Chile & Wyspa Wielkanocna

Miejsca. Ludzie. Kultura.

 

Inne kraje Ameryki Łacińskiej

Moje podróże po kontynencie

 

Szukasz przewodnika?

Współpracuję z biurami podróży i indywidualnie

 

O czym dobrze wiedzieć?

Praktyczne informacje i rady

1
1
Dziennikarz w Chile - Blog o Chile

Hola! Nazywam się Monika.

Jestem dziennikarzem, miłośnikiem podroży, radia, muzyki, smaków i oceanu.
Od 2010 r. mieszkam w Santiago de Chile, pracuję jako korespondent dla Polskiego Radia i przewodnik, podróżując po latynoskim kontynencie.

Czy Chile to kraj idealny? Odpowiadam Warsaw Latin Convention [WYWIAD]

Znacie Warsaw Latin Convention? To inicjatywa studentów i wykładowców UW, której celem jest rozwój relacji akademickich, biznesowych i kulturowych pomiędzy Polską a Ameryką Łacińską. Miałam przyjemność udzielić im wywiadu o życiu w Chile, który właśnie opublikowali na ich stronie.

O tym jak Chilijczycy widzą Polaków, jak się z nimi pracuje, o tym czy Chile to idealny kraj (i dlaczego nie) opowiadałam Oli Chrzęst. Poniżej mały fragment, a link do całego wywiadu znajdziecie poniżej.

(…)

Ola: Porozmawiajmy trochę o kwestiach społecznych – w Chile edukacja czy opieka zdrowotna to kwestie odpłatne. Jak radzą sobie z tym chilijskie rodziny? Czy przez to nauka oraz dbanie o siebie schodzą na dalszy plan?

Niedawno, podczas drugiej kadencji prezydentury Michelle Bachelet, nastąpiły zmiany, jeśli chodzi o system edukacji. To wciąż jeszcze nie idealna sytuacja, ale zwrot w dobra stronę po wielu latach systematycznych, masowych protestów. Mianowicie, na publicznych uniwersytetach jest obecnie pewien procent miejsc, dostępnych dla studentów z najbiedniejszego sektora, którzy po spełnieniu odpowiednich warunków mogą studiować za darmo. Przeglądałam niedawno statystyki i jest to obecnie ponad 250 tysięcy osób, czyli ok. 25% wszystkich studentów. To już coś. Ogólnie studia są jednak bardzo drogie, a poziom uniwersytetów różny. Jeśli chodzi o system zdrowotny to mam wrażenie, że jest podobnie jak w Polsce. Są dobrzy lekarze, ale kolejki do nich bywają absurdalne, za to w prywatnych klinikach jest drogo, ale „od ręki”. Obydwa sektory traktowane są w Chile jako dochodowy biznes, o czym świadczy choćby ilość aptek (są na każdym rogu) i prywatnych uniwersytetów. Czy to rzutuje na codzienne życie Chilijczyków? Oczywiście. Statystyczna, chilijska rodzina musi się często mocno zadłużyć, by wysłać dziecko na studia na uniwersytet albo może wysłać tylko jedno z nich. Nie mówię tu o klasie bogatej, bo tę stać na wszystko co sobie wymarzą. Mi najbardziej żal ludzi starszych, którzy po zmianach jakie wprowadzono w systemie emerytalnym za czasów Pinocheta mają dziś głodowe emerytury i wydają majątek na leki. To kolejna rzecz, o którą toczy się teraz walka – przywrócenie publicznego systemu emerytalnego. Młode pokolenie nie chce powtórzyć losu dziadków czy rodziców.

Myślisz, że mają na to wpływ znaczne różnice klasowe społeczeństwa?

To oczywiście temat związany z polityką, władzą i ekonomią.  Tak się akurat składa, że w przypadku Chile rozwarstwienie społeczeństwa jest ogromne, a kraj króluje w rankingach najbardziej nierównych ekonomii świata. Według ostatnich danych tutejszego Ministerstwa Rozwoju 10 proc. najbogatszych Chilijczyków zarabia 27,2 razy więcej niż 10 proc. najbiedniejszych. Poza tym, do 20 proc. społeczeństwa trafia 48 proc. dochodów całego kraju. W praktyce oznacza to, że najwyższa klasa jest naprawdę szokująco bogata i trzyma w garści ekonomię i gospodarkę kraju. Nie mają problemu z opłaceniem najlepszych lekarzy i posłania dzieci na najlepsze uniwersytety, często za granicą. Myślę, że równy dostęp do edukacji, który zależeć będzie od tego co masz w głowie i jakie masz wyniki w szkole, a nie od pieniędzy na koncie twoich rodziców, pozwoliłby wszystkim obywatelom na równiejszy start, rozwój i dostęp do lepiej płatnych prac, a co za tym idzie szanse na lepszy poziom życia. Niestety, Chile jest jeszcze od tego dość daleko.

