Top 10 najczęsciej zadawanych mi pytań. Niezależnie od szerokości geograficznej to zwykle podobny zestaw.

 

1. DLACZEGO CHILE?

W moim przypadku to był łańcuszek miłości. Najpierw do latynoamerykańskiej muzyki (miałam nawet program radiowy o tej tematyce), potem do Ameryki Łacińskiej, potem do Chile, a potem do najlepszego z Chilijczyków. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to Claudio sprawił, że zostałam w Chile na dobre, bo stworzył mi tutaj dom. Gdyby nie on, myślę że włóczyłabym się po kontynencie bez miejsca, do którego zawsze kupuję bilet powrotny.

Nie bez znaczenia jest też jednak fakt, że przyjeżdżając do Chile po praz pierwszy, jeszcze zanim poznałam moja miłość, z miejsca poczułam się w tym kraju dobrze. To było dziwne, zaskakujące uczucie i trudno je wytłumaczyć. Choć byłam na końcu świata, choć mój hiszpański był w powijakach, czułam że to moje miejsce, że nie jestem tu przypadkowo, że mogłabym zostać na dłużej. Co ciekawe, do Chile pojechałam wprost z Brazylii, która jest absolutnie oszałamiająca, roztańczona i kolorowa. Ale to właśnie skromne i mało znane Chile miało intrygującą aurę, która sprawiła, że wróciłam tu bez wahania.

 2. CO ROBISZ W CHILE I CZY DA SIĘ Z TEGO WYŻYĆ?

Kiedy tylko się da, podróżuję. A zawodowo… Jestem dziennikarzem i pracuję jako korespondent z Ameryki Południowej dla Polskiego Radia. Moje CV przez ostatnie lata rozbudowało się jednak o kilka nowych pozycji: uczę języka polskiego w Santiago, daję korepetycje z angielskiego, współpracuję też z firmą, która przeprowadza w Chile badania opinii publicznej i edytuję biuletyn Ambasady PR w Chile. Od czasu do czasu oprowadzam małe grupy turystów (albo turystów indywidualnych) po Santiago i innych regionach. Jestem otwarta na nowe projekty wyzwania zawodowe, bo to też był jeden z pomysłów na tę moją emigrację. W międzyczasie skończyłam też podyplomówkę z muzyki latynoamerykańskiej na Uniwersytecie Alberto Hurtado w Santiago.

Czy da się z tego wyżyc? Da… choć jak to w pracy freelancerskiej, bywają miesiące grube i chude. Czasem mam tyle pracy, że nie wiem za co się zabrać, a czasem jest lekki przestój i mogę odsapnąć. Plusem jest jednak bycie Pania swojego grafiku, wolność i fakt, że jak chcę wyjechać sobie nagle na 2 miesiące, to sobie przestawiam to i owo i wyjeżdzam:) Po 8 latach pracy w polskich mediach i medialnych korporacjach doceniam to ogromnie!

 3. NIE BOISZ SIĘ TRZĘSIEŃ ZIEMI?

Nie boję. Ale trzeba mieć świadomość  z czym się wiąże mieszkanie w kraju sejsmicznym, jak się na trzęsienie przygotować i jak się zachować, gdy już nadejdzie. Szczegóły znajdziecie  w tym poście.

 4. GDZIE JUŻ BYŁAŚ PO TAMTEJ STRONIE ŚWIATA?

Jeśli chodzi o Amerykę Łacińską oprócz Chile odwiedziłam: Brazylię, Argentynę, Ekwador, Peru, Boliwię, Meksyk, Kubę, Kolumbię i Amazonię. Sporo mi jeszcze brakuje, więc mam sporo w życiu do zrobienia:)

 5. GDZIE SIĘ TERAZ WYBIERASZ?

Wybieram się wszędzie:) A z tych konkretniejszych planów… W Chile brakuje mi dalekiego południa: Torres del Paine i Patagonii. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem pojadę tam jeszcze w tym roku, yuhu! Marzy mi się tez laguna San Rafael. Chciałabym na pewno wrócić do Meksyku, tym razem do części Chiapas i połączyć wyprawę z Belize i Gwatemalą. Chciałabym też wrócić do Amazonii….

