Jeśli śledzicie mnie na mediach społecznościowych to wiecie, iż lubię wino i dosyć często odwiedzam chilijskie winiarnie, również z moimi turystami. Nigdy jeszcze jednak nie zwiedzałam jakiejś na rowerze dopóki nie odwiedziłam Cono Sur, gdzie nie tylko pracownicy, ale i odwiedzający mogą jeździć po hektarach upraw na dwóch kółkach. Pojechałam tam zrobić reportaż i przyznam, poza możliwością zajrzenia na zaplecze i porozmawiania z enologami, to właśnie przejażdżka na rowerze była największą frajdą.

W Chile działa obecnie ponad 300 eksporterów, a kraj jest czwartym największym eksporterem tego trunku na świecie, więc jest w czym wybierać. Pomimo tego w ostatnich 20 latach w Chile powstało wiele nowych winiarni. Wśród nich są takie, które chętnie wychodzą ze strefy komfortu, są innowacyjne, ekologiczne i nastawione na wyzwania. Jedną z nich jest właśnie Cono Sur, od początku stawiająca na nowe pomysły i technologię.

Co to znaczy być „eko” w przemyśle winiarskim? Czy starsze wino zawsze znaczy lepsze? Czy Riesling pasuje do łososia? Jak poprawnie wznosić toast w Chile i czym grozi pomyłka? Wszystko to sprawdziłam podczas jednodniowej wyprawy. W spacerze po niekończących się hektarach upraw towarzyszył mi Guillermo Sánchez, enolog, pracujący w Cono Sur od 12 lat. 

Mój reportaż możecie przeczytać na stronie Cono Sur Polska.

Na zachętę podrzucę wam dwa fragmenty:

(…) Po chwili mijamy wielki rower, oparty o jedno drzewo wśród upraw. Mówiąc wielki, mam na myśli taki o czterometrowej, na oko, wysokości. Żeby ustać na pedale muszę się wspinać, a sięgnięcie siodełka przyprawiłoby o zawrót głowy tych, którzy cierpią na lęk wysokości.

Rower stoi tam nieprzypadkowo. To ważny symbol dla winiarni Cono Sur. Po pierwsze, „Bicicleta” (w języku hiszpańskim „rower”) to chyba najbardziej znana i najbardziej rozpoznawalna marka win, należąca do Cono Sur. Znana jest i w Polsce, zwłaszcza z okresu, kiedy to właśnie ten producent przez kilka lat miał patronat nad wyścigiem Tour de France. Drugi powód, może nawet ważniejszy, bo od tego wszystko się zaczęło, to fakt, że rower jest typowym środkiem transportu dla pracowników winiarni. Mają oni codziennie do przemierzenia ponad 300 hektarów upraw. To właśnie rower jest dla nich najbardziej wygodnym, ekonomicznym i ekologicznym sposobem przemieszczania się.

***

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wznosimy toasty? Przeczytałam kiedyś, że ich źródło sięga Starożytności. Rzymianie mieli stwierdzić bowiem, że podobnie jak smak, zapach, wzrok i dotyk, również zmysł słuchu powinien cieszyć się przyjemnością picia wina. Inna teoria mówi o Grekach, którzy widzieli w toaście zademonstrowanie gościowi, iż kielich nie został zatruty. Co kraj to obyczaj. W niektórych miejscach niemile widziane jest wznoszenie toastu wodą czy pustym kieliszkiem. W innych przemowa trwa po kilkanaście minut. Jak jest w Chile?

– Ważny jest fakt, iż kiedy wznosimy toast, to coś świętujemy. Mamy powód do radości, powód do celebrowania, więc istotne jest, aby patrzeć na ludzi, patrzeć im w oczy, gdy uderzasz w ich kieliszek. – stwierdza Guillermo. To prawda, to jedna z pierwszych rzeczy, jakich nauczyłam się po przybyciu do Chile. Jest jeszcze inne wytłumaczenie tego „przymusu”, choć musicie spojrzeć na nie z przymrużeniem oka. Otóż, według chilijskiej tradycji, kto nie patrzy w oczy, sprowadza na siebie fatum siedmiu lat niezbyt udanego życia miłosnego. Precyzując sprawę, tego erotycznego. Przezorny zawsze ubezpieczony, więc dzielę się z wami i tą lekcją.

Jak wygląda chilijska eko-winiarnia? Zerknijcie do artykułu.

¡Salut! 🍷

fot. Adam Pejcha

 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Dodaj komentarz