Moniko, poza pracą dziennikarza, organizujesz także wycieczki jako polski przewodnik po krajach Ameryki Południowej. Czy mogłabym poprosić Ciebie o kilka wskazówek dla osób, które myślą o założeniu biznesu w Chile?

Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do dawania rad w tej kwestii. Działam dość intuicyjnie, choć z biznesplanem. Ważny jest dla mnie przede wszystkim poziom moich usług, słowność i odpowiedzialne podchodzenie do sprawy. Zaufanie klienta i jego zadowolenie na końcu wyprawy jest dla mnie skarbem. W Chile to nie zawsze norma, dlatego ktoś z taką mentalnością w biznesie ma tu duży atut. Na pewno warto znać hiszpański i to najlepiej jego chilijską odmianę. Język otwiera wiele drzwi i ułatwia sprawy. Samo założenie własnej działalności jest w Chile dość łatwe. Kraj otwarty jest zresztą na wszelkie start-upy i nowe pomysły. Na plus dla Polaków działa też na pewno panujący tu stereotyp Europejczyka jako osoby wykształconej, obowiązkowej i znającej języki. Widzą nas jako osoby wydajne i pracowite, choć zarazem mało elastyczne i uparte. Myślę jednak, że biznesowo można to obrócić w atut. Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna rada – uzbrojenie się w cierpliwość. Radzę nieustannie trzymać rękę na pulsie, przypominać się i pilnować ustaleń, choć na tle innych krajów latynoamerykańskich i tak jest z Chilijczykami całkiem dobrze.

(…)

Cały wywiad znajdziecie TUTAJ.

Może Cię zainteresować:

Opowiadam o życiu w Chile w Onet.pl [WYWIAD]

O chilijskiej kobiecości w „Gazecie Olszyńskiej” [WYWIAD]

Tresvodka (w) na temat

 

 

„Masakra na stadionie” – Victor Jara i Netflix [DOKUMENT]

W zeszłą niedzielę obejrzałam nowy dokument, który właśnie wskoczył na platformę Netflix. „Masacre en el estadio” (Masakra na stadionie) opowiada historię chilijskiego muzyka, Victora Jary, który zaraz po zamachu stanu w 1973 r. został aresztowany, torturowany i brutalnie zamordowany przez… No właśnie, przez „juntę wojskową Pinocheta”, ale mija 45 lat jak wdowa po muzyku, Joan Jara, walczy o wskazanie konkretnych osób, które pociągnęły za spust (44 razy), ukaranie zabójców i przerwanie zmowy milczenia chilijskich oficerów.

O tej walce, skomplikowanym procesie dociekania prawdy i zeszłorocznej rozprawie w USA, obejrzycie w tym zgrabnie skrojonym dokumencie. Zrozumiecie też, jeśli jeszcze nie znacie tej postaci, dlaczego Victor stał się symbolem uciśnienia i męczeństwa tych burzliwych czasów w Chile. Polecam. Dobrze sfilmowane, wywarzone, pozostawiające miejsce na opinie i „werdykt” samemu widzowi. Zwróćcie też uwagę na pięknie wkomponowaną muzykę w tle przez cały czas trwania dokumentu.

Choć dokument dotyczy Chile, doskonale wpasowuje się w temat „do czego może doprowadzić nienawiść i polityka podziału własnych obywateli”. Piszę te słowa w dzień, gdy dowiedzieliśmy się o śmierci Pawła Adamowicza, burmistrza Gdańska, zabitego podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To przede wszystkim tragedia dla ofiary i jego rodziny, ale również tragedia dla Polski. Symbol tego, jak skręcamy, jako naród, w stronę podziałów, nietolerancji, manipulacji i nienawiści. Szokujące są dla mnie niektóre komentarze w sieci. Na oczach tysięcy osób zamordowano człowieka, ojca, męża, brata, syna. Tymczasem niektórzy piszą, że należało mu się, bo myślał „inaczej niż ja”.  Jestem wstrząśnięta.

