblematem wolności. Do najsłyniejszych jej utworów zaliczają się m.in. „Alfonsina y el mar“, „Solo de pido a Dios“, „Duerme negrito“ i „Todo cambia“.

Chavela Vargas (Meksyk)

Meksykańska pieśniarka urodzona na Kostaryce. Czołowa reprezentantka gatunku zwanego ranchera, śpiewanego głównie przez mężczyzn przy akompaniamencie mariachi. Chavela występowała sama, jedynie przy dźwiękach gitary, po raz pierwszy śpiewając historie o życiu z perspektywy kobiety. Swoim niskim, chropowatym i przejmującym głosem wykonywała tak nieśmiertelne utwory jak „La llorona”, „Piensa en mi”, „Macorina” i „No soy ni de aquí, ni soy de allá“. Chavela była nie tylko wspaniałą artystką, ale i wyjątkową osobowością: ubierała się jak mężczyzna, piła, paliła tytoń, nosiła ze sobą pistolet, w wieku 80 lat skoczyła ze spadochronem, rok później publicznie wyznała, że jest lesbijką. Przyjaźniła się z Fridą Kahlo i Diego Rivierą, pozostawała w serdecznych relacjach z Pablo Picasso, Pablo Nerudą i Gabrielem García Marquezem. Wystapiła m.in.w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall, wyprzedając całą salę w dwa tygodnie. Z powodu nadużywania alkoholu pod koniec lat 70-tych wycofała się na wiele lat z kariery scenicznej. W wielkim powrocie w latach 90-tych pomógł jej hiszpański reżyser Pedro Almodovar, który opisał jej głos jako „szorstki głos czułości”. O jej burzliwym życiu Chaveli można przeczytać m.in. w biograficznej książce: „Y si quieren saber de mi pasado…”.

Elis Regina (Brazylia)

Od wystepu w radiu w wieku 11 lat do tragicznej śmierci w wyniku pomieszania środków uspokajających z alkoholem i narkotykami 25 lat póżniej, Elis Regina przeszła przez brazyliską scenę niczym huragan. Tak też zresztą nazywana była przez swoich współpracowników ze względu na wyjątkową ekspresję podczas występów na żywo. „Dzielę się ubraniem, przyjaciółmi i wszystkim innym, ale nie sceną”, mawiała. Ta zadziorna dziewczyna z charakterem miała jednocześnie kojący, rytmiczny głos i wielką zdolność do swobodnej interpretacji. Regina uznawana jest za za czołową reprezentatkę gatunku muzycznego MPB (Muzyka Popularna Brazylii) i bossa novy. W póżniejszych latach nagrywając z muzykami takimi jak Gilberto Gil przyczyniła się do popularyzacji nowego nurtu muzycznego nazywanego „tropicalia”. Jej album „Elis & Tom“ nagrany w 1974 r. z legendarnym Antonio Carlosem Jobimen uznawany jest za najwspanialszy album bossa novy wszech czasów. Zawiera m.in. słynny utwór tego stylu „Águas de Março”. Sama Elis nagrała dziesiątki płyt, które rozeszły się w ponad 80 milionach egzemplarzy.

Chabuca Granda (Peru)

Maríe Isabel Granda Larco, znana bardziej jako Chabuka Granda, nie tylko śpiewała, ale i komponowała. Urodzona w 1920 r. jako dwunastolatka została sopranem w cenionym chórze Colegio Sophianum w Limie. Efektem jednej z przebytych operacji był jej niezapomniany, głęboki głos. Na początku kariery śpiewała romantyczne i nostalgiczne piosenki o Limie, w latach czterdziestych znana była z interpretacji popularnych w tym czasie piosenek meksykańskich. Późniejsze eksperymenty zaowocowały wpływami muzyki afrykańskiej i łamaniem konkwencjonalnego rytmu peruwiańskiego walca. Rozgłos przyniośł jej też rozwód, który w ówczesnym, niezwykle katolickim Peru, był wielkim wydarzeniem. Jej sława przekroczyła granice kraju. Inspirowała m.in. Brazylijczyka Caetano Velonso, który po jej śmierci umieścił na swoim albumie własną wersję jej piosenki „Fina Estampa”. Jednym z emblematycznych utworów Chabuki jest też piękny utwór w stylu kreolskim (tzw. afroperuwianizmu) „La flor de canela”.

