Chile & Wyspa Wielkanocna

Miejsca. Ludzie. Kultura.

 

Inne kraje Ameryki Łacińskiej

Moje podróże po kontynencie

 

Szukasz przewodnika?

Współpracuję z biurami podróży i indywidualnie

 

O czym dobrze wiedzieć?

Praktyczne informacje i rady

1
1
Dziennikarz w Chile - Blog o Chile

Hola! Nazywam się Monika.

Jestem dziennikarzem, miłośnikiem podroży, radia, muzyki, smaków i oceanu.
Od 2010 r. mieszkam w Santiago de Chile, pracuję jako korespondent dla Polskiego Radia i przewodnik, podróżując po latynoskim kontynencie.

O chilijskiej kobiecości w „Gazecie Olszyńskiej” [WYWIAD]

Cieszę się, że w polskich mediach jest coraz więcej miejsca na Chile. Nie tylko na newsy o katastrofach i politycznych zmianach, które zresztą wielokrotnie przyszło mi stąd słać, ale również na dłuższe formy jak wywiad. Po niedawnej rozmowie z Onet.pl, tym razem „Gazeta Olsztyńska” zgłosiła się do mnie z prośbą zostania bohaterką serii „Bez gorsetu” sobotniego, kobiecego dodatku dziennika. Ada Romanowska pytała mnie o to jak się znalazłam w Chile i dlaczego zostałam tu na dłużej, o moją pracę korespondenta i początki w radiu, a także co mnie w Chile zaskoczyło. Rozmowa skręca również w stronę kobiet i tego jak w Chile rozumiana jest kobiecość. Jakie są Chilijki? Czym różnią się od Polek? Czego nauczyłam się o moim kraju, żyjąc na obczyźnie? Poniżej fragment wywiadu i link do całego artykułu. Ukazał się w połowie sierpnia, ale dopiero teraz dzielę się z nim na blogu. A nóż, ktoś jeszcze nie czytał.

(…)

— To zupełnie inna kultura. Co na pierwszy rzut oka cię zmroziło?
— Chyba nic mnie nie zmroziło. W Chile nie przeżyłam szoku kulturowego, nie jesteśmy aż tak różni, jakby się mogło wydawać. Wielu turystów, których teraz oprowadzam po tym kraju, potwierdza to z zaskoczeniem. Oczywiście, są pewne różnice, na przykład w podejściu do czasu i obowiązków, czy relacjach rodzinnych, ale nic mnie tu nie ścięło z nóg. Nawet trzęsienie ziemi. W tej kwestii jestem już trochę Chilijką, czyli do 6-7 stopni w skali Richtera nie odchodzę nawet od biurka, tylko czekam aż się skończy trząść. Dopiero przy silniejszych ruchach ziemi reaguję i robię, co trzeba w takich przypadkach. Kiedy wstrząs wybudzi mnie ze snu w nocy, przewracam się na drugi bok i idę dalej spać. Wynika to chyba z tego, że wiem, że Chile jest świetnie na trzęsienia ziemi przygotowane. Mam zaufanie do chilijskich konstrukcji, budowanych według najskuteczniejszych norm antysejsmicznych.

— Jak rozumiana jest kobiecość po chilijsku?
— Jak niemalże wszędzie, kobieca kobieta ma być delikatna, spokojna i nieco krucha, aby mężczyzna mógł się wykazać. Nie wszystkie Chilijki takie są, zwłaszcza młode dziewczyny są coraz bardziej samodzielne, przebojowe i niezależne. Chilijska kobieta jest jednak oddana rodzinie. Często pracuje zawodowo, ale to właśnie dzieci i dom są jej największą dumą. Wciąż panuje tu kult macho, choć widzę, że powoli się to zmienia. Kobiety zaczynają walczyć o swoje prawa, chcą być bardziej niezależne, coraz głośniej przeciwstawiają się przemocy domowej i dyskryminacji w pracy. Jak w wielu miejscach na świecie, w tym w Polsce, kobiety wychodzą w Santiago na ulicę i mówią „NIE!”. Wtedy są jak lwice. Niedawno świat obiegły zdjęcia z jednego z chilijskich protestów wobec przemocy, podczas którego kobiety szły w maskach, ale topless. Spadły na nich oskarżenia o niemoralność i brak wstydu, co jest moim zdaniem ogromną hipokryzją. Świerszczyki w ulicznych kioskach są ok, ale goły biust w słusznej sprawie zbulwersował wielu panów. Na co dzień jednak Chilijki są dość skromne, na pewno skromniejsze niż inne Latynoski. Nie epatują swoją kobiecością, choć znają swoje atuty. Dziewczyny częściej wybierają tenisówki niż szpilki, ale pomalują usta czerwoną szminką, zaplotą warkocz czy założą ciekawe, kolorowe kolczyki. Stawiają raczej na kobiecy dodatek. Nie są nachalne. Z drugiej strony dość częstym widokiem na chilijskiej ulicy są całujące się namiętnie pary, szczególnie te młode i szczególnie w miejscach bardzo publicznych. Ja już się do tego przyzwyczaiłam, ale moich turystów czasem to zaskakuje. (śmiech)