Mój świat jest pełen różnorodności, ludzi o odmiennych korzeniach, poglądach, opiniach i zwyczajach. Ciekawi mnie to, prowadzi do refleksji, dyskusji, często czegoś uczy. Dlatego z takim smutkiem patrzę dziś na moją ojczyznę. 

TRAILER:

LINK: https://bit.ly/2TWBzEf

Chilijczycy mają wino we krwi

Poniższy artykuł napisałam dla polskiej gazety w Toronto, Gazeta. Podczas mojego pobytu w Kanadzie buszuję po tutejszej przebogatej scenie kulturalnej i wpadłam m.in. na całodniowy event związany z chilijskim winem. Tekst więc napisany jest z perspektywy kanadyjskiej, ale rzecz ma się o wyjątkowości chilijskich win i tego co je wyróżnia spośród innych. Myślę, więc, że nadaje się i na bloga, w końcu jest mój i jest o Chile 🙂

***

Kanadyjczycy najchętniej sięgają po swoje, lokalne wino, ale masowo również wina importują. Coraz więcej butelek dociera tutaj z Chile, światowego giganta w produkcji i eksportu tego trunku. Kraj, który systematycznie wygrywa w światowych rankingach najlepszych win, systematycznie pnie się również w kanadyjskich statystykach. Co roku, przed świętami, stowarzyszenie „Wines of Chile” organizuje całodniową degustację w Toronto. Warto tam wpaść, popróbować i dowiedzieć się, dlaczego są tak wyjątkowe.

Co roku na świecie produkuje się 26,7 miliardów litrów wina, z czego 0,3% w Kanadzie. Tylko w zeszłym roku, 2017, kraj eksportował 2,1 miliona litrów trunku o wartości 39,6 miliona dolarów, co plasuje go na 35 miejscu eksporterów wina na świecie. Kanada jest za to numerem jeden, jeśli chodzi o produkcję win lodowych. Butelki idą głównie do Chin, Stanów Zjednoczonych, Południowej Korei, Holandii i Japonii. Kanadyjczycy najchętniej sięgają po swoje, lokalne wino, ale masowo również wina importują.

Według danych Stowarzyszenia Kanadyjskich Winiarzy w zeszłym roku sprowadzono do kraju niespełna 301 milionów litrów, których wartość szacowana jest na 2,3 biliona dolarów. Jeśli chodzi o sprawy finansowe, największymi graczami są tutaj: Francja, Włochy, Stany Zjednoczone, Australia i Hiszpania. Jeśli spojrzymy na ilość importowanych rocznie do Kanady litrów na piąte miejsce największych importerów wskakuje jednak Chile, które systematycznie pnie się w kanadyjskich statystykach. W zeszłym roku światowy gigant produkcji i eksportu win (czwarty na świecie), jakim jest Chile, sprowadził do Kanady 22,408,825 litrów wina. Chilijsko-kanadyjska współpraca z roku na rok się zacieśnia, choć niełatwo jest wejść na tutejszy, niezwykle konkurencyjny rynek. Ma w tym pomagać coroczne w Toronto wydarzenie, organizowanie przez „Wines of Chile”, stowarzyszenie reprezentujące chilijskich producentów wina na świecie. W tym roku odbyło się w eleganckich wnętrzach Royal Ontario Museum i było otwarte dla wszystkich chętnych na degustację.

CAŁODNIOWA DEGUSTACJA

Wydarzenie „Wines of Chile in Canada” ma za zadanie promować chilijskie wino i ułatwić nawiązanie albo zacieśnienie współpracy obydwu krajów na tym polu. Podczas ósmej edycji  swoje produkty zaprezentowało 25 chilijskich producentów. Wielu z nich przybyło z winiarzami, enologami i ekspertami w tej dziedzinie. Odbyły się mini wykłady, spotkania oraz całodniowa degustacja. Choć wydarzenie skierowane było głównie do branży gastronomiczno-hotelarskiej, jak również osób odpowiedzialnych za ofertę sklepów LCBO, popołudniowa degustacja była otwarta dla wszystkich. I darmowa! Wystarczyło się zarejestrować, a ponad 125 chilijskich win było na wyciągnięcie ręki. Wieczorem odbyła się elegancka impreza biletowana, gdzie poza winami z półki „premium” przy dźwiękach latynoamerykańskiej muzyki można było spróbować również popularnego w Chile jedzenia. Tegoroczną atrakcją był również „Valparaiso graffiti wall”. Valparaiso to chilijskie, nadmorskie miasto położone na wzgórzach, które dzięki arcyciekawej architekturze wpisane jest na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Barwne miasto artystów nazywane jest światową stolicą graffiti. W ROM można więc było tej nocy namalować jedno z nich specjalnym spray-em na specjalnej ścianie, po czym wydrukować swój obrazek i go zabrać na pamiątkę do domu. Można było również mieć kilkuminutowe, prywatne szkolenie dotyczące charakterystyki win z Chile. Te, które przypadły nam do gustu mogliśmy też oczywiście tego dnia kupić.