Paulina Tamayo (Ekwador)

Paulinę Tamayo usłyszałam spacerując po ulicach Quito. Jej muzyka dobiegała z jednego ze sklepów muzycznych w centrum historycznym miasta. Spodobała mi się, więc weszłam i zapytałam kto to. Tak odkryłam dziewczynę, która mając zaledwie dziewięć lat, swoim śpiewem wycisnęła łzy z oczu samej Chabuki Granda. Po tym jak peruwiańska legenda usłyszała jej występ na żywo powiedziała jej mamie: „Ona nie jest gwiazdą, bo gwiazdy mają datę ważności i potem gasną. Ona zawsze będzie ciałem astralnym”. Nie pomyliła się. Paulina Tamayo ma za sobą ponad 45 lat pełnej sukcesów kariery, a dziś nazywana jest „głosem Ekwadoru” („la voz de Ecuador”). Jest jedną z głównych reprezentantek gatunku „el pasillo”, mającego swój początek w XIX w. i wywodzącego się od europejskiego walca (ma jednak szybszy rytm). El pasillo, rozpropagowane przez wenezuelską arytokrację, komponowane jest również w Meksyku, Kolumbii, na Kubie i Kostaryce, ale w wersji instrumentalnej i do tańca. To właśnie w Ekwadorze zaczęły powstawać jego wersje śpiewane i melancholijne. Jedne z najbardziej znanych utworów Pauliny to son “Amor, Dolor”, “Fe perdida”, “Parece mentira” czy “La canción de los Andes”.

Totó de Momposina (Kolumbia)

Karaibski powiew świeżości na mojej liście śpiewających kobiet. Muzyka Totó to bogata mieszanka elementów afrykańskich, rdzennej ludności tej części Kolumbii i wpływu hiszpańskiej kolonizacji. Z tej fuzji powstały rytmy zwane dzisiaj cumbią, el porro, la chalupa i mapalé. Totó, badaczka i antropolog kultury, jest nie tylko doskonałą wokalistka, ale i świetną tancerką. Jej spontaniczne, energetyczne show w akompaniamencie bębnów, perkusji i tradycyjnych instrumentów wybrzeża porywają nie tylko Kolumbijczyków. Międzynarodowe zainteresowanie wzbudziła albumem „La Candela Viva“ (1993), wydanym przez wytwórnię Real World Records Petera Gabriela. Artystka współpracowała też m.in. z Los Jaivas, Gilbertem Gilem, Calle 13, Gustavo Santaolalla czy Lilą Downs. 76-letnia dziś Totó de Mamposina ponad 60 lat swojego życia poświęciła prezentowaniu dźwięków i tańców karaibskiego wybrzeża i do dziś wydaje nowe płyty. Uznawana jest za żyjący skarb narodowy Kolumbii. Jak twierdzi mój przyjaciel z Bogoty, jej interpretacja utworu „Yo me llamo cumbia“ jest hymnem każdego szanującego się Kolumbijczyka.

Lagrima Ríos (Urugwaj)

Artystka mająca afrykańskie korzenie, uznawana jest za jedyną czarnoskórą pieśniarkę tanga. Nazywana jest też „czarną perłą tanga” („La perla negra del tango”) i „damą candombe”. Jej mocny, niski i przejmujący głos, stworzony do śpiewania tanga, przywodzi na myśl kobietę po przejściach, która ma za sobą setki wypalonych paczek papierosów, morze wypitego alkoholu i wypłakanych łez. Jej pseudonim artystyczny (Lágrima) znaczy zresztą „łza“. Ríos przyznała jednak w jednym z wywiadów, że nigdy nie zapaliła ani jednego papierosa i stroni od alkoholu. Jak mówi „czarnoskóre osoby mają grubsze struny głosowe niż biali ludzie“. Artystyczne imię wybrała za to nie ze względu na łzy smutku, ale radości. Lágrimę poznałam wraz z jej występem w dokumencie „Café de Los Maestros“ (2008) Gustavo Santaolalli, epopei muzycznej poświęconej argentyńskim, żyjącym legendom tanga. Do dziś chętnie i wracam do jej albumu „Cantando sueños¨ z piosenką w rytmie candombe “Bajo del arbol un tambor“.

Soledad Bravo (Wenezuela)

Soledad Bravo, krystaliczny głos Wenezueli, nagrała 30 albumów w ponad 40 lat kariery scenicznej. Artystka urodzona w Hiszpanii, ale z wenezuelskim obywatelstwem, na początku śpiewała hiszpańskojęzyczne klasyki, by w 1973 roku wpisać się w historię muzyki swoim szóstym albumem „Cantos de Venezuela”, gdzie po raz pierwszy sięgnęła po wenezuelski folklor. Zaśpiewała na nim m.in. „Mi tripón” i „Caramba” autorstwa Otilio Galíndez, a samym krążkiem wpisała się w nurt protest songów i piosenek zaangażowanych społecznie. W latach osiemdziesiątych skręciła w stronę salsy, co zaowocowała m.in. współpracą z legendarnym Willie Colonem i nagrywaniem albumów w Nowym Jorku. Przejmujący głos Soledad ma w sobie zarówno siłę, jak i subtelność, co słychać choćby w „Tonadas de ordeño” i “Cantos de pilón”.