Na mojej liście jest również Wenezuela, ale szczerze mówiąc bardziej intrygują mnie małe kraje na północy, o których nie wie się właściwie nic:  Gujana Francuska, Surinam i Gujana.

Tylko miejsca powyżej stanowią bazę na co najmniej 5 dużych wypraw, a marzą mi się też inne kontynenty, tour po Azji, Oceanii. Egipt…

Co jakiś czas wybieram się też do Polski 😉 a to są zawsze moje najdroższe wyprawy…!

 6. JACY SA CHILIJCZYCY?

Zaskakująco podobni do Polaków, ale zdecydowanie bardziej uśmiechnięci i tolerancyjni.

Chilijczycy nazywani są Anglikami Ameryki Południowej, jako że geograficzne odcięcie od reszty kontynentu i świata wpływa na ich mentalność. Są przez to nieco zakompleksieni, nie tak ‘latynoscy’ jak ich sąsiedzi – są raczej spokojni i nieco zdystansowani, choć pogodni. Kiedy wpuszcza Cię jednak do swojego domu (i życia) otwierają się i pomagają w czym tylko mogą. Zestawiam te cechy z mala wylewnością Polaków podczas pierwszego kontaktu, jak i z polska gościnnością  ‘gość w dom – Bóg w dom’. Dlatego widzę podobieństwa.

Wspólny mianownik Chilijczykom i Polakom daje również rodzinność i katolicyzm (w Chile uwielbiają JPII) oraz zmierzanie się z trudną historią, zwłaszcza wewnętrznymi podziałami w ostatnim stuleciu, które wciąż są obecne w dyskursie (w Polsce komunizm, w Chile dyktatura Pinocheta).

Chilijczycy są jednak mniej narzekający, pozytywniejsi i bardziej otwarci od Polaków. W Chile Pani w kasie się do Ciebie uśmiechnie, w Polsce… sami wiecie 😉 Są tez dość zaradni i pracowici. (To trzeci najbardziej pracowity naród świata według ostatniego rankingu OECD; wyprzedzają Polaków. http://wyborcza.pl/1,75478,14289770,Polacy_wsrod_najbardziej_pracowitych_narodow_swiata_.html)

Jest to oczywiście moja subiektywna opinia na bazie własnych doświadczeń i obserwacji. Musze też zaznaczyć, że społeczeństwo chilijskie jest bardzo podzielone i wewnątrz kraju istnieje ogromna dyskryminacja klasowa. Pieniądze i władza należy do 10% bogatej części społeczeństwa, co sprawia, że klasa bogata odcina się od biedoty jak tylko może, odcinając się niniejszym od mojego opisu ‘typowego Chilijczyka’. O tym nieco więcej w pytaniu nr 8.

 7. CO CHILIJCZYCY WIEDZA O POLSCE?

Tak jak statystyczny Polak niewiele wie o Chile, tak statystyczny Chilijczyk niewiele wie o Polsce. Pierwsze skojarzenie to zawsze Jan Paweł II, potem zimno i śnieg. Wielka trojkę zamyka Grzegorz Lato (Chilijczycy są fanatykami piłki nożnej). Czasem ktoś kojarzy Solidarność i Lecha Wałęsę, zdarza mi się rozmawiać o komunizmie i drugiej wojnie światowej. ‘Sława’ Auschwitz dotarła i tu…

Oczywiście, bywają Chilijczycy, którzy nie wiedzą, gdzie leży Polska, ale zdarza mi się również rozmawiać z profesorami czy osobami wykształconymi na tyle, że o polskiej historii czy literaturze wiedza więcej niż ja, rzucając nazwiskami i datami bez opamiętania (bo ja nie czytałam np. Potockiego piszącego o Galicji w XVII w., a mój znajomy profesor napisał nawet recenzję tej książki, o!)