„Valparaiso graffiti wall”

Jak mówi Ted Kalaboukis, dyrektor „Wines of Chile” na wschodnią Kanadę, wydarzenie organizowane jest corocznie zwykle na początku listopada, bo to właśnie wtedy Kanadyjczycy i kanadyjscy przedsiębiorcy zaczynają myśleć o zapasach na świąteczne dni i zimę, jakie wino chcą mieć w domu, jakie w restauracjach i dla gości. – Chcemy zachęcić do eksplorowania rynku i próbowania przeróżnych win. Chile to jeden z tych krajów, który może poszczycić się zarówno jakością jak i nieprawdopodobnym zróżnicowaniem oferty, nie tylko popularnych szczepów jak Sauvignon Blanc, Chardonnay czy Cabernet Sauvignon, ale wielu innych, jak choćby Syrah, Carignan, Merlot i lubianego w Kanadzie Cabernet Franc. Ma też unikatowy w skali światowej Carménèrei wyjątkową, historyczną odmianę winorośli tzw. „chłopskiego wina” („peasant wine”) o nazwie País. Rozmawiałem przed chwilą z szefem modnej, eleganckiej restauracji na ulicy Queens w Toronto i mają País w ofercie! Zachęcam więc, by ludzie eksplorowali i szukali rdzennych szczepów o wyjątkowym terroir – powiedział mi Kalaboukis.

 Chile znane jest z tego, że produkuje wina o świetnej jakości w każdym przedziale cenowym. Nie trzeba wydawać wiele, by cieszyć się jakością. – Jeśli kupisz chilijskie wino za 10 dolarów, będzie dobre. Jeśli wydasz 60, będzie bardzo dobre. Chile cechuje nadwyżka jakości w każdym przedziale cenowym – skomentował Kalaboukis.

Ted Kalaboukis, dyrektor „Wines of Chile” na wschodnią Kanadę

KONKURENCYJNY RYNEK

Nie łatwo wejść na rynek, gdzie ok. 80% importowanego do Kanady wina pochodzi jedynie z czterech czy pięciu krajów. Chile jednak rośnie w siłę. W 10 lat podwoiło wyniki. W zeszłym roku eksportowało do Kanady 2,5 miliona skrzynek wina o wartości ok. 80 milionów dolarów. – Kilka lat temu „Wines of Chile” stworzyło plan rozwoju przemysłu winiarskiego i ustaliło na których rynkach nam obecnie zależy. Poza Stanami Zjednoczonymi, Chinami, Brazylia i Anglią w piątce znalazła się też Kanada.Kanada jest w naszym Top 10 krajów, do których eksportujemy obecnie nasze wino – powiedziała mi Claudia Soler, odpowiedzialna w „Wines of Chile” za Amerykę Północną i Anglię. –Czujemy, że wina chilijskie są tu docenianie. Naszym wyzwaniem jako „Wines of Chile” jest teraz pokazanie, że produkujemy nie tylko tanie i świetnie wino, ale również to klasy Premium. Zdaje się, że się udaje, bo w przeciągu ostatnich czterech lat to właśnie sprzedaż chilijskich win „premium” urosła w Kanadzie o ok. 12-13%.

Ted Kalaboukis również przyznaje, że wejście na kanadyjski rynek nie jest łatwe. – Tutejszy rynek jest bardzo konkurencyjny. Mamy wina z Californii czy Włoch o mocnej pozycji w menu naszych restauracji. Trzeba więc znaleźć swoją drogę, należy się czymś odróżnić, zaproponować coś innego. Chile, bez wątpienia, robi świetne Sauvignon Blanc, ale mamy ten szczep również z Francji czy Nowej Zelandii, ma więc tutaj dużą konkurencję. Chile ma jednak dużo do zaoferowania w sektorze szczepów lokalnych i dobrym pomysłem jest uświadamianie nam wyjątkowości niektórych tamtejszych regionów jak np. Casablanca, która ma niezwykły klimat. Siłą udziału w kompetencji jest pokazanie tożsamości zauważa Talaboukis.