Celia Cruz (Kuba)

Jej ojciech chciał, żeby została nauczycielką. Mała Celia z Hawany została jednak „Królową Salsy“ i okrzyknięta „Głosem Latynoamerykańskiej Kultury“, będąc jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej zarabiających artystek latynoamerykańskich w historii. Za życia sprzedała ponad 30 milionów płyt, z których 23 pokryły się złotem. Jej kariera rozpoczęła się jeszcze na Kubie wraz ze współpracą z orkiestrą Sonora Matancera, ale przez większość część życia Celia tworzyła w USA, gdzie wyjechała po dojściu Fidela Castro do władzy (dostała potem dożywotni zakaz wjazdu na wyspę, a jej muzyka została zakazana w całym kraju). W Stanach Zjednoczonych nagrywała z Tito Puente i Willie Colonem, występowała też jako członkini legendarnej grupy salsowej Fania All-Stars, będąc świadkiem i sprawcą narodzin popularności salsy na różnych kontynentach. Jej pełen pasji śpiew, unikalny styl, ekstrawagancki ubiór i doskonały kontakt z publicznością sprawił, że królowała na światowych scenach ponad 40 lat i przetarła ścieżkę do międzynarodowej sławy innym latynoameryańskim artystom. Została pierwszą czarnoskóra kobietą, która wystąpiła w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Dostała też swoją gwiazdę w Hollywoodzkiej Alei Sławy. Piosenki. jak „La vida es un carnaval“ czy „Quimbara“ do dzisiaj z miejsca zapełniają taneczne parkiety.

Violeta Parra (Chile)

Violeta nie jest może najlepszą wokalistką wśród kobiet na tej liście, ale możliwe, że jest tą najbardziej wszechstronną i inspirującą całą Amerykę Łacińską. Wystarczy wspomnieć, że jeden z jej najsłynniejszych i najpiękniejszych utwórów “Gracias a la vida” („Dziękuję Ci życie”) doczekał się interpretacji kilku wyżej wspomnianych artystek, m.in Mercedes Sosy, Chaveli Vargas, Elis Regina czy Soledad Bravo. Argentynka nagrała wręcz cały album w hołdzie chilijskiej badaczki folkloru. Violeta w swoim burzliwym i zakończonym samobójstwem życiu napisała oraz skomponowała ponad 3000 pieśni o poetyckich, niebanalnych tekstach, czerpiąc garściami z folkowej muzyki Latynoameryki, badając ją, analizując i ocalając tym samym od zapomnienia. Parra tworzyła nie tylko muzykę, ale i obrazy, gobeliny, hafty, rzeźby i ceramikę. Była pierwszą artystką z Ameryki Łacińskiej i pierwszą kobietą, której indywidualne prace zostały wystawione w Luwrze w Paryżu. Dziś zgodnie nazywana jest ikoną muzyki folkowej Latynoameryki.

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze Biuletynu Ambasady RP w Chile. Pełną wersję online znajdziecie tu BIULETYN GRUDZIEŃ 2016 (po polsku) i BOLETIN DICIEMBRE 2016 (po hiszpańsku)

tresvodka - latynoamerkańskie artystki

tresvodka - latynoamerykańskie artystkiWięcej o muzyce latynoamerykańskiej na blogu znajdziecie na blogu tutaj – MUZYKA LATYNOAMERYKAŃSKA. A Wy? Macie swoją ulubioną latynoamerykańską artystkę? Podzielcie się w komentarzach.

GDZIE KUPOWAĆ MUZYKĘ W SANTIAGO DE CHILE?

By | Chile, Chile - Muzyka chilijska, Chile - warto wiedzieć, Muzyka Ameryki Łacińskiej, Santiago de Chile, Tresvodka&media | One Comment

Pierwszą płytę w Chile kupiłam w sklepie Kind of Blue w dzielnicy Lastarria (ulica Merced 323). Od tamtej pory jest jednym z moich ulubionych. Klasyka z najwyższej półki, wydawnictwa dla koneserów i właściciel pasjonat, który sprowadzi dla nas na zamówienie płyty ze Stanów – to miłe niespodzianki dla melomana. Jak zapowiada nazwa sklepu nawiązująca do słynnej płyty Milesa Davisa, z wizyty zadowoleni będą przede wszystkim miłośnicy bluesa i jazzu, ale znaleźć tam można również półki z salsą, salsą, bossa novą, tzw. muzyką świata czy dobrym popem. Nie wszyscy wiedzą, że sklep ma również drugie piętro, pełne winyli.

Jeśli ktos szuka muzyki stricte chilijskiej, zwłaszcza współczesnej i mało znanej, powinien wystapić do La Tienda Nacional , kilka kroków dalej (ulica Merced 389), gdzie odbywają się też spotkania z artystami i małe koncerty.

