Wróciłam do Chile! Nie bez przygód.

  1. Lot z Warszawy spóźniony o 2 godziny = W Paryżu mam na przesiadkę ok.10 min.
  1. Stewardessa i obsługa lotniska mówią mi, ze nie zdążę, bo realnie mam minut 7 (lądowałam o 23.13, następny samolot mam o 23:20 + muszę zmienić terminal)
  1. Stwierdzam JA NIE ŻDĄŻĘ?? i przeciskam się między ludźmi w samolocie, potem biegnę slalomem między ludźmi wychodzącymi z samolotu, potem pustym lotniskiem przez niekończące się korytarze.
  1. W 7 minut przebiegam terminal F i 67 gate-ów terminala E, bo tam mam wylot. Po drodze nieliczna obsługa lotniska krzyczy gdzie biegnę, ja krzyczę „Santiago”! Oni krzycza „boarding już się skończył”, ja krzyczę WIEM i biegnę dalej.
  1. Napotykam bramki z prześwietlaniem, gdzie nikogo nie ma, więc nie mogę przejść, krzyczę czy ktoś może przyjść. Przychodzi postawna Murzynka, która mówi, że boarding już zamknięty i odprawa się skończyła.
  1. Robię dramat.
  1. Podtrzymuję dramat.
  1. Murzynka dzwoni do obsługi i mówi, że ja biegnę i żeby poczekali. Nie odpowiadają.
  1. W międzyczasie z Murzynką szukamy kogoś do prześwietlania. Znalazła się babka, która czepia się wszystkiego, z butelkami z duty free na czele, zadaje milion pytań, rozpakowuje, każę mi zdejmować buty i w ogóle. Piszczę, a na pewno bym chciała. Czas ucieka, ja warczę, ona mnie przepuszcza.
  1. Murzynka mówi, że w samolocie już wiedzą, że ja biegnę, więc zdaje się czekają.
  1. Biegnę dalej (a biegnąc długodystansowo nienawidzę szczerze i namiętnie od podstawówki). Napotykam polerowaną właśnie przez samotnego pracownika lotniska podłogę. Biegnę, nie upadam 😉
  1. Mijam jeszcze 3 niekończące się korytarze, widzę mój zamknięty boarding i głowę babki, która wychyla się z zamykanych już na dobre drzwi.
  1. Macham, krzyczę, ponawiam dramat.
  1. Wpuszczają mnie do samolotu, gdzie okazuje się, że nie ma dla mnie miejsca, bo to które miałam na bilecie jest już zajęte.
  1. Załoga szuka mi miejsca, ludzie z samolotu patrzą się zdezorientowani kim jestem, bo samolot jakby na mnie czekał, a nie jestem „celebrity”.  Na pewno jestem… czerwona z zadyszki. Wywołałam w środku ogólne poruszenie. 
  1. Miejsce się znajduje. Siedzę oczywiście „pomiędzy”, nie z brzegu (zawsze kur*a unikam jak mogę), ale jestem szczęśliwa, że wsiadłam i siedzę. Zdążyłam w 10 minut!
  1. Pytam o walizki bez nadziei na dobre wieści. Walizki zostają we Francji, bo nie ma czasu ich przerzucić. Nie mam siły się zdenerwować.
  1. Odlatuję do Chile.
  1. Przez cały lot nie śpię 🙁
  1. Przylatuję do Chile 🙂
  1. Walizki bedą jutro. CHYBA.

… czyli doleciałam w miarę spokojnie:)

 

 

Monika Trętowska

Author Monika Trętowska

More posts by Monika Trętowska

Join the discussion 2 komentarze

Dodaj komentarz