Claudia Soler wierzy w ofertę Chile i bez zawahania wymienia cztery silne filary chilijskiego przemysłu winiarskiego: – Po pierwsze, jakość. Jest imponująca i to w każdym segmencie cen. Możesz porównać chilijskie wino z kalifornijskim, obydwa za 20 dolarów, i chilijskie pobije je na głowę. Po drugie: różnorodność. Dzięki położeniu geograficznemu i ukształtowanie naszego kraju, dzięki wpływowi pasma górskiego Andów, oceanu i działaniu Prądu Humboldta mamy ogromnie zróżnicowane terytorium pod uprawy, a więc niekończącą się ilość rodzajów wina. Po trzecie: innowacja. Nieustannie się rozwijamy i zwiększamy powierzchnię produkcyjną, poszukujemy jej na północy, południu, również w wysokich terenach górskich czy na wybrzeżu. Po czwarte: ekorozwój. Nasze naturalne granice, jak pustynia, lodowce, góry i ocean, pozwalają nam w naturalny sposób być odizolowanym od przeróżnych szkodników i plag. Pomaga nam to w bardziej naturalnej, organicznej uprawie, być bardziej eko. – wylicza.

Obecnie w Chile jest aż 140 tysięcy hektarów winnic, z których znaczna większość produkuje wina czerwone, choć i białe chilijskie wina są międzynarodowo cenione.

CHILIJSKA KULTURA WINA

Chile systematycznie wygrywa w światowych rankingach najlepszych win. Lista nagród i konkursów jest bardzo długa.O ich wyjątkowość i klucz sukcesu zapytałam samych producentów, obecnych na wydarzeniu w ROM. Co wyróżnia Chile spośród innych krajów? – Jedną z głównych różnic pomiędzy Ameryką Północną a Chile jest to, że wino jest częścią naszej diety i kultury, na co dzień. Dla nas nie ma posiłku bez wina. Tutaj za to, w niektórych regionach, wino wciąż widziane jest jako coś na specjalną okazję. My chcemy pokazać, że to napój na cały rok, a na specjalne okazje jest… specjalne wino. – powiedział mi Jaime Merino, z winiarni Santa Ema, obecnej na kanadyjskim rynku ponad siedem lat. Po ośmiu latach mieszkania w Chile powierdzam to bez wahania: wino to część chilijskiej kultury, kieliszek do obiadu czy kolacji jest jej integralną częścią, a w supermarketach znaleźć można niekończące się półki z buletkami, z wyborem przyprawiającym o zawrót głowy. Zwykłam mówić, że w chilijskich żyłach nie płynie krew, a Cabernet Savignon. Warto jednak zaznaczyć, że Chilijczycy winem się raczej delektują, a nie upijają. Wino pomaga też trawić, ukochane w Chile, czerwone mięso.

Maximiliano Erlwein, enolog z winiarni Casa del Bosque spróbował za to uchwycić wyjątkowość chilijskiego smaku. – Myślę, że chilijskie wina są dobrze zbalansowane. W Ameryce Północnej są bardziej „alkoholowe”, słodsze, mają w sobie dużo owoców. Wina europejskie za to wręcz odwrotnie. Chile jest dokładnie po środku.– ocenia Erlwein. Wspomina też o chilijskiej innowacyjności. – Inną rzeczą, która nas odróżnia, jest to, że udoskonaliliśmy się w bardzo krótkim czasie. W ciągu 15 lat nasz rynek bardzo się zmienił. Chile ośmiela się obecnie produkować nowe, zaskakujące odmiany, takie jak np. Syrah z zimnego klimatu. Jeszcze 5-10 lat temu coś takiego nie istniało. Szczep Carménère uprawiamy już 20 lat, choć świat zwrócił na niego uwagę dopiero jakieś 5 lat temu. Robimy w Chile rzeczy, o których wcześniej nie myślano. Wychodzimy ze strefy komfortu.– wylicza  Erlwein.