Po winyle wybieram się regularnie do sklepu Sonar w podziemiach przy metrze Los Leones (Av. Providencia 2209, Paseo Las Palmas, 2209, lokal 017). Tamtejsze półki wypełnia głównie rock, pop, elektonika i alternatywa, ale znajdą też coś dla siebie miłośnicy jazzu, bluesa i klasyków latynoamerykańskich. To tu kupuję limitowane wydania winyli czy strony B wydawnictw. Są też płyty i koncery na DVD. Sonar to kolejny sklep, w którym właściciel doskonale wie co ma w ofercie i można z nim spędzić godzinę na rozmowach o swoich ulubionych artystach czy koncertach życia. Płyty i winyle sprowadza też na zamówienie.

Wyprawa w okolice metra Los Leones będzie tym bardzej owocna, że poza wspomnianym sklepem Sonar, znajdują się tam też inne: Disquería Billboard (Providencia 2124 Local 5, Galería Boulevard Drugstore), Funtracks (Nueva de Lyon 029) i Needle Vinyls (Avenida Providencia 2124, Galeria Drugstore), gdzie poza muzyką można kupić też stylowe adaptery.

Moją wielką trójkę ulubionych muzycznych miejsc w Santiago domyka rynek staroci Bío Bío przy metrze Franklin ze stoiskiem pana Orlando na czele (Galpon 5, stoisko nr 100). Wielki fan Elvisa Presleya sprzedaje winylowe perły i perełki, wydawnictwa z lat 60-tych czy 70-tych, klasyków i artystów, którzy święcili kiedyś triumfy, ale dziś pamiętają o nich tylko pasjonaci o wysmakowanym guście i dużej wiedzy. Choć jego stoisko nie jest duże, wizyta i rozmowa z Orlando to prawdziwa kopalnia wiedzy i nowych inspiracji i po prostu nie można wyjść od niego z pustymi rękami. Zwłaszcza jeśli ktoś kocha funk, sambę albo bossa novę. Dodatkowym atutem jest fakt, że każdy winyl można przesłuchać, a ceny zaczynaja się już od kilku tysięcy pesos.

bio bio

Na Bío Bío warto zresztą rozejrzeć się dookoła. Rynek staroci pełen jest muzycznych stoisk i zakurzonych, wysłużonych płyt, które niejednego jeszcze moga uszczęsliwić. Znaleziska bywają naprawdę zaskakujące. W zeszłym roku kupiłam tam m.in. winyl Ireny Santor za 2 tysiące pesos! Podobne okazje zdarzają się też w malutkich sklepach na Avenida Italia, gdzie właściciele wyprzedając stare, używane meble, pozbywają się często i starych płyt swoich rodziców czy dziadków.

Miłośnicy latynoamerykańskiej, tradycyjnej muzyki powinni wybrać się za to do sklepu Discomanía niedaleko Plaza de Armas (ulica 21 de Mayo 583, lokal 894), który działa tam od lat 50-tych. Cueca, musica andina, folklor, etno, Nueva Cancion Chilena, Canto Nuevo, bolero, tango – do wyboru do koloru. Discomanía ma też stronę internetową, przez którą działa jak sklep internetowy (www.chilediscomania.com). Warto też śledzić informacje o lokalnych targach muzycznych w poszczególnych dzielnicach stolicy, z Feria Internacional de la Musica w Centro Cultural Estacion Mapocho na czele. Coroczny, kilkudniowy przeglad chilijskiej sceny muzycznej to świetna okazja na zakup płyty, a przy okazji zobaczenie artysty na żywo (www.feriapulsar.cl) Tym, którzy przed zakupem lubią poczytać sobie o historii tutejszej muzyki albo przejrzeć najświeższe recenzje polecam stronę www.musicapopular.cl z wiadomościami ze świata muzyki w Chile.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze biuletynu Ambasady RP w Chile. PDF (klik) (str 40)

Pełna wersja biuletynu w wersji elektronicznej:

PDF (str 40) wersja polska (klik)

PDF (str 40) wersja hiszpańska (klik)

Imagen 5

 

‚Kurvamash’ (Mauricio Redolés)

By | Chile, Chile - Muzyka chilijska, Muzyka latynoamerykańska, Tresvodka&media | No Comments

Proszę Państwa, kopnął mnie zaszczyt! Mauricio Redolés to chilijska legenda piosenki antyrządowej, postać zdolna, kontrowersyjna i mój serdeczny kumpel z muzycznej podyplomówki, jaką zrobiłam w Chile w 2011 roku. Mauricio wydał właśnie nową płytę i przemiło wspomniał o Tresvodce w podziękowaniach w książeczce. Jak widzicie, jest wielkim fanem ‚kurvamash’ :))

Na jednym z naszych biesiad powstała nawet piosenka pod taki tytułem.

disco de redoles

Kultura za grosze i hity autobusowe

By | Chile, Chile - Muzyka chilijska, Muzyka latynoamerykańska, Santiago de Chile | 6 komentarzy