— Czego kobiecie tam nie wypada, a co wręcz powinna?
— Często podróżuję sama, zarówno z powodu pracy jak i prywatnie. Zauważyłam, że to wciąż jest coś niecodziennego i muszę odpowiadać na to okropne pytanie: „Mąż puścił cię samą”? Co ciekawe, zadają mi je również kobiety! Niektórym to moje samotne podróżowanie i niezależność imponuje, a niektórzy myślą, że jestem odważna, a mój mąż nadzwyczaj wyrozumiały. Kobieta nie powinna opuszczać gniazda i zostawiać męża samego, choć oczywiście może. Nie ma na to żadnego „zakazu”, ale wiele z nich czuje się po prostu źle, kiedy to robi. Jakby coś zaniedbywały. Powoli się to zmienia. Kiedy jednak w tym roku wyjechaliśmy z Claudiem oddzielnie na wakacje, ja do Patagonii, a on do Japonii, podejrzewano nas o kryzys w związku i rychły rozwód. (śmiech) Chilijki często też dziwią się, że nie wiem, gdzie jest, co robi w danym momencie mój partner. Dziwią się, że nie piszę do niego, nie dzwonię, kiedy jestem na jakimś babskim spotkaniu. Swoją drogą, moi znajomi płci męskiej również czasem zwracają na to uwagę. Zakładam więc, że kobieta powinna to robić! (śmiech) Odstawiając żarty na bok, Chilijki są dość zazdrosne i kontrolują swoich partnerów. Dodam jednak, że mają ku temu powody, bo Chilijczycy lubią patrzeć w bok, stąd też owo nadmierne trzymanie ręki na pulsie.

Cały artykuł w wersji online znajdziecie TUTAJ.

 

Mogą Cię też zainteresować:

  • Wywiad w Onet.pl o życiu w Chile i tutejszej fenomenalnej przyrodzie TUTAJ
  • Wywiad w Natemat.pl, cz. 1 Kultura  – TUTAJ
  • Wywiad w Natemat.pl, cz. 2 KuchniaTUTAJ
  • Wywiad w Natemat.pl, cz. 3 PodróżeTUTAJ
  • Wywiad w programie „Pierwsze słyszę” w Czwórce o Chile i pracy korespondenta – TUTAJ
  • Wywiad w Radio ZET CHILLI o Bożym Narodzeniu – TUTAJ
  • Wywiad w Medium Publiczne o życiu i pracy w Chile – TUTAJ

Wzgórze San Cristobal, Santiago de Chile [GALERIA]

W poście o największych atrakcjach Santiago pisałam, że żeby docenić wspaniałe położenie geograficzne i rozmiar miasta trzeba je zobaczyć z góry. Najpiękniej i najlepiej widać je ze wzgórza San Cristobal (880 m npm.), położonego w centrum miasta, na styku dzielnic Bellavista i Patronato. Z tarasu widokowego na szczycie, szczególnie w pogodny dzień, rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama miasta położonego u stóp imponujących And. Na wzgórzu znajduje się również Zoo, dwa baseny miejskie, mały japoński ogród botaniczny i specjalne miejsce na rodzinne grillowanie. Wszystko to sprawia, że San Cristobal jest jednym z ulubionych weekendowych miejsc mieszkańców stolicy.

Jeszcze lepiej, jeśli będąc w Santiago traficie na deszcz. To bardzo rzadkie zjawisko, ale na przełomie jesieni i zimy czasami się zdarza. Następnego dnia najlepsze co możecie zrobić to wspiąć się na Cristobala. Macie wtedy szansę zobaczyć taki widok, jaki my mieliśmy wczoraj. Polecam też jednak zejść do punktu widokowego Mirador Hundimiento, 10 min piechotą ze szczytu. To mój ulubiony.

Poczytaj o atrakcjach Santiago

Opowiadam o życiu w Chile w Onet.pl [WYWIAD]

Jutro polska reprezentacja w piłce nożnej zmierzy się z drużyną narodową Chile. Komu będę kibicować postanowiła spytać redakcja Onet.pl. Przy okazji zapytali mnie też jakie są wady i zalety mieszkania w Santiago, o chilijskie dziennikarstwo, trzęsienia ziemi i mrożące krew w żyłach legendy miejskie, które opowiadam turystom.

Dlaczego w Chile należy uważać, zachwalając smak mango? Zostawiam wam mały fragment wywiadu, oby na zachętę. Łapcie też link do całego wywiaduMiłej lektury 🙂

Olivia Drost: Jak wygląda praca korespondenta Polskiego Radia w Ameryce Południowej? Czy różni się czymś od zwykłej pracy dziennikarskiej?

