Quebec oczarowuje od pierwszych chwil. Po kilku dniach szwendania się po jego zabytkowych uliczkach w grudniowe, świąteczne dni, rozumiem, dlaczego co roku wskazywany jest jako jedno z najlepszych miejsc na świecie na spędzenie Bożego Narodzenia. To jedyne miasto w całej Północnej Ameryce (od Meksyku w górę), które ma Starówkę. Wpisana jest na listę UNESCO. O tej porze roku jest niezwykle czarująca i bogato przyozdobiona, zmieniając zabytkowy Quebec w „miasto świateł”.

Już od pierwszych chwil czułam się jakbym w niespełna dwie godziny samolotem z Toronto przeteleportowała się do Europy i spacerowała po francuskim miasteczku. Tutejsza Starówka przypominała nam z mężem trochę Gdańsk, a trochę Edynburg i Brukselę. Wpływy francusko-brytyjskie widać nie tylko w architekturze, ale również gastronomii i kulturze miasta. Ja opijałam się pyszną gorącą czekoladą i lokalnym cydrem, rozkoszując się soupe à l’oignon,  a mój Chilijczyk lokalnym piwem i pogodą. Śnieg i niskie temperatury były dla niego ogromną frajdą, gdyż w Chile, skąd pochodzi, Boże Narodzenie przypada w lecie i panuje wtedy ponad 35 stopni. Obydwoje zauroczeni byliśmy brukowanymi ulicami z budynkami pamiętającymi jeszcze XVII i XVIII w.

Choć wałęsaliśmy się po całym mieście, zdecydowanie najwięcej czasu spędziliśmy na samej Starówce i bez dwóch zdań wolimy ją po zapadnięciu zmroku. Ten nadchodzi w grudniu już o 16:00, więc dni są krótkie, ale w z powodu nocnego uroku Quebecu to akurat zaleta. Stara część miasta jest niewielka i podzielona na dwie części, górną i dolną, między którymi przemieszczać się można stromymi schodami albo specjalną koleją naziemną, tzw. funicular. 

Lower Town (Basse-Ville)

To najstarsza część miasta i jednocześnie kolebka cywilizacji francuskiej w Ameryce Północnej. W 1608 r. Samuel de Champlain wybrał owy wąski kawałek ziemi wciśnięty pomiędzy rzekę Św. Wawrzyńca a klif Cap Diamant na miejsce godne osiedlenia. Choć potem przeniósł się w wyższe partie miasta, dolny rejon dalej się rozwijał. To tu osiedlili się pierwsi kupcy, handlarze futer i żeglarze, ci najbogatsi przy placu głównym Place Royal, gdzie dziś w święta stoi duża choinka.

Przez wiele lat ten zakątek Starówki czekał na lepsze czasy i odrobinę czułości. W przeszłości był m.in. zniszczony – a potem odbudowany – przez Anglików. Obecnie wygląda fenomenalnie i pełen jest małych sklepików, hoteli boutique i knajpek. To tutaj mieści się słynna Petit Champlain, najbardziej fotografowana uliczka Quebecu (również i przez nas), rozświetlona tysiącami lampek i lampionów. Cały ten splot brukowanych, świątecznie udekorowanych ulic jest czarujący. Pomimo tego, że jest to zakątek jak najbardziej turystyczny, wracaliśmy w te rejony wielokrotnie, zwłaszcza późniejszym wieczorem, kiedy było dość zimno, więc często uliczki mieliśmy tylko dla nas (i dla ok. 850 osób, które tam mieszkają).

Upper Town (Haute-Ville)

Niewielki kawałek, ale przepełniony historią. To tu ponad 400 lat temu wspomniany Champlain zbudował fort, po którym do dziś pozostały obronne mury i armaty. Z Upper Town rozciąga się doskonały widok na rzekę Św. Warzyńca i okolice. Podziwiać go można m.in. ze słynnego Tarasu Dufferin, przy którym stoi majestatyczny Le Château Frontenac. To podobno najczęściej fotografowany hotel świata. Nie jest tani, jedna noc kosztuje tam od 200 dolarów w górę.

Wzdłuż wąskich uliczek Haute-Ville stoją eleganckie domy i wysokie kościoły. Kamienne ściany, miedziane dachy i ciężkie, drewniane drzwi budynków rządowych odzwierciedlają polityczną, edukacyjną i religijną rolę tej części miasta. Zajdziemy tu m.in. Bazylikę Notre-Dame de Québec, Cytadelę i Plains of Abraham, park, gdzie niegdyś (w 1759 r.) starły się wojska Francji i Anglii. W grudniu rozkłada się tutaj świąteczny rynek, tzw. „German Market”, który ma zupełnie europejski klimat. Można na nim spróbować grzanego wina, wypieków na bazie niemieckich receptur, lokalnej czekolady, a nawet wina z pomidorów. Główne uliczki Upper Town pełne są kafejek, restauracji i sklepów z pamiątkami. W lato musi być tu równie ciekawie, gdy miasto jest zielone i można usiąść na kawę przy jednym ze stolików na zewnątrz.

Do Quebecu na pewno wrócimy. Mąż najchętniej na Quebec Winter Carnival, zimowy festiwal lodu, odbywający się co roku w lutym. Ja wybrałabym się chętnie na wiosnę, kiedy miasto tętni życiem, a ulice pełne są wydarzeń kulturalnych. Zdaje się, że Quebec o każdej porze roku ma do zaoferowania coś wyjątkowego.

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 9 komentarzy

Dodaj komentarz