Jednym z moich stalych punktow zwiedzania nowego miasta czy kraju jest przejechanie sie, najlepiej kilka razy, publicznym srodkiem transportu. Nawet jesli kosztuje nas to nieco nerwow, czasu czy pieniedzy, mysle, ze warto. To kopalnia wiedzy, tej cennej – o codziennym zyciu i ludziach. Poza cenami i stanem technicznym (oraz zapachowym) metra czy autobusu mozna tez poobserwowac. Jak wygladaja ludzie, jakie maja twarze, miny, jakie nastawienie do swiata? Jakie maja nastawienie do siebie nawzajem? Pchaja sie, kloca czy zagaduja wspolpasazera? Ustepuja miejsca starszym, kobietom w ciazy czy odwracaja glowy? W koncu, jak reaguja na cudzoziemcow? Reakcja na biala twarz jest taka sama jak na czarna? Mozna zapytac o droge, wiedza co i jak? Orientuja sie czy jak w Meksyku – powiedza cokolwiek, zeby nie powiedziec ‚nie wiem’?  Mysle, ze oprocz typowych przypadlosci transportowych, jak tlok, gorac, a co za tym idzie podniesione cisnienie, gdy ktos nam nadepnie na stope czy pcha sie tam, gdzie nie ma miejsca, mozna wyluskac pewne cechy ‚narodowe’.

W Ameryce Lacinskiej jest jeszcze jeden powod, dla ktorego warto wsiasc do autobusu. Po tej stronie swiata to nie tylko srodek trasportu, ale rowniez mini scena muzyczna i sklep. Precyzujac, na przystankach do autobusu wsiadaja nie tylko pasazerowie, ale i ludzie, ktorzy chca/musza choc troche zarobic. Sposoby sa  dwa: cos sprzedac albo cos zaspiewac. W pierwszym przypadku w Chile sa to glownie napoje, slodyczne, orzeszki, lody albo plasterki na rany. Wszystko smiesznie tanie, a czesto wrecz za ‚co laska’. Tym sposobem na przyklad mozna kupic 10 plasterkow za 100 peso (6 groszy…)   albo alfajores (duze, slodkie ciastko z manjarem) za 1,50zl, a przy okazji pomoc komus przezyc dzien.. W Chile ten biznes jest i tak spokojny, handluje sie na glownie na ulicy i w autobusach, w meksykanskim metrze np. kupic mozna wszystko co tylko przyjdzie Wam go glowy, od latarek i zabawek, przez obcinaczki do paznokci i grzebienie, po kolorowe naklejki na paznokcie. Na kazdej stacji wsiada kolejny sprzedawca i w nieboglosy krzyczy co ma i za ile, a ten co juz zrobil runde po tym wagonie, przesiada sie do nastepnego.. Ludzie zawsze maja drobne w kieszeniach, wiec ‚biznes’ sie toczy sprawnie.

Mozna tez spiewac. Solo, w duecie, z zespolem, a capella, z gitara, z glosnikiem noszonym w torbie przez ramie, grajac na butelce (!) albo na bogato, folklorystycznie z bebnami i ‚andyjskimi piszczalkami’. Fantazja Chilijczykow w tej kwesti mnie zadzwia. Zwlaszcza quasi profesjonalny system naglosnienia, mikrofony doczepione gdzie sie da, owe glosniki w wytartej torbie ze specjalnie wycieta dziura, wzmiacniacze w plecaku.. Nieraz naprawde chyle czola za kreatywnosc i zrecznosc z jaka graja na gitarze i nie traca rytmu, nawet kiedy ktos wciska im peso w reke, bo juz wysiada, a oni sa w polowie piosenki. Zwykle graja 2-3 numery, a potem robia runde po autobusie z nadzieja, ze sie podobalo. Z moich obserwacji wynika, ze nawet najgorszym zawsze ktos cos wrzuci.

Jedna z najczesciej granych w autobusie piosenek, przez to znam juz na pamiec;) – Bailando con tu sombra (Victor Heredia):

Co do talentu to bywa roznie. Sa muzycy i ‚muzycy’. Zdarza sie, ze sie wzruszam, a innym razem nieco sie wkurzam, bo np. borykajac sie z migrena przychodzi mi jechac 10-15 minut obok kogos, kto nie tylko nie potrafi spiewac, ale dokladnie nad moim uchem wali w tamburyn bez litosci.  Sa tez tacy, ktorzy juz mnie rozpoznaja, a nawet wiedza, ktora lubie piosenke, bo jezdzimy na tych samych trasach o podobnych porach. No coz, ryzyk fizyk. Generalnie reaguje na nich ciekawoscia, bo graja zwykle standarty latynoamerykanskie. Te mniej znane tez, wiec zapamietuje wersy, a potem youtubuje. Kilka razy tez kupilam plyte takiego autobusowego grajka. Zwykle kosztuje 1000 peso (6,5zl) , ale zdarza sie rowniez cena ‚co laska’, czyli za jakiekolwiek brzekniecie monety. Plyty nie zawsze sa dobre, zwykle gorsze niz autobusowe wersje, bardziej wygladzone, przerobione, czesto mdle.. nagrywaja je w koncu jak tylko sie da, ale zdarzaja sie perelki.