 8. CO CI SIĘ NAJBARDZIEJ PODOBA W CHILE?

Wspaniale położenie geograficzne! Chile zachwyca różnorodnością pejzażu, ma właściwie wszystko i do tego ogromne: od  oceanu (wielki Pacyfik) po góry (Andy – najdłuższy kontynentalny łańcuch górski), od pustyni (Atacama, najbardziej sucha na świecie) aż po lodowce (Antarktyka…). Do tego dochodzą wulkany, jeziora, wodospady, laguny, doliny, rozgwieżdżone niebo… Ah!

W Chile każdy znajdzie coś dla siebie, jakakolwiek pogodę i jakiekolwiek sport czy wypoczynek lubi. To absolutnie wyjątkowe. Natura Chile powaliła mnie już podczas pierwszych wakacji i wciąż niezmiennie mnie zachwyca.

 9. CZEGO NIE LUBISZ W CHILE?

Wspomnianej już po krotce dyskryminacji klasowej.  W każdym kraju są biedni i bogaci, ale nie w każdym kraju rozrzut jest aż tak duży. Ostatnio przeprowadzono badania, z których wynika, ze Chile króluje w światowym rankingu, jeśli chodzi o nierówną dystrybucję pieniędzy w kraju, czyli tylko 10% społeczeństwa bierze prawie wszystko. (Jak odnajdę link do artykułu, dorzucę). Jest tu aż 125 MULTIMILIONERÓW. Więcej w jednym kraju jest tylko we Francji, Niemczech i Anglii…

Nie mam nic przeciwko bogatym ludziom, ale dyskryminacja klasowa to już inna sprawa. W Chile jest to o tyle boleśniejsze, ze segregacja zaczyna się już na polu fizycznych różnic. Klasa bogata ma zwykle korzenie europejskie, ma wiec niebieskie oczy, kasztanowe/blond włosy, słuszny wzrost, długie nogi etc. Reszta Chilijczyków jest raczej niska, z ciemniejsza karnacja, czarnymi włosami i często z przodkami (a wiec i rysami) wywodzącymi się z rdzennych plemion Chile. Korzenie zdradza też natychmiast nazwisko. Co za tym idzie – tak jak mnie wielokrotnie traktuje się od razu lepiej (bo mam jasna skore, niebieskie oczy) tak kogoś o wyglądzie typowego Chilijczyka w pewnych regionach, dzielnicach i kręgach często traktuje się już na starcie gorzej. Chilijczyk z biednej klasy nie może posłać swojego syna do szkoły w dzielnicy dla bogaczy, nawet jeśli jakimś cudem znajdzie na to pieniądze (edukacja w Chile jest płatna, państwowa tez), bo jego dziecko tam ‘nie pasuje’, wiec się ‘nie dostanie, bo ‘nie ma miejsc’. Nie ma na to przepisu prawnego, ale jest społeczne przyzwolenie i wyrobione mechanizmy. To co mnie najbardziej jednak kole w oczy najbardziej to fakt jak klasa bogata traktuje klasę biedna, a traktuje z wyższością, często wręcz z pogardą. Nie zawsze, nie wszyscy, ale jest to niestety na porządku dziennym.

Bariera fizyczna, finansowa  i polityczna, połączona z brakiem prawa do darmowej edukacji potrafi więc boleśnie ograniczyć szanse Chilijczyka z niższej klasy na godne życie. Tej rażącej przepaści w Chile nie lubię.

*Dla hiszpańskojęzycznych zostawię link do reportażu, wyemitowanego w zeszłym tygodniu w jednej z tutejszych telewizji.  Pokazują życie w luksusie w wydaniu chilijskim, czyli to jak sie kupuje torebkę za 46 tysięcy zl, nie pytając nawet o cenę: http://www.tvn.cl/player/play/?id=779051

 10.  CZY MOŻNA WYJECHAĆ DO CHILE BEZ HISZPAŃSKIEGO? CZY ANGIELSKI WYSTARCZY?

Poziom angielskiego w Chile jest niestety marny. W urzędach raczej niczego nie załatwimy bez hiszpanskiego… choć można próbować. Chilijczycy na pewno będą się wysilać, żebyście się zrozumieli (to ich plus), ale na pewno szybciej pójdzie z podstawowym hiszpańskim. Inna sprawa, ze w związku z tym, angielski jest w Chile w cenie i ma się atut w chwili szukania pracy.