Są dni kiedy po porannym przeglądzie prasy wybieram po prostu najciekawsze wydarzenie, które może zainteresować Polaków i nagrywam o nim materiał lub robię wejście na żywo. Ale często są to zdarzenia, które wyrywają mnie ze snu albo z weekendu pod namiotem, bo właśnie wybuchł wulkan albo było trzęsienie ziemi. Nie mogę sobie planować tygodnia na zasadzie: w czwartek napiszę o tym, w piątek o tym, a w sobotę odpocznę. Zależę od newsa, którego nie da się znać zawczasu.

Co ciekawe, po latach zaobserwowałam, że wszelkie katastrofy zwykle dzieją się w weekend! W weekendy są wybory parlamentarne czy prezydenckie, w weekendy też zwykle umierają ważne osobistości. Pamiętam, że Hugo Chávez zmarł w dniu, kiedy wybierałam tort na moje wesele, bo zobaczyłam tę informację kątem oka w telewizorze w cukierni. Pobiegłam więc do domu pracować, a mój narzeczony sam dokończył zamówienie. Pogrzeb Cháveza odbył się zresztą w dniu mojego ślubu, choć tego dnia pozwoliłam sobie nie pracować. Fidel Castro też zmarł w piątek, kiedy miałam zaplanowany weekend poza miastem w miejscu bez zasięgu.

Praca korespondenta to jednak nie tylko takie newsy. To cały bagaż doświadczeń i obserwacji. Mieszkanie w innym kraju, na innym kontynencie i w innej kulturze, bycie wśród ludzi, tu i teraz. To ogromna kopalnia wiedzy, nieosiągalna zza biurka w redakcji. Dlatego poza korespondowaniem w radiu, piszę też dłuższe formy: artykuły, reportaże, bloga, a obecnie pracuję nad książką o Chile.

Czy poznałaś lokalnych dziennikarzy w Chile? Czym redakcje, dziennikarze różnią się od polskich realiów?

Przyjaźnię się z kilkoma chilijskimi dziennikarzami. Znam ich doświadczenia i czasami, siadając przy lampce wina, rozmawiamy o mediach i dziennikarstwie w naszych krajach. Poza nielicznymi wyjątkami poziom mediów w Chile, zwłaszcza telewizji, pozostawia wiele do życzenia. Za dużo tam plotek, informacji bezużytecznych, celebrytów udających dziennikarzy. Są, oczywiście, i rzetelni dziennikarze, ale najcenniejsze materiały dostają zwykle najgorszy czas w ramówce.

Pamiętam, jak uderzyło mnie po przyjeździe to, że dziennikarze reklamują produkty sponsorów, również w programach publicystycznych, co jest dla mnie śmiercią zaufania do ich obiektywizmu w innych sprawach. W przerwie rozmowy z ważnymi politykami w studiu ten sam dziennikarz reklamował rum, a przy innej okazji… materace.

A jaki jest chilijski hiszpański? Czym się wyróżnia?

Chilijski hiszpański to jazda bez trzymanki. Chilijczycy mówią niezwykle szybko, przez to wszystkie wyrazy, a nawet zdania, zlewają się w jeden niekończący się dźwięk. Chilijczycy uwielbiają skróty, nie wypowiadają niektórych spółgłosek, nałogowo dodają za to słowa zapychacze i używają mnóstwo tzw. „chilenismos”, czyli słów i wyrażeń stosowanych tylko w Chile. W Słowniku Języka Hiszpańskiego jest ich oficjalnie ponad 2200! Chilijski hiszpański jest bardzo kreatywny i pełen zabawnych porównań, by opisać dane uczucie czy sytuację, jak np. moje ulubione „más abrigado que el hijo único“ (bardziej opatulony niż jedynak) czy pokazujący ogromną fantazję „más estresado que la monja con atraso“ (bardziej zdenerwowany niż zakonnica ze spóźniającym się okresem). Trzeba uważać, bo niemalże każde słowo ma tutaj podwójne dno, a to drugie na 100 proc. ma zabarwienie erotyczne.

Zaliczyłaś w tym kontekście jakąś wpadkę?

Do dziś pamiętam, jak opowiadałam znajomym, o tym, że uwielbiam mango, że jest to mój ulubiony owoc i mogłabym je jeść codziennie, zwłaszcza to w Chile, bo tutaj jest takie soczyste. Nie rozumiałam, dlaczego wszyscy leżą pod stołem ze śmiechu. Potem ktoś się nade mną zlitował i powiedział, że w Chile „mango” mówi się również na męskie przyrodzenie…

CAŁY WYWIAD TUTAJ

 

Join the discussion One Comment

  • lilamirek napisał(a):

    Witaj Moniko! Chcielibysmy serdeczenie podziekowac za udane wycieczki po Chile. Jestesmy oczarowni tym krajem i pod wrazeniem naszej „Pilotki”, ktora w tak krotkim czasie nie dosc, ze nam zorganizowala te wycieczki, to jeszcze duzo opawiadala z tak nieslychana pasja o tym kraju!! Dziekujemy jeszcze raz i .. do uslyszenia i zobaczenia:-))!!!