W swojej komorce mam ze 2 nagrania, ale youtube tez jest wyposazony, i to lepiej, wiec kopiuje kilka linkow:

Z Metra w Valparaiso:

Z Santiago, kontrabas tez sie zmiesci!:

Troche folkloru:

Pajac z Valparaiso, bo mozna tez robic mini teatr albo rozbawiac pasazerow:

Mozna tez ladnie grac na butelce:)

W chilijskim autobusie jest wiec wesolo. Jest gwarno, jest glosno, gra muzyka, ktos sprzedaje lody, innym razem orzeszki. W chilisjkim autobusie sie rozmawia, dzwoni do corki, przyjaciolki, kolegi i opowiada.. Ustepuje sie miejsca ciezarnym i starszym, choc zauwazylam, ze starsi wcale sie na te miejsca nie rzucaja. Ustapisz – ladny gest i z usmiechem podziekuja, nie ustapisz – trudno. Sa oczywiscie wyjatki, ale generalne nie widze w Chile walki na smierc i zycie i biegu po trupach do wolnego miejsca na koncu wagonu. Nie slyszalam tez nigdy komentarza ‚aaaah ta mlodziez, zebym ja musiala stac’. Mmm wspomnienia z Polski:) Wydaje mi sie, ze pojecie starosci jest w Chile nieco inne, a na pewno ‚starosc’ zaczyna sie pozniej, ale to chyba temat na inny post. Jestesmy przeciez  w wesolym autobusie, gdzie ludzie Cie zagaduja (czesto staraja sie po angielsku, bo widza, zes nie stad), a kierowca zwykle podpowie gdzie wysiasc bez wywracania oczami. Takie sa przynajmniej moje doswiadczenia. Sa i minusy, oczywiscie. Cena biletu, tlok, niejasny system (nie ma rozkladow!!), brak klimatyzacji, szaleni kierowcy (niektorzy kierowcy autobusow to kamikaze) itd itp. Glowna cecha jednak wydaje mi sie podejscie: ‚piosenka jest dobra na wszystko’, co Chilijczycy zdaja sie doceniac, bo nawet Ci najbiedniejsi (a moze szczegolnie ci) zawsze znajda kilka monet za odrobine kultury w dobry czy zly dzien. Biedni pomoga biedniejszym. I za to  lubie Chile.

(Nowa) cumbia chilena

By | Chile, Chile - Muzyka chilijska, Muzyka latynoamerykańska | No Comments

Tym razem chyba będzię mniej gadania, a więcej grania. Mam w zbiorach nowe chilijskie nabytki płytowe, zaliczoną obecność na kilku koncertach i dużo chęci do podzielena się z Wami linkami. Jakoś to trzebaby ogarnąć i pogrupować. Zaczynam więc, a hasło kluczowe na dziś to CUMBIA.

Po nitce do kłębka, mówi reguła, ale ja tym razem zacznę od kłębka. Niniejszym przedstawiam zespół Juana Fé.

LA NUEVA CUMBIA CHILENA

Ci, którzy mają ze mną kontakt facebookowy, mogå kojarzyć to i owo, gdyż od jakiegoś czasu linkuję ich i zachwalam. To ciekawa mieszanka rytmów latynoamerykanskich, salsy, cumbii, jamajskiego ska i rumby. Chilijczycy należą do czołówki stosunkowo nowego sub gatunku muzycznego zwanego La Nueva Cumbia Chilena (Nowej Cumbii Chilijskiej), który rozwinął się w Chile wraz z nadejściem roku 2000.

W skrócie: na warsztat brana jest klasyczna cumbia, a następnie mieszana z gatunkami, które wymieniłam powyżej,  a także z reggae, bolero, hip hopem czy afrolatino. Charakterystyczny dla nowej cumbii jest również charakter tekstów piosenek, mocno zakorzenionych w realiach miasta i „typowego” mieszkańca danej dzielnicy. Komentują problemy polityczne, socjalne, śpiewają o kapitalizmie oraz  codziennych obawach i lękach Chilijczyków, co świetnie pokazuje jeden z moich ulubionych utworów Juana Fé „Yankee Man”. Muzycy ostrzegają tam między innymi, żeby nie spuszczać z oka Amerykanów (z USA), którzy „przyjeżdzają do miasta w nowych garniturach, krawatach i drogich samochodach. Przybywają niby z dobrymi intencjami, mówią o demokracji, ale tak naprawdę są tu po to, żeby zrobic z nas jeszcze większych biedaków”. Tak a propos wizyty Obamy w Polsce:

Cuidado con el yankee man que va de traje nuevo y corbata

que se pasea por las ciudades con carro nuevo y guarda plata

buscan riqueza por el planeta fabricando mentiras

dejan heridas que nunca cierran balas y fechorías

póngale ojo tenga cuidao, póngale ojo tenga mucho cuidao

vienen con buenas intenciones hablar de democracia con balas y cañones vienen con buenas intenciones a firmar el tratado para hacernos mas pobres

 

CO TO JEST CUMBIA I SKĄD POCHODZI

Zanim jednak kolejne linki, słów kilka o nitce.