Winiarnia Casa del Bosque

Jednym z producentów, który dopiero wkracza na kanadyjski rynek jest winiarnia La Ronciere. Zdradzę, że to moja ulubiona. Współpracujący z nią sommelier Jonathan MacCalder przyznaje, że konkurencja jest duża. – W Ontario jest bardzo dużo win z półki 10-14 dolarów, nasze szacowane jest na około 25-40 dolarów, więc to spore, ale i interesujące, wyzwanie. – komentuje MacCalder. Jest jednak dobrej myśli.– Popołudniowa degustacja wśród ludzi związanych z przemysłem restauracyjnym pokazała, że nasze wina bardzo posmakowały. Doceniono między innymi popularny i uprawiany w Kanadzie Cabernet Franc. Chciano go porównać z rodzimym. Uwagę zwróciło też Cabernet z naszej winiarni Lincantén, delikatniejszy i bardziej „wyciszony” smakowo. To ciekawe wino, bo pochodzi z regionu blisko oceanu, więc chłodniejszego klimatu. Jest eleganckie. To jeden z moich prywatnych faworytów. zdradził sommelier. Na ucho powiedział mi, że za trzy miesiące wino powinno być już w Kanadzie.

Praca, przyjemność i Jonathan MacCalder z winiarni La Ronciere

PRÓBUJ, NIE MA ZŁEJ ODPOWIEDZI

Jak przyznają winiarze, wino to nie jest zwykły produkt. Na smak wpływa wiele czynników: gleba, klimat, ludzie je tworzący, to jak je produkowano i jak wprowadzane było na rynek. Każde miejsce jest więc na swój sposób wyjątkowe. Nie ma też jednej odpowiedzi, które wino jest złe, a które dobre. Poza oczywistym błędem, skutkującym złym smakiem, jak np. nieodpowiednie zakorkowanie butelki, jest to kwestia gustu i prywatnych preferencji każdego z nas. Poza tym, w zależności do tego skąd pochodzimy i jakie smaki mamy zakodowane w genach, wielu z nas wyczuje inne elementy w tym samym winie i przypadną nam one do gustu bądź nie. – Każdy kraj i każdy region ma swój sposób produkcji wina i jest to wspaniałe, bo możemy się od siebie wzajemnie uczyć. Każdy kto kocha wina powinien wręcz próbować ich z przeróżnych miejsc świata.– podsumował Ted Kalaboukis.

Na koniec kilka rad. Po pierwsze, warto przeglądać bogatą ofertę wydarzeń kulturalnych w Toronto, bo można znaleźć takie perełki jak całodniowe degustacje wyśmienitych win, do tego nie wydając ani grosza. Po drugie, jeśli już traficie na taką degustację, warto zacząć od lżejszych win, najlepiej od Chardonnay, potem sięgnąć po Savignon Blanc, by przejść w końcu do czerwonych. Innym dobrym sposobem jest trzymanie się smakowania tylko jednego szczepu. Jeśli na przykład nie interesują was wina białe, a lubicie Cabernet Savignon, spróbujcie różnych Cabernet, nie mieszając ich z niczym innym. Takie degustacje, również według organizatorów, będą najefektywniejsze w znalezieniu faworytów.

Od siebie dodam jeszcze radę trzecią, którą wyniosłam z Chile. Jeśli jesteście zaproszeni na kolację do czyjegoś domu, chcecie przynieść wino, ale nie znacie menu, zabierzcie Pinot Noir. Pasuje do większości potraw i jest najbardziej uniwersalne.  A jeśli odwiedzicie kiedyś Chile, zapamiętajcie jeden z najpopularniejszych tamtejszych toastów, wykorzystujący grę słów dwóch wyrazów: „vino” (wino) i „vino” (przybył): ¿Si vino a Chile y no toma vino, por qué vino?, czyli „Jeśli przybyłeś do Chile i nie pijesz wina, po co tu w ogóle przybyłeś?

 

ARTYKUŁ W DRUKU:

 

ARTYKUŁ ONLINE:

Chilijczycy mają wino we krwi

Join the discussion One Comment

  • lilamirek pisze:

    Witaj Moniko! Chcielibysmy serdeczenie podziekowac za udane wycieczki po Chile. Jestesmy oczarowni tym krajem i pod wrazeniem naszej „Pilotki”, ktora w tak krotkim czasie nie dosc, ze nam zorganizowala te wycieczki, to jeszcze duzo opawiadala z tak nieslychana pasja o tym kraju!! Dziekujemy jeszcze raz i .. do uslyszenia i zobaczenia:-))!!!