Ja przyjechałam do Chile z bardzo podstawowym hiszpańskim, ale w kilka miesięcy po prostu przez czytanie, słuchanie i próbowanie doszłam do dobrego poziomu. Potem pomogły mi studia podyplomowe, które były całkowicie po hiszpańsko. Choć ja jestem samoukiem, można zapisać się na intensywny kurs na początku pobytu albo jeszcze w Polsce, przed wyjazdem. Wtedy na pewno start tu będzie łatwiejszy.

Chilijski hiszpański nie jest trudny, jest dość podstawowy, ale pełen chilenismos,  wyrazów i wyrażeń używanych tylko tutaj. Poza slangiem, trzeba oswoić się również z tutejszą wymową i szybkością mówienia- jest na początku szokującą. Polecam zajrzeć w tego posta, na pewno trochę pomoże:)

 11. CZY W CHILE SA POLACY?

Są. Nikt nie wie dokładnie ile, ale podobno około 40-500 osób (Polaków bądź osób z polskim paszportem). W samym Santiago żyje nas około 200, może więcej.

Chilijska Polonię podzieliłabym na 3 grupy: pokolenie 50-ciolatkow (już dobrze zakorzenionych w Chile, najczęściej z własnym biznesem), pokolenie około trzydziestopięciolatek (mężatki z dzieckiem bądź dziećmi) i młodzi (głownie dziewczyny) tuz przed trzydziestką, którzy przyjechali za miłością bądź na wymianę pracową.

Tutejsza Polonia jest raczej sobie życzliwa. Od czasu do czasu się spotykamy, głównie w ambasadzie na śledziku 3 maja. Myślę jednak, ze są Polacy i Polki, które spotykają się regularnie. Zwłaszcza, że w Santiago jest też polska parafia i polski ksiądz, są więc organizowane polskie msze i inne religijne spotkania, typu świecenie jajek czy Wigilia.

Z tutejsza Polonia można się tez kontaktować poprzez grupę ‘Polacy w Chile’ bądź ‘Polacy w Santiago’ na Facebooku.

 12. JAK SZUKAĆ BILETU I CZY MUSI BYĆ TAK DROGO?

Jest z tym trochę zachodu i zabawy, ale lecąc z Europy można znaleźć atrakcyjne ceny. O tym szczegółowo pisałam w tym poście (klik).

 13. CO DOBREGO JADŁAŚ W CHILE?

Kuchnia chilijska jest raczej prosta, ale smaczna i można znaleźć perełki. O tym sporo napisałam całkiem niedawno tu (klik).

 14. ZA CZYM TĘSKNISZ Z POLSKI?

Za rodzina i kilkoma przyjaciółmi. Za niektórymi smakami. Życie jest jednak pełne wyborów i moje rzuciły mnie na drugi koniec świata. Mam szczęście, że na tym końcu świata odnalazłam spełnienie i mam szczęście, że najbliższa rodzina mnie w moich wyborach wspiera. Zawsze się znajdzie oczywiście jakaś ‘ciocia’, która skrytykuje to i owo i będzie namawiać do powrotu, ale każdy jest kowalem własnego losu, a los mamy jeden. Wierzę w intuicję!

 15. CZY ZOSTANIESZ W CHILE NA ZAWSZE!?

Nie wiem, bo nie muszę jeszcze decydować i ‘na zawsze’ brzmi jakoś tak przerażająco 😉  Niezależnie jednak od tej ‘wolności’ Chile wydaje się dobrą opcja na zapuszczenie korzeni i jest najbardziej prawdopodobnym wyborem docelowym. Może właśnie tu spełnię moje marzenie i domku nad oceanem.

A tak już zupełnie na koniec: pomimo tego, że świat jest piękny i duży, ważniejsze chyba jest jednak nie gdzie, a z kim. ‘Gdzie’ wyjdzie nam gdzie-ś po drodze:)