CUMBIA powstała… no właśnie,  muzykolodzy spierają się gdzie, ale najczęściej podają XVIII w. i karaibskie wybrzeże Kolumbii. Właśnie tam intensywnie przenikały się elementy indiańskie, afrykańskie i kreolskie. Tradycyjna  cumbia jest gatunkiem czysto instrumentalnym, w metrum 2/4. Kluczowym instrumentem jest flet zwany „gaitai” i flet poprzeczny, czyli „caña de millo”. Afrykańskie wpływy przyniosły gatunkowi bogatą sekcję perkusyjną: marakasy i tambory, od dużych dwumembranowych, przez średnie „allegre” i małe, zwane „llamador”. Z czasem dodano wokal i akordeon. Tak oto cumbia urosła do drugiego, obok vellnato, czołowego gatunku Kolumbii. W mieście El Banco co roku (od 1976 r. ) odbywa się jej festiwal, jest też rytmem przewodnim festiwalu w Barranquilli.

W latach ’50 ubiegłego wieku cumbia weszła do kanonu muzyki popularnej. Zainteresowały się nią też inne państwa: Chile, Peru, Wenezuela, Ekwador, Meksyk.. Każdy kraj zaadaptował gatunek, nadając mu własny styl. Na początku lat ’90 cumbia zanotowała dalsza popularyzację. Album kolumbijskiej artystki Totó la Mariposa wydała wytwórnia Petera Gabriela (Real World).

 

CUMBIA W CHILE

Postawmy teraz stopę na chilijskiej scenie muzycznej. Cumbia znalazła tutaj swoje stałe miejsce,  obok salsy, rumby czy królującego w tej chwili reggaetonu. Klasyczną jej wersję chilijską wciąż usłyszeć można na weselach, folklorystycznych festiwalach czy podczas obchodów Nowego Roku.  Zwykle są to wieloosobowe bandy, jak Pachuco y La Cubanacan (popularni w latach 80/90). Do dziś wiernych fanów ma Tommy Rey:

Młodzi muzycy również doceniają gatunek, choć dodają do niego swoje trzy grosze. Tak powstała właśnie Nueva Cumba Chilena zwana także Nueva Cumbia Rock Chilena, o której wspominałam na początku. W tej wersji można ją usłyszeć na dyskotekach, jeśli nie jest się oczywiście na jednej z wyraźnie sprofilowanych na rock, elektronikę czy salsę. Jeśli nie, wcześniej czy później poleci np. poniższy kawałek Chico Trujillo:

W tym miesiacu mialam okazję widzieć na żywo grupę Orquestra Tocornal. Kilkunastoosobowy zespół muzyków łączy na scenie cumbię z bolero, salsą i rumbą. To bomba energetyczna, w dużej mierze również za sprawą charyzmatycznego wokalisty. Choć zespół to twór z gatunku fusion, koncert pokazał, że cumbia jest jednak mocno zakorzeniona w młodej chilijskiej publiczności, która reagowała niezwkle entuzjatycznie na każdy jej mocniejszy przejaw na scenie. Całkiem udana była też kooperacja z publicznością dzięki wplataniu w teksty piosenek aktualnych haseł typu: „No a Hydroaysen!” (kontrowersyjny projekt rządu związany z pozyskiwaniem energii, który przyniesie dewastacje części terenów Patagonii).

I jeden z moich ulubionych utworów ever, Dos Gardenias, choć ich wersja jest jedynie w porzadku:

 

CUMBIA I TANIEC

 

Cumbia to nie tylko muzyka, ale też styl tańca. Choc, jeśli chodzi o Chile dużo większa rolę, jako taniec narodowy, ogrywa w kraju cueca. O niej jednak będzie oddzielny post, bo to ciekawe i nieco zabawne dla oka zjawisko.

Powiem szczerze, że za cumbią nie przepadam tak jak za salsą. Przynajmniej nie za tą klasyczną. Tto co robi jednak choćby wspomniane Juana Fé, czyli fuzje i wariacje z innymi gatunkami, już mi gra. Dlatego wybiorę się chętnie w weekend na Festiwal Nowej Cumbii w Santiago, zobaczyć co nowego wymyślili sąsiedzi z dzielnicy. Na festiwalu zagra też zresztą Juana Fé 🙂

 

 

 

Więcej o chilijskiej i latynomaerykańskiej muzyce pisałam tutaj – Muzyka Latynoamerykańska. 

