Znacie Warsaw Latin Convention? To inicjatywa studentów i wykładowców UW, której celem jest rozwój relacji akademickich, biznesowych i kulturowych pomiędzy Polską a Ameryką Łacińską. Miałam przyjemność udzielić im wywiadu o życiu w Chile, który właśnie opublikowali na ich stronie.

O tym jak Chilijczycy widzą Polaków, jak się z nimi pracuje, o tym czy Chile to idealny kraj (i dlaczego nie) opowiadałam Oli Chrzęst. Poniżej mały fragment, a link do całego wywiadu znajdziecie poniżej.

(…)

Ola: Porozmawiajmy trochę o kwestiach społecznych – w Chile edukacja czy opieka zdrowotna to kwestie odpłatne. Jak radzą sobie z tym chilijskie rodziny? Czy przez to nauka oraz dbanie o siebie schodzą na dalszy plan?

Niedawno, podczas drugiej kadencji prezydentury Michelle Bachelet, nastąpiły zmiany, jeśli chodzi o system edukacji. To wciąż jeszcze nie idealna sytuacja, ale zwrot w dobra stronę po wielu latach systematycznych, masowych protestów. Mianowicie, na publicznych uniwersytetach jest obecnie pewien procent miejsc, dostępnych dla studentów z najbiedniejszego sektora, którzy po spełnieniu odpowiednich warunków mogą studiować za darmo. Przeglądałam niedawno statystyki i jest to obecnie ponad 250 tysięcy osób, czyli ok. 25% wszystkich studentów. To już coś. Ogólnie studia są jednak bardzo drogie, a poziom uniwersytetów różny. Jeśli chodzi o system zdrowotny to mam wrażenie, że jest podobnie jak w Polsce. Są dobrzy lekarze, ale kolejki do nich bywają absurdalne, za to w prywatnych klinikach jest drogo, ale „od ręki”. Obydwa sektory traktowane są w Chile jako dochodowy biznes, o czym świadczy choćby ilość aptek (są na każdym rogu) i prywatnych uniwersytetów. Czy to rzutuje na codzienne życie Chilijczyków? Oczywiście. Statystyczna, chilijska rodzina musi się często mocno zadłużyć, by wysłać dziecko na studia na uniwersytet albo może wysłać tylko jedno z nich. Nie mówię tu o klasie bogatej, bo tę stać na wszystko co sobie wymarzą. Mi najbardziej żal ludzi starszych, którzy po zmianach jakie wprowadzono w systemie emerytalnym za czasów Pinocheta mają dziś głodowe emerytury i wydają majątek na leki. To kolejna rzecz, o którą toczy się teraz walka – przywrócenie publicznego systemu emerytalnego. Młode pokolenie nie chce powtórzyć losu dziadków czy rodziców.

Myślisz, że mają na to wpływ znaczne różnice klasowe społeczeństwa?

To oczywiście temat związany z polityką, władzą i ekonomią.  Tak się akurat składa, że w przypadku Chile rozwarstwienie społeczeństwa jest ogromne, a kraj króluje w rankingach najbardziej nierównych ekonomii świata. Według ostatnich danych tutejszego Ministerstwa Rozwoju 10 proc. najbogatszych Chilijczyków zarabia 27,2 razy więcej niż 10 proc. najbiedniejszych. Poza tym, do 20 proc. społeczeństwa trafia 48 proc. dochodów całego kraju. W praktyce oznacza to, że najwyższa klasa jest naprawdę szokująco bogata i trzyma w garści ekonomię i gospodarkę kraju. Nie mają problemu z opłaceniem najlepszych lekarzy i posłania dzieci na najlepsze uniwersytety, często za granicą. Myślę, że równy dostęp do edukacji, który zależeć będzie od tego co masz w głowie i jakie masz wyniki w szkole, a nie od pieniędzy na koncie twoich rodziców, pozwoliłby wszystkim obywatelom na równiejszy start, rozwój i dostęp do lepiej płatnych prac, a co za tym idzie szanse na lepszy poziom życia. Niestety, Chile jest jeszcze od tego dość daleko.

Moniko, poza pracą dziennikarza, organizujesz także wycieczki jako polski przewodnik po krajach Ameryki Południowej. Czy mogłabym poprosić Ciebie o kilka wskazówek dla osób, które myślą o założeniu biznesu w Chile?

Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do dawania rad w tej kwestii. Działam dość intuicyjnie, choć z biznesplanem. Ważny jest dla mnie przede wszystkim poziom moich usług, słowność i odpowiedzialne podchodzenie do sprawy. Zaufanie klienta i jego zadowolenie na końcu wyprawy jest dla mnie skarbem. W Chile to nie zawsze norma, dlatego ktoś z taką mentalnością w biznesie ma tu duży atut. Na pewno warto znać hiszpański i to najlepiej jego chilijską odmianę. Język otwiera wiele drzwi i ułatwia sprawy. Samo założenie własnej działalności jest w Chile dość łatwe. Kraj otwarty jest zresztą na wszelkie start-upy i nowe pomysły. Na plus dla Polaków działa też na pewno panujący tu stereotyp Europejczyka jako osoby wykształconej, obowiązkowej i znającej języki. Widzą nas jako osoby wydajne i pracowite, choć zarazem mało elastyczne i uparte. Myślę jednak, że biznesowo można to obrócić w atut. Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna rada – uzbrojenie się w cierpliwość. Radzę nieustannie trzymać rękę na pulsie, przypominać się i pilnować ustaleń, choć na tle innych krajów latynoamerykańskich i tak jest z Chilijczykami całkiem dobrze.

(…)

Cały wywiad znajdziecie TUTAJ.

Może Cię zainteresować:

Opowiadam o życiu w Chile w Onet.pl [WYWIAD]

O chilijskiej kobiecości w „Gazecie Olszyńskiej” [WYWIAD]

Tresvodka (w) na temat

 

 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 6 komentarzy

Dodaj komentarz