Radio Horizonte

By | Chile, Chile - Muzyka chilijska, Muzyka latynoamerykańska, Tresvodka&media | No Comments

Dzis radiowo. Jesli nie puszczam swoich plyt i nie youtubuje w domu leci zwykle fala 103,3. Radio Horizonte malo jest latynowskie (zaznaczam), nie ma salsy, cumbii czy innych samb. Dobrej stacji z tymi dwiekami jeszcze nie znalazlam.

Horizonte malo mowi i prawie w ogole nie ma reklam. Rotacja jest niezla, powtarzaja raczej wykonawcow, nie piosenki. Idealnie byc nie moze, ale jest dobrze.

Bywalcy playlisty: Kings of Convenience i Erlend we wszystkich postaciach, Hot Chips, Pulp, Crystal Castles, FranzFerdinand, Arcade Fire, Mathew Herbert, Jarvis Cocker, Radiohead, Blur, Stereolab, Krafwerk, Tortoise, Sigur Ros, Elbow, Eels, The Cure, Muse, Holden, Yo La Tengo, Gepe.. i wielu takich, ktorych nie znam.

Najlepiej graja poznym wieczorem, wiec wasza gleboka noca. Wolniej, akustyczniej. Wygrzebuja tez specjalne wersje kawalkow.
Na www podaja co leci + 5 piosenek wstecz.

Jak ktos chce przetestowac, sa tez online : http://www.horizonte.cl/

 

Muzyka chilijska: Gepe

By | Chile, Chile - Muzyka chilijska, Muzyka latynoamerykańska | No Comments

Przedstawiam Państwu dziś Gepe, mojego ulubionego póki co artystę z ziemi chilijskiej. Poznałam go, mieszkając jeszcze w Polsce, wraz z piosenką „Los Barcos”, która do dziś jest moim numerem jeden w jego repertuarze:

Zeszły tydzień minał pod haslem „GEPE-ing”, bo widziałam go na żywo aż 2 razy. Dopiero co wydał nową płytę (w sumie dla potomności zostawił juz 3). W ramach promocji grał więc mini koncert w jednym ze sklepów muzycznych w Santiago. W praktyce przyszło jakies 15 osób, co zrobiło z wydarzenia właściwie prywatny mini recital. Grał nam jakies 40 minut:) 

Nie byłabym sobą, gdybym nie wdała się po koncercie w dyskusję;) Sami z menadżerem byli zresztą ciekawi skąd jestem. Po spotkaniu została mi płyta z dedykacją i zaproszenie na kolejny koncert, już pelnowymiarowy. Mamy też po tym dniu kolejny in-joke z C., bo Gepe spytał się w pewnym momencie: „Polaca…. hmm y venis de Polakia?” (Polka…. hmmm czyli przyjechałaś z Polakii?) 🙂 No więc od teraz jestem z Polakii 🙂

Gepe wygląda trochę niepozornie, wręcz nieco fajtłapowato, ale muzycznie ma odwagę łączyć style, bawić się konwencjami, sięgać po mniej znane instrumenty. Ma też przyjemny głos, choć nie jest to wybitny talent wokalny. Za to to człowiek orkiestra – gra na gitarze, klawiszach i bębnach, i to na jednym koncercie. Śpiewa, komponuje, pisze teksty, aranżuje. To właśnie lubię w artystach. Pamiętam też jak odkrywałam jego tekty (ucząc się przy okazji chilijskich idiomów i wyrażeń), uświadamiając sobie jak to w skoczną dla ucha piosenkę wplótł gorzki tekst. Na koncertach Gepe zaprasza na scenę wielu innych niszowych muzyków. Z ochotą zobaczę go na żywo jeszcze raz.

W grupie moich ulubionych utworów znalazłyby się jeszcze minimum te 2:

 

 

i mój ulubiony z nowej plyty „Audiovisión”:

ale póki co promuje album tym:

 

Drugi koncert był we wtorek, w ramach otwarcia w Santiago nowego centrum kulturalnego im. Gabrieli Mistral (GAM). Bilety kupiłam z mojej pierwszej wypłaty chilijskiej:) Od 2 tygodni daje lekcje angielskiego. (Kanadyjskie dolary z agencji turystycznej wciąż leżą i czekają na dobry kurs:) A wracając do koncertu –  nie zawiódł. Było jak być powinno! Otóż, Gepe zmieniał aranżacje, a utwory grane na żywo brzmiały mocniej, dzięki dużo bardziej wykorzystywanej na koncercie perkusji. Dzieła dopełniała wiolonczela w tle, a chwilami też i puzon. Mocne 4 gwiazdki na 5 w moim prywatnym rankingu.

I dlatego GEPEinguje cały tydzień:)